Zrobił minę wskazującą na to, że w jego normach przestało być normalnie wraz z chwilą, kiedy wstała. A kiedy odjebała piruet to aż drgnął, prawie że wstał dokładnie w tym momencie. Ręce miał już gotowe do tego, żeby ją łapać, gdyby miała polecieć. Lecz nie. Zrobiła ładny piruecik (ładny!) w tej cudnej sukience, stanęła i rzeczywiście - nic jej nie było. Oto więc nasza normalność. Victoria musząca zapewniać, że nic jej nie jest, za pomocą piruetów. Dobrze byłoby tego uniknąć, z drugiej strony pojął, że musiał wyglądać nietęgo, co najmniej niedowierzająco. Dziwne? Dla niego nie, ale on się naoglądał już swoich ofiar. Tak delikatnie obchodził się tylko z Victorią i z niektórymi dziwkami, które zwyczajnie lubił. Nie powinien jej do tego prowokować, bo gdyby się źle czuła... mogła w końcu tego nie czuć w pierwszej chwili, czasami tak było. Wydawało się, że wszystko dobrze, a jak wstawali i robili krok to nagle miękły nogi. Ludzie potrafili odbierać ubytek krwi, tej energii, na różne sposoby, ale punkt wspólny był ten sam - zmęczenie. Brak sił. chyba że jesteś, najwyraźniej, Zimnym - wtedy to, co normalnie go zaspokajało, stawało się nagle bezproblemowe.
- Dobrze, już dobrze... klapnij, wierzę ci. - Chociaż bardziej wyglądało i brzmiało to tak, jakby nie do końca oswoił się z tym, co widział i chciał, żeby usiadła, bo wcale nie wierzył i nie chciał, żeby sobie krzywdę zrobiła. Zabawnie, że tak brzmiało - bo dokładnie tak było. Saurielowi łatwo przychodziło wypieranie faktów, a tutaj nałożenie rzeczywistości na obrazek, do którego był przyzwyczajony, ewidentnie nie przychodziło prosto. Szczególnie, że to, że się dobrze czuła, paradoksalnie niczego nie poprawiało. To znaczy - COŚ poprawiało. Jego chwilowe samopoczucie. Za to pogarszało to na dłuższy dystans. Nagle potrafił sobie za skutecznie i za szybko wyperswadować pewne rzeczy. Albo właśnie - wperswadować. Usprawiedliwienie gryzienia jej stałoby się oczywiste, bo przecież ona i tak nic nie traci. Kurwa, gdyby ktoś się dowiedział... gdyby się dowiedział... energia iskrzyła w nim tak, że włoski mu dęba stawały. Albo to złość i obawa o to, że ten sekret jednak gdzieś się wyślizgnie na zewnątrz.
- Jesteś Zimną - ewidentnie chuja wiem, co powinno być, a co nie. - Ale wcale nie byliśmy w jakiejkolwiek normie. - Słabości, nudności, zawroty głowy, osłabienie, senność - takie rzeczy widziałem. - Przynajmniej przy ilości krwi, jaką wypił. Taką, żeby głód zniknął - żeby przestał skręcać żołądek, a bestia przestała tak drapać o ściany jego czaszki. Była w bardzo dobrym więzieniu - Sauriel opanował jej kontrolę niemal do perfekcji. Nikt mu dyktował życia nie będzie - włącznie z klątwą, która czyniła go tym, czym był. Przesunął dłonią po twarzy, już stojąc, spoglądając na kominek, to na jakiś mebel, aż w końcu - na nią samą. Tak, jedno czuło odstępstwo od normy. W pozytywnym sensie. - To ma sens. Nie czujesz tego, bo masz i tak za dużo energii. Tacy jak ja żywią się energią, krew jest jej przekaźnikiem. Więc... to ma sens. - I potwierdzali dokładnie to, o czym myślała. Dokładnie to, o czym mówiła nekromantka. Jakoś nie potrafił znaleźć w tym pocieszenia. Może prócz tego, że czuł, że ten potwór w nim siedzący wręcz przeciwnie. Och, aż się oczy świeciły na myśl, jak wiele można było od niej zabr... nie. Obrócił się w bok i usiadł sobie na podłokietniku fotela. Już widział najgorsze scenariusze. I te najsłodsze, co, Kotku?
- Nie jesteś jakąś chodzącą bombką energii do zużywania. Workiem z krwią. - Odparł dosadnie. Wydawało mu się, że już jej to mówił - ale może mówił to tylko w swoich myślach? Może wcale tego nie zwerbalizował, tylko wydawało mu się to oczywiste, wyczytane między wierszami? - Wiem, jak to wygląda. Jakby samokontrola mnie niewiele kosztowała. Gówno prawda. - Sięgnął po tą szklankę i wypił ją całą - właściwie do dna. Potrząsnął potem lekko głową, czarne kosmyki rozpadły się po jego czole. - Nie chcę sobie dawać argumentów do ręki za tym, że spijanie z ciebie życia to dobry pomysł. - Przyłożył tę szklankę do czoła. Tak, to już był ten poziom, że ten alkohol zaczynał czuć.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.