Cierpliwość nie należała do najmocniejszych stron Sauriela i chociaż nie był furiatem, który zaraz by zaczął coś psuć i rozrabiać to oczekiwanie potrafiło sprawić, że miał za dużo czasu na wymyślanie głupich rzeczy. Jak na przykład tego, co zrobić, albo raczej GDZIE zrobić, zastępstwo za przechadzkę do restauracji. Zastępstwo w końcu musiało być godne. Czy Victoria będzie miała na to ochotę - nie wiedział, ale kto nie próbuje, ten nie ma. Na tyle, na ile wydawało mu się, że już coś tam zna tę kobietę to wychodziło z niej troszkę więcej charakterku niż przypuszczał na początku. Charakterku w znaczeniu, że wcale nie była taką flądrą nabitą na pal w swoim "łee, zasady, błeee czysta krew" i tak dalej, i tak dalej. To było zauważenie bardzo na plus. I chociaż jak dotąd niczego wielkiego "rebel" nie robili, bo i nie zamierzał jej nakłaniać tutaj do niszczenia sobie życia, jak on (a był pewien, że i tak to nakłanianie niczego by nie dało) to takie dziwne wybiegi w bok radowały jego martwe i niebijące serduszko. Dawały, między innymi, minimum satysfakcji z tego, że ha! Jednak zrobiłem po swojemu! Głupie? No pewnie, zdawał sobie z tego sprawę. To zdawanie sobie sprawy jak dotąd też nie bardzo poprawiało cokolwiek.
Już chciał jej mówić, gdzie idą, kiedy odłożyła gazetę i teleportowała się. Dobry znak, chociaż na początku czarnowłosy trochę zgłupiał. Znacie ten gif z Pulp Fiction jak czarny się rozgląda na boki i ma takie "da fak?"? To teraz tak właśnie wyglądał Sauriel przez momencik. Momencik, nim szare komórki doznały objawienia, zetknęły się ze sobą i boom! Nastąpiła implozja światów, a wraz z nią przyszła zbawienna wiedza, że no przecież - skoro gdzieś szli, a on był TAK ubrany, to ona też musiała się przebrać. Bruh. Jak już na to wpadł to było takie oczywiste.
- Na cmentarz. - Wcisnął jej w ręce jej przydział alkoholu na tę noc. - Lubisz ciasteczka orzechowe? Przyniosłem ci ciastka orzechowe. - Ot, jakby nigdy nic, norma. W końcu który narzeczony nie zabierałby swojej dziuni na popijawę na cmentarz! - Byłaś na cmentarzu w Little Hangleton? Jest naprawdę zajebisty. - O ile można się w ogóle podniecać cmentarzami, no nie? Niektóre cmentarze miały po prostu swój niezwykły urok, swój klimat. Ten Sauriel zaliczał właśnie do takowych.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.