• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi

[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
08.01.2025, 00:15  ✶  

Lada moment, bo już w listopadzie, miną dokładnie dwa lata od ogłoszenia manifestu Lorda Voldemorta. Dwa lata wyniszczającej wojny, której Louvain postanowił przysłużyć się na lepsze. Choć dla części zapewne na gorsze. To właśnie temu oddał wszystko co miał, duszę, serce, rozum i gotów był oddać życie w każdej chwili. To od początku była w pełni świadoma decyzja, nikt go do tego nie musiał namawiać, sam zdecydował o swoim udziale. To nie tak, że wpadł w złe towarzystwo i pod wpływem presji grupy podjął nieodpowiedzialne towarzystwo. To on był tym złym towarzystwem, włącznie ze Stanleyem, Saurielem i cholera nawet własną bliźniaczką. Oddał to wszystko bo wierzył w ideę lepszego miejsca dla takich jak oni, dla rodzin czystej krwi, ale dla wszystkich którym obecny porządek świata nie pozwalał czuć się wolnym. Nosił też w sobie cały ogrom niespełnionych ambicji, które musiał koniecznie gdzieś ulokować. Nigdy nie był skromny, za to zawsze uważał, że został zrodzony to tworzenia wielkich rzeczy. Nie potrafiłby długo udawać, że zwykła posada w Ministerstwie była zaspokajająca jego pragnienia do tworzenia historii. Megalomania? Być może, ale ciężko nie czuć się główną postacią całej tej historii skoro realizował swoje plany tak sukcesywnie do dnia dzisiejszego. W tym całym terrorystycznym kółeczku był najważniejszy zaraz po Czarnym Panie. Dotarcie do tej pozycji było pokarmem dla jego czarnej duszy.

Mimo wszystko jego dusza wcale nie była, aż tak spaczona jak mogło się wydawać. To dlatego, że w tym wszystkim potrafił zachować idealny balans między tym co konieczne dla organizacji, a tym co mogłoby go zmienić nieodwracalnie. Od zatracenia samego siebie w ciemnościach byli inni, głodne śmierci i pożogi mroczne sługi. Nie sztuką była progresywna wędrówka w stronę nicości, bez oglądania się wstecz. Sztuką było uważne stawanie kolejnych kroków, bowiem dobrze wiedział, że wszystko na tej ścieżce miało jakąś swoją cenę. Właśnie dlatego takie rozterki nad jego duszą były niedoprecyzowane. Owszem przyczyniał się do strasznych rzeczy, nie był bez winy. Jednak serca tej dwójki były tak samo czyste, a może raczej brudne. Mógłby jej wytknąć, że nie bez powodu nekromancja została zakazana. Za igranie między życiem, a śmiercią również płaciło się czymś czego nigdy nie będzie w stanie już odzyskać. W jej przypadku to już dawno przestało być hobby, czy weekendowa pasja. Bandaże na jej nadgarstkach same o tym świadczyły. Gdzie była granica przy której powie sobie w końcu dość? Że to już za dużo. Kiedy zda sobie sprawę, że jej zainteresowania zaczynają ocierać się już o fanatyzm?

Zamknął oczy kiedy zaczęła błądzić przed jego sylwetką ręką. Nie potrzebował tego, tym bardziej ona. Czy nie wyraził się dostatecznie jasno całą swoją postawą, że taka otwartość między nimi nie powinna mieć już miejsca? Mięśnie na jego twarzy zadrżały niespokojnie. Czy tego, którego przed nim ukrywała też też tak traktowała? Wzdrygnął się na samą myśl, odsuwając się na krok od niej. - A czy świat bez kodeksu tajności i bez zakazu nekromancji jest tego wart? Odrzucił, delikatnie poirytowany jej wątpliwościami. Dobrze wiedziała z kim się spotyka już od prawie dwóch lat. Sama pomagała porwać mu tego pieprzonego Slughorna w Białym Wiwernie. Czy już zapomniała, że sama była w tym dostatecznie umoczona? Pomagając mi, pomagasz jemu. Dokładnie tak brzmiały jego słowa wtedy i mógłby je bez wahania powtórzyć, ale nie zamierzał uwłaczać jej inteligencji i traktować ją jak głupią. Na kolejne stwierdzenie uśmiechnął się ironicznie. Spuścił głowę w dół i pokręcił nią ze zrezygnowaniem. Miał wrażenie jakby cofnęli się w tej relacji o jakieś dwa lata. - Tą granicę już dawno zostawiłem za horyzontem. Sprecyzował najprościej jak potrafił. To już dawno nie był moment na rozmyślanie się i zmianę zdania. Ten tusz na przedramieniu to nie był wyłącznie na pamiątkę po jakimś "szalonym" wydarzeniu. Prędzej coś w rodzaju przysięgi wieczystej. - Ja umieram Cynthia... - zaczął na nowo, tym razem nieco bardziej łagodnym i wyrozumiałym tonie. Tym tonem którym zwracał się tylko do niej. - Wszyscy umieramy. Mamy czas tylko do Samhain, potem będzie już na wszystko za późno. Więc wybacz, ale ja naprawdę nie mam czasu na Twoje wątpliwości. I tylko ON może mi pomóc, dlatego nie stać mnie na takie wahania. 
Rzucił z nieukrywanym bólem ze środka. Tę dłoń która wcześniej zawieszona przed nim błądziła po jego ubraniu, a teraz gładziła go po skórze odsunął od siebie. Odtrącił ten dotyk, nie szorstko ani grubiańsko, po prostu, zwyczajnie. Nie chciał uzyskać od niej tej oliwy wyłącznie ze wzgląd na ich relację. Tym bardziej nie zamierzał grać na emocjach w celu uzyskania tego cennego zasobu. Nie był, aż tak wyrafinowany by udawać teraz ckliwość, tylko po to by oddała mu tę pieprzoną fiolkę. Tym bardziej, że nie mówił teraz jedynie o tej niewątpliwie najbardziej dotkliwej w skutkach pomocy od niej i jej rodziny na której tak mu zależało. Miał na myśli bardziej ich samym i to co ich łączyło, a może wciąż łączy, ale zbyt ciężko im to nazwać. On i tak obstawiał, że jeśli uda mu się wydostać z tej Zimnej pułapki to i tak zginie podczas którejś ze zbrojnych akcji. Liczył się z tym od początku do końca, ale właśnie taki postanowił postawić zakład o własne życie. Poświęcenie swojego małego jestestwa dla czegoś wielkiego, wspaniałego.

Trzymał między nimi wyraźny dystans, choć pragnąłby żeby było zupełnie inaczej. Jednak duma wygrawerowana na jego ego nie pozwała mu udawać, że nic się nie stało. Nie podjęła tej decyzji, którą on uważał za słuszną. I może nie wybrała dosłownie tego drugiego, ale nie wybierając Louvaina, zawiodła go tak samo dotkliwie. Albo on, albo nic. Albo oni, albo nikt. Nie było nic pomiędzy. Lojalność i oddanie to najcenniejsza cecha którą chciał dostrzegać wśród bliskich. I gdyby tylko wybrała mądrze, mogłaby liczyć na niego już zawsze, bez względu na wszystko. Teraz nie potrafił udawać, że nic się między nimi nie zmieniło. - Nie zawsze tak będzie. Kiedyś wojna się skończy i wszyscy którzy na to zasługują będą prawdziwie wolni. Rzucił ostatni frazes na jej wątpliwości. Nie było co ukrywać, że rzeczywiście była to najcięższa przysługa o którą u niej wnioskował. Łatanie go po Baltane, czy zwyczajne leczenie jego chorób genetycznych, wiedząc kim jest naprawdę, było w pewnym stopniu przyczynianiem się do wojennej spirali. Bo kiedy tylko był w pełni sił zawsze wracał do knucia i spiskowania przeciwko tym których uważał za wrogów. Nie zamierzał też zbytnio naciskać, zrobi to co uważa za słuszne. Najwyżej będzie musiał poradzić sobie bez smoczej oliwy, chociaż z nią byliby o wiele silniejsi. Przede wszystkim musiał to być jej decyzja, niepodyktowana żadną presją. Miał jeszcze w sobie na tyle taktu, żeby traktować ją w porządku, tak jak na to zasługiwała. Nie chciał zwodzić jej swoim gadzim językiem obiecując gruszki na wierzbie, albo słońce w gwieździstą noc.


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6167), Louvain Lestrange (5661)




Wiadomości w tym wątku
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 27.11.2024, 18:03
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.12.2024, 22:42
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 19.12.2024, 13:52
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 31.12.2024, 22:27
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 08.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 09.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 12.01.2025, 20:30
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 29.01.2025, 21:36
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 10.02.2025, 02:18
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 10.02.2025, 23:50
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 23.02.2025, 20:40
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.03.2025, 23:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa