Mówili, że wiedza była cenniejsza od monet. Była. Nie każdą wiedzę można było kupić za pieniądze, za to pieniądz kupisz za wszystko. Byłby bardzo bogatym człowiekiem, gdyby zaczął sprzedawać swoją wiedzę. Na przykład o takiej Victorii i o tym, kim jest. Jak wiele osób by się tym zainteresowało? Mnóstwo. Ile osób zainteresowałoby się szamanką z Afryki, która potrafiła to rozpracować? Też pewnie całkiem sporo nekromantów ograniczonych angielską wstrzemięźliwością do czarnej magii. Były rzeczy - i byli ludzie - których sprzedaż nie wchodziła w grę. Tak samo istniały tajemnice, które dla Sauriela były bezcenne. Żyjąc jedną nogą w dwóch różnych światach rozsądnie rozdzielała jedno od drugiego i bardzo dbał o porządek na granicy. Niestety to dbanie nie wystarczyło do tego, żeby naprawdę tam zagościł. Przechylanie się do Nokturnu... cóż. Podjął swoją decyzję. Własną. Chciał tak myśleć. Kiedy rozumował w ten sposób to nie czuł się więźniem własnej historii, która wyborów pozostawiła mu niewiele.
Więc tak - zgadzało się. Bardzo dobrze było wiedzieć, że działaliśmy w tę stronę. Nadmiaru życia, a nie jego uciekania. Ignorancja wyszła tutaj Saurielowi na zdrowie. Wszyscy robili wielkie oczy, bo "Victorii grozi śmierć", a Sauriel się krzywił ze słowem "bzdura!". Oto więc bzdura wyszła na wierzch - ku dobremu. W innym wypadku jeszcze by tej ignorancji pożałował. Że nie spędził z nią więcej czasu, nie poświęcił jej więcej uwagi... i cały spis wszystkich "ale", które można było skryć za bezczynnością.
Gdy unosił na nią wzrok - to nie było dobre spojrzenie. Było złe. Czemu wstała, czemu podeszła, skoro nie chciał, żeby była blisko. A potem jej dłoń dotknęła jego czoła, a on przymknął powieki. Chłód rozlał się po jego ciele, jakby ten dotyk miał moc, by ugasić cały pożar. Jakby mógł - przecież Victoria sama nie płonęła. I mówiła, że rozumie. Wierzę ci. W tym momencie jej wierzył i rozgrzeszenie było katharsis, którego potrzebował, a z którego to potrzeb nie zdawał sobie sprawy. Nie zrobił niczego złego, bo nic złego się tutaj nie stało. Obopólna zgoda, ciekawość, prowadzenie badań co by było gdyby. Wyszło im to na dobre - potwierdzili słowa wariatki, które okazały się ani trochę nie zwariowane.
W swoim milczeniu rozchylił w końcu powieki, by spojrzeć na nią ponuro. Już nie zły - teraz tylko... no właśnie - tylko co? Trzymał te dłonie na sowich u dach - brakowało tam tylko szklanki. Dłonie odjęte od czoła, w których nie było już żadnego trunku.
- Nie przeceniaj mojego sumienia. - Odparł na jej słowa, że niczego złego dzisiaj nie zrobił. Dziś nie. A jutro? Za tydzień? I zawsze będzie, że to "nic złego", bo "taka już 'natura'?" Tak, Victoria cały czas będzie utrzymywał tę narrację. Wydawało się, że nie mieli szans znaleźć porozumienia na tym polu. Bardzo wątpił, żeby istniało cokolwiek, co powie, żeby go przekonać, że jest inaczej niż sądzi. Za to nie planował jej też przekonywać do swojego zdania. Chciał jedynie, żeby pogodziła się z tym jego. - Jest w porządku, Viki. - Musiał tylko z tego ochłonąć. Złapał jej dłoń i delikatnie ściągnął w dół. Odciągnął od swojej twarzy. - Dobrze, że nic ci nie jest. - Tutaj nie potrzeba było więcej dopowiedzeń. To akurat było dobrze. Bardzo dobrze. Zsunął się powoli z fotela i wstał. - Tylko nie zacznij się świecić jak bombka choinkowa na Pokątnej, dobra?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.