02.01.2025, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2025, 21:55 przez Woody Tarpaulin.)
Czy przejął się tym, że Jonathanowi poszło lepiej? Może trochę zapiekły go poślady, ale nie zamierzał dawać tego po sobie poznać. Dalece bardziej odpowiadała mu mimo wszystko taka odmiana rywalizacji niż zawistne ciskanie zaklęć w ramach katalizowania negatywnych emocji. Było to dla odmiany pozytywnie motywujące.
— Bardziej bym się martwił o to, że mi wciąż chyba parę promili krąży w żyłach niż o tę czapkę — fuknął w obronie swojego fantastycznego nakrycia głowy. — Widzisz, co racja to racja, musisz wychodzić ze swojej strefy komfortu. O to tu chodzi, przyszliśmy pracować nad słabymi stronami.
Poza tym jeśli Selwyn będzie pracował nad listą swoich słabości, on będzie mógł wciąż popisywać się zaletami, więc było mu to na rękę. Rada przecież była skierowana do Selwyna, nie dla niego.
Gdy różdżka wypadła z rąk kolegi, po czym ten osunął się na ziemię, Woody w pierwszej chwili gotów był diagnozować u niego udar. Co u licha!? Zorientowawszy się, że wszystko to gra, czarodziej ściągnął usta w wyrazie oburzenia, jego oczy błysnęły i już miał coś durnego odpyskować na te błazenadę, lecz… on również nie mógł zachować powagi. Schylił się i na ślepo odnalazł ręką jakiś patyk.
— Kmiocie, niniejszym… — podjął podniosłym tonem, próbując równocześnie zaczarować kijek.
transmutacja
Multitasking okazał się nie najlepszym pomysłem i zaklęcie rozpadło mu się w rękach.
— Daj mi sekundę.
transmutacja
Pomruczał coś niezadowolony pod nosem i splótł kolejny czar. Tym razem udany. Patyk w jego rękach przerodził się powoli w okazały miecz dwuręczny ze lśniącej stali. Woody wcisnął różdżkę za pas i uniósł oręż nad głowę, ustawiając się nad klęczącym Selwynem niczym kat.
— Kmiocie, niniejszym udzielam ci żądanej łaski. Niechaj ty sczeźniesz u mych stóp, albowiem powiadam ci, niewiasta odnajdzie szczęście z innym i w dupie mam twoje insynuacje.
Nim jednak klinga opadła na szyję nieszczęśnika, coś ryknęło za plecami sir Woodrowa Łysoczaszego. Rycerz obrócił się powoli, aby ujrzeć zmierzającą ku nim pokrakę.
— Powstań, Johnny, mój giermku. Nie pozbawię bestii łba bez twojej pomocy. Egzekucja poczeka — oświadczył łaskawie, mrużąc groźnie oczy, którymi śledził ruchy monstrum.
Rozstawił szerzej nogi i ustawił miecz w gotowości, wydobywając z odmętów pamięci to, jak wyglądały domowe lekcje walki orężem.
Bonusowa aura dla podglądacza: myśli o tym, że Tessa mogłaby znaleźć kogoś innego, budzą w Woodym wyrzuty sumienia, poczucie winy; chce zobaczyć ją szczęśliwą, nawet jeśli z kimś innym, lecz wszystko to mocno przesiąknięte jest strachem.
Nie mam pojęcia, jakie to kolory.
— Bardziej bym się martwił o to, że mi wciąż chyba parę promili krąży w żyłach niż o tę czapkę — fuknął w obronie swojego fantastycznego nakrycia głowy. — Widzisz, co racja to racja, musisz wychodzić ze swojej strefy komfortu. O to tu chodzi, przyszliśmy pracować nad słabymi stronami.
Poza tym jeśli Selwyn będzie pracował nad listą swoich słabości, on będzie mógł wciąż popisywać się zaletami, więc było mu to na rękę. Rada przecież była skierowana do Selwyna, nie dla niego.
Gdy różdżka wypadła z rąk kolegi, po czym ten osunął się na ziemię, Woody w pierwszej chwili gotów był diagnozować u niego udar. Co u licha!? Zorientowawszy się, że wszystko to gra, czarodziej ściągnął usta w wyrazie oburzenia, jego oczy błysnęły i już miał coś durnego odpyskować na te błazenadę, lecz… on również nie mógł zachować powagi. Schylił się i na ślepo odnalazł ręką jakiś patyk.
— Kmiocie, niniejszym… — podjął podniosłym tonem, próbując równocześnie zaczarować kijek.
transmutacja
Rzut O 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Multitasking okazał się nie najlepszym pomysłem i zaklęcie rozpadło mu się w rękach.
— Daj mi sekundę.
transmutacja
Rzut O 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Pomruczał coś niezadowolony pod nosem i splótł kolejny czar. Tym razem udany. Patyk w jego rękach przerodził się powoli w okazały miecz dwuręczny ze lśniącej stali. Woody wcisnął różdżkę za pas i uniósł oręż nad głowę, ustawiając się nad klęczącym Selwynem niczym kat.
— Kmiocie, niniejszym udzielam ci żądanej łaski. Niechaj ty sczeźniesz u mych stóp, albowiem powiadam ci, niewiasta odnajdzie szczęście z innym i w dupie mam twoje insynuacje.
Nim jednak klinga opadła na szyję nieszczęśnika, coś ryknęło za plecami sir Woodrowa Łysoczaszego. Rycerz obrócił się powoli, aby ujrzeć zmierzającą ku nim pokrakę.
— Powstań, Johnny, mój giermku. Nie pozbawię bestii łba bez twojej pomocy. Egzekucja poczeka — oświadczył łaskawie, mrużąc groźnie oczy, którymi śledził ruchy monstrum.
Rozstawił szerzej nogi i ustawił miecz w gotowości, wydobywając z odmętów pamięci to, jak wyglądały domowe lekcje walki orężem.
———
Bonusowa aura dla podglądacza: myśli o tym, że Tessa mogłaby znaleźć kogoś innego, budzą w Woodym wyrzuty sumienia, poczucie winy; chce zobaczyć ją szczęśliwą, nawet jeśli z kimś innym, lecz wszystko to mocno przesiąknięte jest strachem.
Nie mam pojęcia, jakie to kolory.
piw0 to moje paliwo