Normalnie wchodził jak do siebie. Victoria cieszyła się specjalnymi przywilejami, dlatego czasami nawet myślał o tym, żeby zapukać i, uwaga, poczekać. Teraz nie była ta chwila, a głównie dlatego, że nigdy nie mógł być pewien, czy Victoria w tym domu jest, czy nie... tłumaczenie z dupy - przecież widział światło. Ale mogła zostawić... Czy Sauriel tych usprawiedliwień potrzebował? Och nie, skądże. Był jednym z ostatnich ludzi (albo i nie), którzy czuliby się w obowiązku do spowiadania się z tego, co robili. Niechętnie robił to nawet przed tymi, którzy byli przedłużeniem woli Czarnego Pana (chyba że dobrze go traktowali i nalegali). Ewentualnie robił to, kiedy ktoś bliski naprawdę tego potrzebował. Kiedy tłumaczenie się przestawało być tłumaczeniem, a stawało się rozmową. Naturalną wymianą zdań. Tak, tak się dało! I z nim dało się nawet normalnie porozmawiać!
Normalnie wchodził jak do siebie, ale Victoria miała specjalne traktowanie. Dlatego wszedł jak do siebie - ale najpierw zapukał.
- A co za szyneczka do mnie przyszłaaa... - Wyszczerzył kły i podniósł niebieskiego kota, wnosząc go do góry prawie jakby chciał zaprezentować światu dzieciątko Jezus. Pewnie Victoria by nie załapała nawiązania, na szczęście żarty własne bawią najbardziej nawet wtedy, kiedy ich nie wypowiesz. - Dobry wieczór, Gwiazdeczko. - Wziął Kwiatuszka prawie że pod pachę, a kot wisiał jakby mu to kompletnie nie przeszkadzało. Nawet mimo tego, że kiedy Sauriel szedł sprężystym krokiem, to jego łapy dyndały śmiesznie na boki. - Właśnie, LUNA! - Ryknął przez dom, wyglądając ponad ramieniem Victorii. Dopiero wtedy na nią spojrzał. Podszedł, spojrzał, ucałował w czółko i dopiero zapytał. - A co to ja za głosik słyszę? Masz gadającego kota?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.