W żadnym wypadku nie zamierzał wkupić się w żaden parchaty tyłek. Z ciepłym uśmiechem na pysku przyjmie każdy cios na szczękę od każdego chujka, któremu w niesmak będzie jego obecność na tym bruku. Ale ręka boska niech chroni takiego zakapiora bowiem z Louvaina chrześcijanin był żaden, dlatego nie zamierzał nadstawiać drugiego policzka. Może wymieniać uliczne czułości na ubrane, czy gołe pięści z każdym który sobie tego zażyczy, tak długo ile to będzie konieczne. Przemoc to język którym posługiwał się wcale niezgorzej, niż językiem francuskim, co właściwie w połączeniu potrafiło wyjść nawet całkiem seksownie. Nie zamierzał też na siłę zgrywać swojaka i nagle spoufalać się z byle łachudrą, byle tylko w końcu nokturiańscy autochtoni zaakceptowali go na swoich ziemiach. Czuł że brakiem autentyczności nigdy nie zdobędzie zaufania spaczonej gawiedzi, nawet jeśli skrycie mu na tym zależało. A no tak. Bo w tych uliczkach było tyle mroku, że śmiało można było zgarniać go wiadrami, a na samą myśl o tym Lestrangowi zaczynały pracować ślinianki. Bowiem czarnomagiczne aromaty zaczynały mu pachnieć coraz bardziej apetycznie. Zapewne miną jeszcze miesiące zanim wyrobi sobie analogiczną pozycje co Sauriel, czy taki Stanley, jednak od czegoś trzeba było zacząć.
Na przykład od pokazania się w towarzystwie rasowego dachowca. I bardzo dobrze, że spojrzenia ciągnęły się za Lestrangem od samego początku pojawienia się tutaj. Lepiej niech dobrze się przypatrzą, bo to nie ostatni raz kiedy czerń z czernią spotykają się na wspólną robotę. Nie od razu Nekropolis zbudowano. Uśmiechnął się parszywie widząc zdezorientowaną mordę złodziejaszka. Zabawy kruka z kotem dopiero się zaczynały, a tamten już zdecydował się ulotnić zanim nawet Louvain zdążył wyjąć ręce z kieszeni. Chłopacki humor i grubiańskie żarty o starej albo starym to właściwie najwyższy wymiar uprzejmości jakim mogli się wymienić na powitanie. Przecież nie będą zbijać piątek jak jakiś ciepły duet. Zaśmiał się szyderczo słysząc jak kroki tamtego trzeciego odbijają się zrezygnowanym echem po ścianach. - O nie, nie cwaniaczku. Najpierw kwiaty jak chcesz dobrać mi się do dupska. Nie jestem taki łatwy, trupiku. Odwzajemnił ironiczny ton na niedosłowne zaproszenie do najbardziej kontaktowego sportu. Na przyjemności przyjdzie jeszcze czas, ale to dopiero po skończonej robocie. Uśmiechnął się zaczepnie i chociaż nie miał kłów krwiopijcy, to drobny błysk z piaskowanych szkliw zaświecił mu się w gębie. Pokręcił głową westchnął jakby nieco sentymentalnie bo od tych ciągłych intryg i knucia zdążył zapomnieć jak to jest tak zwyczajnie podroczyć się z kumplem ze szkolnych korytarzy. Ciągle tylko te wysublimowane gadki i precyzyjne dobieranie słów, by trafić w odpowiednie wibracje tych których starał się przeciągnąć na stronę mrocznych sług. A przecież język suburbia był równie kwiecisty co ten z górnolotnym sznytem.
- Po pierwsze... - zaczął już nieco poważniej, odpuszczając z luzackiego tonu łobuza klasowego. - kondolencje z powodu Chestera. Dokończył zawieszając szczere spojrzenie na Rookwoodzie. Nie miał pojęcia, czy dla Sauriela była to w istocie strata, czy jednak może ulga. Biorąc jednak pod uwagę istotny fakt, że właściwe jeszcze raptem kilka miesięcy temu Chester próbował siłowo zdyscyplinować bratanka za akt lojalności wobec Stanleya, który znalazł się w tarapatach w czasie Baltane, no to cóż. Obstawiał, że aktualnie nie byli w najlepszych relacjach. Mimo wszystko jednak Chester dotarł już do końca swojej podróży, ostatnim tchnieniem spłacając swoje przewinienia wobec reszty. Louvain nie wspominał o nim teraz wyłącznie z kurtuazyjnych powodów, po prostu chciał w ten sposób zaznaczyć, że nie są mu obojętne losy Sauriela i jego rodziny. Sam Lestrange nie zjawił się na pogrzebie, bo nie łączyło go z nieboszczykiem nic szczególnego, a i styl w jakim zarządzał organizacją nie był w jego ocenie najlepszy, więc nawet jako zwolennik nie zamierzał oddawać mu honorów.
- Po drugie... - po dłuższej pauzie jaką zrobił po swoim nad wyraz empatycznym geście jak na niego, kontynuował wyjaśnienia. - Stary zażyczył sobie nowiutkiej myślodsiewni. Masz pomysł gdzie taką można dostać? Niższym tonem, mówiąc nieco ciszej i zasłaniając ręką usta z jednaj strony dobił w końcu do sedna brzegu. No i właśnie do tego potrzebował dzisiejszego dnia swojego ulubionego ożywieńca. Bo nawet jeśli Sauriel z całych sił starał się to ukryć, albo chociaż zmylić tropy, to Lou wiedział że tam pod czarną czupryną kłębiły się jakieś szare komórki. Może nie było ich za wiele, ale w sztywno związanej formacji stawiały bohaterski opór przed całkowitą lekkomyślnością swojego właściciela. Mówiąc prościej krukon swoje wiedział o świecie i cynamonek dobrze o tym wiedział, więc z pewnością zaraz znajdzie jakiś motyw na zdobycie nowego mebelka do Kromlechu. Być może warto złożyć wizytę u wujaszka Borgina? A może na podziemnych ścieżkach mieli jakiś tajny magazyn z którego można coś wynieść? Przecież Nokturn skrywał tyle tajemnic i to nie wyłącznie przed samym Louvainem, że na bank było jakieś sensowne rozwiązanie tego zadania od Najwyższego.