06.01.2025, 17:22 ✶
Rodolphus Lestrange zaoferował jej coś, czego odrzucić zwyczajnie nie mogła. I nie chciała. Możliwość rozwoju i wyjścia poza schemat, co być może było szansą na malutki krok do przodu w sprawie badań nad przypadłością zimna wywleczonego z limbo. Mogła znać całą teorię świata, ale bez doświadczenia, a przede wszystkim odpowiedniego miejsca oraz okoliczności, jej plany i aspiracje nie mogły się spełnić. Zmuszało ją to do wychodzenia poza strefę własnego komfortu. Wiedziała, że przekraczanie granic w nekromancji niosło ze sobą ryzyko bardzo podobne do tego, które stanowiła stosowana w nadmiarze czarna magia, ale działało znacznie brutalniej. Panujący dookoła zamęt i tocząca się wojna pomiędzy umownymi siłami dobra i zła, była jej na rękę, bo nikt nie zwracał uwagi. Trupy zapełniały kostnice, a ona mogła prowadzić badania, których nikt nie kwestionował i nie dopytywał, dlaczego wykorzystała takie, a nie inne metody.
Z czasem zaczynało to przypominać błądzenie we mgle, a w Cynthii rozpalała się mała iskierka zirytowania od zbyt długiego tkwienia w martwym punkcie.
Dlatego też nikomu o ich rozmowie nie wspominała, stawiając się w umówionym miejscu chwilę przed wyznaczoną godziną. Nie lubiła się spóźniać. Ojciec był zbyt pochłonięty własnym biznesem i pomocą udzielaną jednej ze stron, o której myślał, że nie wiedziała. O brata martwić się nie musiała, a inne afery towarzysko-uczuciowe odłożyła na bok, ustalając pewną hierarchię, priorytety. Omiotła spojrzeniem budynek, przed którym się znalazła — niepozrony, właściwie całkiem uroczy, kontrastujący z czernią i stalowym odcieniem błękitu, który z nim kojarzyła. Ludzie mieli swoje dziwactwa lub tworzyli fasady, chcąc, aby społeczeństwo lub rodzina postrzegało ich inaczej, niż malowali się w rzeczywistości. Nie było w tym nic złego. Może Lestrange w obrazie urokliwego domku dostrzegał coś, czego pragnął? A może był to tylko kamuflaż, może dom po babci? Przesunęła placami po pasemku jasnych włosów, ruszając w stronę drzwi. Tkwiąca na ramieniu torebka zakołysała się leniwie, gdy uniosła dłoń, stukając w drzwi. Wiatr przemknął leniwie pod materiałem, zostawiając na skórze orzeźwiający chłód — mieli szczęście, bo początek września wciąż był słoneczny i ładny, chociaż od połowy zapowiadano opady, tak przynajmniej mówiła pracująca na recepcji kobieta, królowa plotek Ministerstwa Magii. Cofnęła się pół kroku, wbijając spojrzenie w klamkę, pozwalając sobie na nieco łagodniejszy wyraz twarzy, bo co, jeśli faktycznie otworzy jakaś babcia? Ich rodzina była naprawdę duża i nawet jeśli spędzała dużo czasu z Tori już od dziecka, to wciąż wiele jej gałęzi pozostawało tajemnicą.
Z czasem zaczynało to przypominać błądzenie we mgle, a w Cynthii rozpalała się mała iskierka zirytowania od zbyt długiego tkwienia w martwym punkcie.
Dlatego też nikomu o ich rozmowie nie wspominała, stawiając się w umówionym miejscu chwilę przed wyznaczoną godziną. Nie lubiła się spóźniać. Ojciec był zbyt pochłonięty własnym biznesem i pomocą udzielaną jednej ze stron, o której myślał, że nie wiedziała. O brata martwić się nie musiała, a inne afery towarzysko-uczuciowe odłożyła na bok, ustalając pewną hierarchię, priorytety. Omiotła spojrzeniem budynek, przed którym się znalazła — niepozrony, właściwie całkiem uroczy, kontrastujący z czernią i stalowym odcieniem błękitu, który z nim kojarzyła. Ludzie mieli swoje dziwactwa lub tworzyli fasady, chcąc, aby społeczeństwo lub rodzina postrzegało ich inaczej, niż malowali się w rzeczywistości. Nie było w tym nic złego. Może Lestrange w obrazie urokliwego domku dostrzegał coś, czego pragnął? A może był to tylko kamuflaż, może dom po babci? Przesunęła placami po pasemku jasnych włosów, ruszając w stronę drzwi. Tkwiąca na ramieniu torebka zakołysała się leniwie, gdy uniosła dłoń, stukając w drzwi. Wiatr przemknął leniwie pod materiałem, zostawiając na skórze orzeźwiający chłód — mieli szczęście, bo początek września wciąż był słoneczny i ładny, chociaż od połowy zapowiadano opady, tak przynajmniej mówiła pracująca na recepcji kobieta, królowa plotek Ministerstwa Magii. Cofnęła się pół kroku, wbijając spojrzenie w klamkę, pozwalając sobie na nieco łagodniejszy wyraz twarzy, bo co, jeśli faktycznie otworzy jakaś babcia? Ich rodzina była naprawdę duża i nawet jeśli spędzała dużo czasu z Tori już od dziecka, to wciąż wiele jej gałęzi pozostawało tajemnicą.