No tak, no przecież - przecież to takie oczywiste, że nie wie, bo skąd? Z drugiej strony był jakoś przyzwyczajony do tego, że ona... wiedziała. Właśnie - skąd? Z tych obserwacji, o których mówiła? Z tego, co zdążył jej już powiedzieć, zakomunikować gdzieś w trakcie ich wszystkich rozmów, spotkań, starć? Za mało się kłócili. Zdecydowanie za mało - kiedy teraz o tym myślał. Pewnie dlatego, że zanim cokolwiek mogłoby nastać z kłótni to się wycofywał? Pytanie, tak, bo rozważanie tego tylko sprawiło, że lekko pokręcił głową do własnych myśli, kiedy obrócił się z powrotem do kuchenki i gestem dłoni zaprosił naczynia do fruwania. Mleko ugotowane, grzecznie zalało kakao, a filiżanka, co wfrunęła z jego dłoni, do nich wróciła. Tym razem ze spodeczkiem i pełna. A potem gładko powędrowała do Victorii.
- Mam nadzieję, że nie wrócimy do tej rozmowy. - Tylko że gdyby nie zostało dzisiaj dopowiedziane to, co jej przekazał, to z jej strony sprawa nie byłaby, jak powiedziała sama - zamknięta. Domknięta. Nie potrafiłaby zrozumieć, co go motywuje w takim nastawieniu i co go prowadzi do przodu. Dzięki temu, że w końcu słowa przebiegły między nimi i nie odciął jej... och, jak wiele potrafi zdziałać dobra komunikacja! No cuda! Sauriel nie chciał jej jakoś zrażać do tego, żeby pytała, żeby w sumie go do komunikacji zniechęcała przez brak odzewu czy... czegokolwiek. Za to nie o wszystkim rozmawiać chciał - a miała rację. Gdyby wyszedł stąd to by już do tematu wracać nie chciał. Sam by go uznał za zamknięty i by się wkurwił, że znowu jest ruszany. To jak kręcenie starą drzazgą wbitą w palec. Nie boli to, że jest. Bolało dopiero to, jak ktoś próbował ją ruszać. - Masz rację. Łatwo przychodzi mi zamykanie tematów i brak chęci do ich powrotu. Bez względu na zrozumienie innych. - Brzydki nawyk, prawda? Widział w tym błąd, ale nie miał w sobie chęci zmieniania tego. Miał co najwyżej chęć otwierania się bardziej, żeby Victoria mogła poznać, co kryło się w jego głowie, zanim taki temat już zamknie. Słowa do dziennika, dziennik do śmietnika... chyba każdy znał tę wyliczankę. Kiedyś bawił się tak z profesorami w Hogwarcie. Dzisiaj stawka wzrosła - i nagle trzeba było brać za siebie samego ogromną odpowiedzialność. Siebie i swoje czyny. - Męczące, co? - Uśmiechnął się nieco pod nosem. - Radzenie sobie z takim mną. - Z tymi humorami, zachowaniami... ale jej się nadal chciało. Nadal nie odpuszczała. Nawet mimo tego pojebanego poplątania, które działo się w jej życiu i z jej życiem. - Dobrze, Vika. Postaram się. - Tyle naprawdę mógł jej obiecać. - Postaram się więcej do ciebie mówić.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.