26.01.2023, 18:26 ✶
Coraz więcej osób gromadziło się na polanie, zajmując kolejne stoły. Każda z osób chciała dostać jak najlepsze miejsce i zadbać, by jej stoisko przykuwało uwagę, zachęcając tłum klientów, by zaszli akurat do nich. Viorica czuła się w tej kwestii trochę niepewnie. Po raz pierwszy miała w końcu spędzić święto w sposób inny, niż spożywając nadmierne ilości alkoholu, czy też wykradając portfele niezbyt rozgarniętej gawiedzi. Co prawda nadal miało oznaczać dla niej zarobek, tym razem całkowicie legalny.
Nie była do końca pewna, czy jej biżuteria zostanie dobrze odebrana, nad samym projektem pracowała jednak od prawie miesiąca. Dusiła się, pracując dla naburmuszonych właścicieli salonu jubilerskiego, chciała powoli więc wyjść na swoje. Do tego potrzebowała jednak pieniędzy, a także wyrobienia sobie marki. Chociażby sprzedając błyskotki na jarmarku.
Miała na tę okazję masę pomysłów, nie wszystkie jednak udało jej się zrealizować. Miała za mało czasu, do tego tak naprawdę wszystko robiła trochę na próbę. Czy da radę poprowadzić własny interes? Czy roztrwoni wszystko szybciej, niż wypadało?
Większość jej kartonów była już na miejscu, choć ostatnie, zawierające to, co miała zamiar sprzedawać, jeszcze czekały grzecznie w domu, w razie, gdyby przez noc pojawiły się jakieś lepkie łapki, inne niż jej. Podpierała się pod boki, patrząc na wywalczone stanowisko, kontemplując, od czego niby ma zacząć.
W końcu sięgnęła po gumkę trzymaną na nadgarstku i związała nią burzę ciemnych loków. Sam jej ubiór był należał dziś do praktycznych. Miała na sobie biały, cienki, przylegający sweter, jeansowe, krótkie ogrodniczki i czerwone, grube rajstopy. Na nogi założyła wygodne botki z brązowej skóry, przed ewentualnym chłodem chronić zaś miała narzucona na ramiona ciemnofioletowa, prosta czarodziejska szata, której rękawy podwinęła do łokci. Na ręce błyszczała bransoletka z różowego kwarcu z zawieszką w kształcie symbolu jej znaku zodiaku, z tego samego kamienia miała także wisiorek oraz kolczyki. Jej ostatnie dzieło, które zrobiła całkowicie za swoje. Znaczy, że za pieniądze które posiadła, w taki czy inny sposób.
Uśmiechnęła się do Nory, która przybyła na stoisko praktycznie zaraz przy niej i pomachała na przywitanie.
- Idealnie, przynajmniej jutro nie będę głodna - zaśmiała się do blondynki, zaraz widząc, że koło nich zaczęła tez rozkładanie kolejna dziewczyna będąca Ulą, witająca się z nimi nieśmiało.
- Och, dzień dobry - zaczęła ciekawsko, powoli przechodząc do rozpakowania pierwszego z pudeł, które zawierało kilka płacht materiału, które miały służyć jako obrus, a także prowizoryczny daszek, razem z czterema kijami i kilkoma sznurkami, które ze sobą przytargała. - Czego mi jeszcze jutro nie zabraknie, tym razem z twojej strony? - zapytała, zastanawiając się, czy nie napotkała ewentualnej konkurencji.
Nie była do końca pewna, czy jej biżuteria zostanie dobrze odebrana, nad samym projektem pracowała jednak od prawie miesiąca. Dusiła się, pracując dla naburmuszonych właścicieli salonu jubilerskiego, chciała powoli więc wyjść na swoje. Do tego potrzebowała jednak pieniędzy, a także wyrobienia sobie marki. Chociażby sprzedając błyskotki na jarmarku.
Miała na tę okazję masę pomysłów, nie wszystkie jednak udało jej się zrealizować. Miała za mało czasu, do tego tak naprawdę wszystko robiła trochę na próbę. Czy da radę poprowadzić własny interes? Czy roztrwoni wszystko szybciej, niż wypadało?
Większość jej kartonów była już na miejscu, choć ostatnie, zawierające to, co miała zamiar sprzedawać, jeszcze czekały grzecznie w domu, w razie, gdyby przez noc pojawiły się jakieś lepkie łapki, inne niż jej. Podpierała się pod boki, patrząc na wywalczone stanowisko, kontemplując, od czego niby ma zacząć.
W końcu sięgnęła po gumkę trzymaną na nadgarstku i związała nią burzę ciemnych loków. Sam jej ubiór był należał dziś do praktycznych. Miała na sobie biały, cienki, przylegający sweter, jeansowe, krótkie ogrodniczki i czerwone, grube rajstopy. Na nogi założyła wygodne botki z brązowej skóry, przed ewentualnym chłodem chronić zaś miała narzucona na ramiona ciemnofioletowa, prosta czarodziejska szata, której rękawy podwinęła do łokci. Na ręce błyszczała bransoletka z różowego kwarcu z zawieszką w kształcie symbolu jej znaku zodiaku, z tego samego kamienia miała także wisiorek oraz kolczyki. Jej ostatnie dzieło, które zrobiła całkowicie za swoje. Znaczy, że za pieniądze które posiadła, w taki czy inny sposób.
Uśmiechnęła się do Nory, która przybyła na stoisko praktycznie zaraz przy niej i pomachała na przywitanie.
- Idealnie, przynajmniej jutro nie będę głodna - zaśmiała się do blondynki, zaraz widząc, że koło nich zaczęła tez rozkładanie kolejna dziewczyna będąca Ulą, witająca się z nimi nieśmiało.
- Och, dzień dobry - zaczęła ciekawsko, powoli przechodząc do rozpakowania pierwszego z pudeł, które zawierało kilka płacht materiału, które miały służyć jako obrus, a także prowizoryczny daszek, razem z czterema kijami i kilkoma sznurkami, które ze sobą przytargała. - Czego mi jeszcze jutro nie zabraknie, tym razem z twojej strony? - zapytała, zastanawiając się, czy nie napotkała ewentualnej konkurencji.