06.01.2025, 23:09 ✶
Domku nie otworzyła babcia w różowym swetrze, co blondynka przyjęła z ulgą.
Gdy drzwi drgnęły, podniosła spojrzenie i napotkała twarz ciemnowłosego mężczyzny o oczach w kolorze stali. Brew jej nieco drgnęła, dając przejaw zaskoczenia na jego widok w pastelowym, uroczym budynku, jednak zaraz uśmiechnęła się lekko i kiwnęła delikatnie głową na przywitanie, przyjmując zaproszenie i wchodząc do środka. Nie rozejrzała się jednak po wnętrzu, jeszcze nie teraz — skupiając uwagę na gospodarzu, który wyglądał w scenerii na zewnątrz, jakby należał do złej bajki. Tylko jaka była jego bajka? Z trudem powstrzymała chęć zerknięcia na jego przedramię, uświadamiając sobie, że istniały pewne granice. Zdawał się drżeć wewnętrznie w stopniu podobnym do tego, który jej towarzyszył od rana, ale może to była tylko wina wczesnojesiennego powietrza, które zdołało wedrzeć się do wnętrza.
Prawda była taka, że pomimo ciekawości i pasji, starała się zachować ostrożność i nie ekscytować tak, jakby chciała. Nie miała pojęcia o jego umiejętnościach i badania, nie wiedziała też, czego się po nim spodziewać, jako po człowieku, nawet jeśli z jego nazwiskiem miała wieloletnią styczność. Trzeba przyznać — każdy Lestrange był skrajnie różny.
- Ciebie również. Urocza okolica. - zaczęła w odpowiedzi, ale w spokojnym głosie brak było złośliwości czy jadu, ot szczery komentarz na jego lokum, zwłaszcza nawiązując do białych okiennic i donic z kwiatami. Uwielbiała rośliny. Przytaknęła, wracając uwagą do jego spojrzenia, bo chwilę wcześniej mimowolnie, ale i w sposób naturalny, pozbawiony gapienia się, zlustrowała go wzrokiem. - Jak sobie życzysz.
Nie odłożyła torebki, jak prosił, poprawiając ją na ramieniu. Nie tylko ona była powściągliwa i rozsądna, ale nie było w tym absolutnie nic dziwnego, bo każde z nich miało na tyle styczności z zakazanymi rzeczami, że dostaliby cele w Azkabanie. Do tego była z samego serca Ministerstwa, mając bezpośrednią styczność z aurorami i przypadkami nadużyć czarnej magii.
Salon kontrastował z elewacją i przez chwilę zastanawiała się nad tym, czy Rudi miał w sobie tak wiele skrajności i kolorów, czy może wszystko było kwestią przypadku. Tym razem jednak wnętrze omiotła z błyskiem sentymentu w oczach, krótkim uśmiechem. Jak dawno temu była w pokoju wspólnym Slytherinu? Zrobiła kolejny krok do przodu, obcas uderzył o podłogę, a ona odwróciła głowę w stronę regału, zainteresowana księgozbiorem. Na jego pytanie wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, bo przez chwilę faktycznie przeszła jej myśl o herbacie, żeby zaraz pokręcić głową i zerknąć na niego przez ramię.
-Nie, dziękuje. Mogłeś uprzedzić, że dopiero zaczynasz uzupełniać bibliotekę. Przyniosłabym Ci mały prezent. - wzruszyła delikatnie ramionami, wracając uwagą do ksiąg, których tytuły wytłoczone na grzbietach pochłaniała wzrokiem. To wiele mówiło o człowieku. Nie sądziła, że trzymał tu te tomiska, które by ją najbardziej interesowały, bo nieodpowiedni gość i mały donos mogłyby sprawić kłopoty, ale liczyła na coś ciekawego. Uniosła dłoń, przeczesując ręką włosy, pozwalając im leniwie opaść na plecy i zakołysać się, gdy odwróciła się w stronę mężczyzny, napotykając jego spojrzenie. Stuknięcie w szkło zwróciło jej uwagę na kilka sekund, ale nie pytała. Nie dała też po sobie poznać tego, jakie myśli przywiodła do niej ów atrapa lub też model budynku, dookoła którego coś w ciemnym kolorze zdawało się niespokojnie dryfować. - To nie jest bezpieczne miejsce?
Niewinne pytanie uciekło spomiędzy jej ust, a ona przekręciła głowę na bok, lustrując go uparcie spojrzeniem. Trudno było o zaufanie w tych czasach, ale skoro potrzebował jej pomocy i sam wspomniał — pobieżnie, ale jednak, o swoich badaniach i jej tematyce, jaki miała wybór? Może mógł jej pomóc, znaleźć klucz. Tylko czy to była kolejna osoba bardziej zamieszana w wojnę, niż by sobie tego życzyła?
Gdy drzwi drgnęły, podniosła spojrzenie i napotkała twarz ciemnowłosego mężczyzny o oczach w kolorze stali. Brew jej nieco drgnęła, dając przejaw zaskoczenia na jego widok w pastelowym, uroczym budynku, jednak zaraz uśmiechnęła się lekko i kiwnęła delikatnie głową na przywitanie, przyjmując zaproszenie i wchodząc do środka. Nie rozejrzała się jednak po wnętrzu, jeszcze nie teraz — skupiając uwagę na gospodarzu, który wyglądał w scenerii na zewnątrz, jakby należał do złej bajki. Tylko jaka była jego bajka? Z trudem powstrzymała chęć zerknięcia na jego przedramię, uświadamiając sobie, że istniały pewne granice. Zdawał się drżeć wewnętrznie w stopniu podobnym do tego, który jej towarzyszył od rana, ale może to była tylko wina wczesnojesiennego powietrza, które zdołało wedrzeć się do wnętrza.
Prawda była taka, że pomimo ciekawości i pasji, starała się zachować ostrożność i nie ekscytować tak, jakby chciała. Nie miała pojęcia o jego umiejętnościach i badania, nie wiedziała też, czego się po nim spodziewać, jako po człowieku, nawet jeśli z jego nazwiskiem miała wieloletnią styczność. Trzeba przyznać — każdy Lestrange był skrajnie różny.
- Ciebie również. Urocza okolica. - zaczęła w odpowiedzi, ale w spokojnym głosie brak było złośliwości czy jadu, ot szczery komentarz na jego lokum, zwłaszcza nawiązując do białych okiennic i donic z kwiatami. Uwielbiała rośliny. Przytaknęła, wracając uwagą do jego spojrzenia, bo chwilę wcześniej mimowolnie, ale i w sposób naturalny, pozbawiony gapienia się, zlustrowała go wzrokiem. - Jak sobie życzysz.
Nie odłożyła torebki, jak prosił, poprawiając ją na ramieniu. Nie tylko ona była powściągliwa i rozsądna, ale nie było w tym absolutnie nic dziwnego, bo każde z nich miało na tyle styczności z zakazanymi rzeczami, że dostaliby cele w Azkabanie. Do tego była z samego serca Ministerstwa, mając bezpośrednią styczność z aurorami i przypadkami nadużyć czarnej magii.
Salon kontrastował z elewacją i przez chwilę zastanawiała się nad tym, czy Rudi miał w sobie tak wiele skrajności i kolorów, czy może wszystko było kwestią przypadku. Tym razem jednak wnętrze omiotła z błyskiem sentymentu w oczach, krótkim uśmiechem. Jak dawno temu była w pokoju wspólnym Slytherinu? Zrobiła kolejny krok do przodu, obcas uderzył o podłogę, a ona odwróciła głowę w stronę regału, zainteresowana księgozbiorem. Na jego pytanie wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, bo przez chwilę faktycznie przeszła jej myśl o herbacie, żeby zaraz pokręcić głową i zerknąć na niego przez ramię.
-Nie, dziękuje. Mogłeś uprzedzić, że dopiero zaczynasz uzupełniać bibliotekę. Przyniosłabym Ci mały prezent. - wzruszyła delikatnie ramionami, wracając uwagą do ksiąg, których tytuły wytłoczone na grzbietach pochłaniała wzrokiem. To wiele mówiło o człowieku. Nie sądziła, że trzymał tu te tomiska, które by ją najbardziej interesowały, bo nieodpowiedni gość i mały donos mogłyby sprawić kłopoty, ale liczyła na coś ciekawego. Uniosła dłoń, przeczesując ręką włosy, pozwalając im leniwie opaść na plecy i zakołysać się, gdy odwróciła się w stronę mężczyzny, napotykając jego spojrzenie. Stuknięcie w szkło zwróciło jej uwagę na kilka sekund, ale nie pytała. Nie dała też po sobie poznać tego, jakie myśli przywiodła do niej ów atrapa lub też model budynku, dookoła którego coś w ciemnym kolorze zdawało się niespokojnie dryfować. - To nie jest bezpieczne miejsce?
Niewinne pytanie uciekło spomiędzy jej ust, a ona przekręciła głowę na bok, lustrując go uparcie spojrzeniem. Trudno było o zaufanie w tych czasach, ale skoro potrzebował jej pomocy i sam wspomniał — pobieżnie, ale jednak, o swoich badaniach i jej tematyce, jaki miała wybór? Może mógł jej pomóc, znaleźć klucz. Tylko czy to była kolejna osoba bardziej zamieszana w wojnę, niż by sobie tego życzyła?