Sauriel był bardziej przyzwyczajony do dzieci, niż można było go podejrzewać. Miał do nich większy sentyment, niż sam chciałby przyznać. Ciągle pamiętał historię, która miała miejsce wiele, wiele lat temu, ale która sprawiła, że przyszedł na ten świat. Że był taki, a nie inny. Że nie oglądał od zawsze ciężkich zasłon domu Rookwoodów. Może dlatego był taki nieznośny? Bo miał okazję zobaczyć i przekonać się, jak smakuje i wygląda druga strona tęczy. Nie było w niej niczego ładnego i zachęcającego do zostania. Powrót? Oj nie. Z drugiej strony - nie wróciłby też do stajenki jego rodziny. Musisz uwierzyć, że wszystko dało się samemu wypracować. Jeśli tylko wystarczająco mocno chciałeś i się starałeś.
To zachowanie nie miało sensu, ale nie musiało mieć. Sam Sauriel się w tym niczego nie doszukiwał i nie zastanawiał, ale! Jeśli ty nie wiesz, co zaraz odpierdolisz, to tym bardziej nie będą wiedzieli twoi wrogowie! Nie żeby tutaj jakiegoś wroga miał. Gdyby jednak miał to właśnie byłby zabezpieczony.
Poklepał zachęcająco swoje biodro do Luny, kiedy ta zaczepiła się pazurami o jego spodnie. Pisnęła drugi raz i w końcu skoczyła. Rozpoczęła swoją dzielną wędrówkę jak mała iguana po ścianach. Zaraz Sauriel ją złapał i podniósł w jednym łapsku, dugą tarmosząc ją tak, jakby zaraz miał ją zgnieść. Albo przynajmniej skręcić kark. Ale nic takiego nie miało miejsca, kotu nic nie było, a on bardzo uważał, żeby robić to z odpowiednim uczuciem. Wczuciem. Czuł pod rękoma, że było to tak delikatne stworzonko, że trzeba naprawdę na nie uważać.
- Ay. - Potwierdził małej, nim zwrócił się do Victorii. Miał ochotę rzucić jej też kotem - ale przed tym się powstrzymał. Glównie dlatego, że Kwiatuszek był już duży i potrafił sobie radzić z lądowaniem, a to małe gówno zrobiłoby coś zaskakującego i stałaby się jeszcze jakaś tragedia. - Oo nie. Jeszcze coś się odpierdoli i je potłukę. - Pokręcił głową na potwierdzenie swoich własnych słów. Albo na ich zaprzeczenie? W każdym razie: stanowczemu "nie" wypowiedzianemu na głos towarzyszył też stanowczy gest. Uwaga! Oznaczał on dokładnie to samo! - Chcę, nalej mi whiskey. - Pewnym rzeczom w niżyciu nie wypadało odmawiać. Ruda była jedną z tych rzeczy. - Jesteś damą? - Kiedy uzyskał kuśkańca i pouczenie zadał to istotne pytanie tej młodej damie, która się ciekawsko przypatrywała z bezpiecznej odległości. Za tymi damami powędrował zresztą do pokoju. I dopiero tam rzucił Lunę - na kanapę, z bezpiecznej odległości i wysokości. Pełna energii mała wystartowała do przodu, przylgnęła do siedziska i zaraz dała sprint w drugą stronę. Wyskoczyła na podłogę, zaboksowała w jednym miejscu nie wyrabiając na zakręcie i pierdolnęła w szafkę - ku ubawie Sauriela, który prychnął. - No debil. - Jak Stachu, ale tego już na głos nie dodał.
- I głupoty pewnie w nim piszą takie... - Sięgnął po podręcznik i go otworzył na losowej stronie. - A jak myślisz? - Odpowiedział, zerkając z wilczym uśmiechem znad książki na Livię.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.