Na poczucie swobody tego miejsca składało się bardzo wiele elementów. Victoria była jednym z nich. To miejsce - również. Tutaj Sauriel czuł, że jest u siebie, a kiedy czuł, że jest u siebie, na swoim terenie, w miejscu znajomym i lubianym to dostawał przynajmniej 5 punktów do opanowania. I z jakiegoś 69 do akceptacji. Akceptacja wliczała tu w siebie wiele czynników. Tego, co się działo, kto się pojawiał, czemu się pojawiał i co mówił. Jakoś łatwiej przymknąć oko na głupoty, kiedy masz nad nimi poczucie kontroli - nawet jeśli znikomej. Nawet jeśli Sauriel nie miał potrzeby układania życia innym. Przynajmniej dopóki nie zaczęło ich łączyć coś, co wymuszało dopasowywanie się.
- Ooo! Jeśli nie możesz niczemu zaufać - idź za nosem. Bardzo dobrze. - Sparafrazował hasło z Władcy Pierścieni, a Victoria zresztą miała tutaj też dodać piękną frazę, która płynęła poezją na jego uszy. Doskonale. Doooskonale. Aż pokiwał głową z uznaniem dla swojej młodszej uczennicy podążającej tą drogą magii i czarodziejstwa w Śródziemiu. - To też. Tylko lepiej tak - pokazał cios inscenizowany - niż tak. - Powtórzył gest, który zrobiła dziewczynka. Było to w pełni potwierdzenie tego, że dokładnie tak się robiło z takimi frajerami. Właściwie powiedziałby kilka bardziej dosadnych epitetów - i pokazał parę bardziej dosadnych rzeczy - co powinno się z takimi robić, ale darował sobie. Wyjątkowo możemy tu mówić o forach z uwagi na wiek. Takowe były uwzględnione. - Trzeba być obserwatorem. Słuchać. - Albo złapać za szmaty i od razu pokazać, na jakiej płaszczyźnie toczyć się ma szansę ta rozmowa, ale w jego przypadku i to było niepotrzebne. Rozpoznanie cwaniaków i oszustów nigdy nie było proste, ale kiedy był właściwie czas ostrzegania dziecka przed takimi osobami?
Mruknął z potwierdzeniem i skinął mądrze głową, kiedy wspomniała o chorobie. Rzeczywiście - istniały przedziwne choroby, których Sauriel by nawet nie nazwał - ale historia znała dziwaczne przypadki. Jak słynny Dzwonnik z Notre Dame - to też była jakaś choroba. A proszę bardzo - paszczura uznano w świecie mugoli za potwora. Co dopiero w świecie magii, co było widać nawet po Szefie Departamentu od futrzastych i czworonożnych - brzydal. Choroby nie wybierały. Za to niektórzy wybierali klątwę wampiryzmu. Strach przed śmiercią potrafił być straszną rzeczą.
Uśmiechnął się jak na łobuziaka przystanął, kiedy zobaczył minę Victorii. Nie robił tego specjalnie, właściwie trochę próbował się hamować, ale prawda była taka, że nie starał się jakoś wybitnie. Dobrze się bawił, a jej siostra robiła bardzo kontaktowe i przyjazne wrażenie - to i on sam wcale nie miał ochoty się spinać. Ale zaraz Victoria straciła jego zainteresowanie, bo przeniósł wzrok - zawiedziony - na dziewczynkę.
- A co to za teoria z dupy? - Uniósł szklankę, siadając wygodniej. Dokładnie w taki sposób, w jaki siada człowiek, który wiesz, że nie zamierzał się w najbliższym czasie podnosić. Człowiek, który czuje się całkowicie swobodnie w swoim otoczeniu. - Zieleń jest zajebista. - Nawet on potrafił to powiedzieć. Chociaż sam niekoniecznie chętnie by ją nosił. To nie był jakiś wyjątek - on niekoniecznie nosiłby cokolwiek chętnie poza czernią.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.