08.01.2025, 22:30 ✶
Słowa Scylli o braku kontekstu, który pozwoliłby rozszyfrować dziwne złudzenie, pomógł nieco przestawić perspektywę w surowym przede wszystkim wobec samego siebie umyśle Peregrina. Być może rzeczywiście mając więcej danych, dałoby się nadać temu okruchowi jakieś znaczenie, ale… ale nie zmieniało to faktu, że coś przeoczył.
Przyjrzał się uważnie zaprezentowanemu mu robakowi, a gdy Scylla podstawiła mu go pod oczy, drgnął bezwiednie, mając na uwadze to, że rzekomo dziabały. Tyle że ten nie dziabał. Tak jak powiedziała dziewczyna: był ospały i grzecznie siedział w eksponującej go dłoni.
Trelawney dostrzegał niepokój Greyback, a choć on sam niczego po sobie nie okazywał, również czuł się tu nieco nieswojo. Martwe robaczki idealnie wpisywały się w dziwaczny krajobraz polany. I choć Peregrinus nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego umarły ani jaki właściwie był sens tego wszystkiego, to wiedział, że jakiś musi być. Nawet jeśli przyczyna była błaha, to nie był typ zjawisk, które brały się z niczego.
— Wzbraniałbym się przed określeniem czegokolwiek, co dzieje się w takim miejscu, mianem przypadku — odpowiedział po chwili zadumy. — Masowy pomór owadów nie wydarza się samoistnie, tak sądzę. — Spojrzał w miejsce, z którego Scylla przyniosła devoraco. Nikt się tam nie kręcił, nie przyglądał, nie było zabezpieczone ani nie wyglądało, jakby jakoś w nie ingerowano. Wyglądało na to, że jasnowidzka mogła być pierwszą osobą, która to dojrzała. — Nawet jeśli nie jest bezpośrednio powiązany z drzewem i stanowi osobną anomalię… cóż, wciąż jest anomalią i zapewne dobrze jej się przyjrzeć. Choćby miało się okazać, że to zupełnie naturalne czynniki środowiskowe. Zajmij się tym, jeśli tylko cię to ciekawi.
Zachęcał ją do podjęcia tematu, bo i sam by się tym zainteresował, gdyby miał szersze pojęcie. Zagadka zabrana z miejsca anomalii nęciła nie tylko obietnicą wyzwania, ale i odkrycia czegoś przydatnego.
Przyjrzał się uważnie zaprezentowanemu mu robakowi, a gdy Scylla podstawiła mu go pod oczy, drgnął bezwiednie, mając na uwadze to, że rzekomo dziabały. Tyle że ten nie dziabał. Tak jak powiedziała dziewczyna: był ospały i grzecznie siedział w eksponującej go dłoni.
Trelawney dostrzegał niepokój Greyback, a choć on sam niczego po sobie nie okazywał, również czuł się tu nieco nieswojo. Martwe robaczki idealnie wpisywały się w dziwaczny krajobraz polany. I choć Peregrinus nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego umarły ani jaki właściwie był sens tego wszystkiego, to wiedział, że jakiś musi być. Nawet jeśli przyczyna była błaha, to nie był typ zjawisk, które brały się z niczego.
— Wzbraniałbym się przed określeniem czegokolwiek, co dzieje się w takim miejscu, mianem przypadku — odpowiedział po chwili zadumy. — Masowy pomór owadów nie wydarza się samoistnie, tak sądzę. — Spojrzał w miejsce, z którego Scylla przyniosła devoraco. Nikt się tam nie kręcił, nie przyglądał, nie było zabezpieczone ani nie wyglądało, jakby jakoś w nie ingerowano. Wyglądało na to, że jasnowidzka mogła być pierwszą osobą, która to dojrzała. — Nawet jeśli nie jest bezpośrednio powiązany z drzewem i stanowi osobną anomalię… cóż, wciąż jest anomalią i zapewne dobrze jej się przyjrzeć. Choćby miało się okazać, że to zupełnie naturalne czynniki środowiskowe. Zajmij się tym, jeśli tylko cię to ciekawi.
Zachęcał ją do podjęcia tematu, bo i sam by się tym zainteresował, gdyby miał szersze pojęcie. Zagadka zabrana z miejsca anomalii nęciła nie tylko obietnicą wyzwania, ale i odkrycia czegoś przydatnego.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie