Bardzo wątpił, żeby to "wkopanie" w zakup miotły Victorii jakkolwiek przeszkadzało, a na całe szczęście ta uwaga się przerzuciła. Bo już miał głupi pomysł, żeby zaproponować, że to on kupi małej miotełkę. Iść z dzieciakiem na zakupy na Pokątną i kupić jej miotłę. Tak po prostu. Tylko dlatego, że to siostra Victorii. Głupi pomysł. A tak? Siedział sobie wygodnie i w tym momencie spoglądał na Kwiatuszka, który błyszczał jak psu jajca. I właśnie niezainteresowany światem wlazł do doniczki i owinął się wokół kwiatka jak jakaś flądra. I to wcale nie miał na myśli Flądry z Nokturnu. Już nawet nie wiedział i nie pamiętał, do kogo w końcu ten kąt należał. Chyba był po prostu komunistycznym kotem.
Nie wierzył w coś takiego jak nieomylność Tiary, ale to też czyniło go Krukonem - zwątpienie. Poddawanie w wątpliwości, szukanie odpowiedzi, świadomość i wybór tej świadomości. Bo jej ograniczenie nie było żadną wolnością. I nigdy na poważnie nie sądził, że akurat w jego wypadku sie Tiara pomyliła. Nie. Za to tak twierdził i tak mówił, drwił sobie z tego i żartował. Bo dlaczego by nie? Żart pozwalał wiele rzeczy przetrawić na o wiele lepsze rzeczy. Skinął głową w poparciu dla Victorii, że był Krukonem z duszy i serca. Tak, tak było. I to był kolejny dowód na to, że pozory potrafiły bardzo mylić, a pokazówki na zewnątrz też nie zawsze były łatwe do przejrzenia. W zależności od tego, z jakiej strony jeszcze masz okazję na daną osobę spojrzeć.
Podniósł się, żeby pożegnać dziewczynkę. Pochylił się do niej i zamknął dłoń w pięść.
- Patrz, tak się żegnają u mugoli... tylko ani słowa matce. - Zgiął jej palce tak samo, jak swoje. - I zbijamy. - Takim sposobem Livia poznała, jak się robi żółwika. - Trzymaj się mała. Powodzenia w szkole. - Wrócił na swoje miejsce. Zastanawiało go to, czy uda się małą odstawić bez problemów, czy może jednak będzie kolejna wielka kłótnia w domu. A jeśli będzie kłótnia - jak się ona skończy. Mimo to nie zaproponował, że może pójdzie z nimi. I to wcale do końca nie znaczyło, że to dlatego, że tak bardzo szanował niezależność Victorii. Zdawał sobie z tego sprawę. Za to gdyby nie wracała dłużej to wszedłby przez ten kominek do jej domu i chociaż w kominku drzwi żadnych nie było - to wszedłby z drzwiami.
Na szczęście wcale nie musiał. Bo Victoria odesłała tylko młodą - a sama nie poszła z nią. Trochę szkoda. Trochę szkoda, bo przydałby mu się pretekst.
- Fajna dziunia. Będą z niej ludzie. - Chociaż jakim cudem wyrosła taka pod Izką - tego nie rozumiał. Nie musiał jednak. Dziwne rzeczy działy się w rodzinach. Spojrzał na nią. To było dla niej ważne? Wyniki tego spotkania i to, co sądził o jej najmłodszym członku rodziny? A może to, czy czuł się przy tym dobrze? Oba? - A ty? Szczęśliwa? - Spędziła dzień ze swoją siostrzyczką, były razem na iście babskich zakupach... i wydawała się zadowolona. Ale z Victorii często trudno było czytać. Potrafiła pokazywać światu dokładnie tyle, ile chciała pokazać.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.