• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi

[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
12.01.2025, 20:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.01.2025, 20:54 przez Louvain Lestrange.)  

Dokładnie tak. Też była w tym wszystkim adekwatnie umoczona. Za równo przez swoje domorosłe warsztaty nekromancji, jak i pomaganiu wszystkim tym rewolucjonistom. Za oba te występki czekałaby ją adekwatna kara. Być może jakiś zdolny adwokat zmieniłby jej wyrok z pocałunku dementora na dożywocie, w najlepszym przypadku. Dlatego może sobie darować te gadki o granicach i przejmujących pytaniach co do jego planów. Nawet jeśli sama w swojej głowie potrafiła się usprawiedliwiać od wszystkich rzeczy które dla niego zrobiła, to wciąż nie zmieniało to faktów dokonanych. Współpracowała i pomagała mu, dobrze wiedząc kim jest i czym się zajmuje i to największy jej grzech. Mogła nawet nie ruszyć teraz kciukiem, a każdy jej krok zostawiał ślad krwi niewinnych. Mogła twierdzić, że robiła to wyłącznie dla niego, nie dla wroga publicznego i chwała jej za to. Jednak Wizengamot nie byłby jej tak wdzięczny, w przeciwieństwie do Louvaina.

- Pff... hipokrytka. Parsknął zniesmaczony tym stekiem bzdur jaki zapodała. Na pewno inaczej by zaśpiewała gdyby brygadziści wynieśliby ją na kupie tej całej nekromantycznej aparatury z ukrytej pracowni pod piwniczką za domem. Wierzyła w zakazy ale sama się ich nie stosowała? No błagam. Nawet on nie powiedziałby czegoś tak dufnego, bez grama ironii w głosie. Chyba nabawiła się nowego schorzenia od tej manipulacji siłami witalnymi. Zakłamania. Nie znał szczegółowej listy wszystkich zaklęć które mieściły się w tym zbiorze, ale mógłby się założyć o oba kciuki, że przynajmniej jedno z nich było czarnomagiczne. A właśnie od takich zaklęć człowiek zaczynał zostawiać za sobą swąd spaczenia. Najpierw jego różdżka, a później cały czarodziej. Jednak nie miał ochoty dalej ciągnąć tego wątku. Nie zamierzał nikomu wystawiać moralnego bilansu jeśli chodziło o spaczenie i mrok w sercu. To nie on był tutaj sędzią, a w gruncie rzeczy wolałby, żeby Cynthia, razem oboje, stali po tej samej stronie Styxu.

Dlatego tak długo nie mówił jej o tym wszystkim, chociaż wiedział od dawna. Już w maju dowiedział się, że zegar zaczął odmierzać czas jaki im pozostał. Wszystkim którzy byli wtedy w Limbo. Voldemort mu powiedział. A on nie chciał tego mówić nikomu innemu. Być może dlatego, że bał się to powiedzieć nagłos. Chciał ostrzec jakoś pozostałych, bez narażenia samego siebie na zdemaskowanie. Najbezpieczniejszą opcją było przekazać to przez Cynthię, ale domyślał się, że Flint oszaleje kiedy się dowie. Zacznie robić rzeczy nieodpowiedzialne nawet jak na nią i być może, nawet nie intencjonalnie, ale narazi go na zdemaskowanie. Z jednej strony musiał chronić własne dupsko, z drugiej nie chciał, żeby Victoria, ani Gnój skończyli gorzej niż on. Tkwił tak w tym impasie, bo śmierciożerczy kodeks nie pozwalał mu w żaden sposób pomagać tym, którzy stanęli na przeciwko Czarnego Pana i próbowali pokrzyżować mu plany. Potem uspokajał siebie samego, bo oprócz tego, że wyznaczona została im data śmierci, nie wiedział wiele więcej. Nie licząc tej jednej wyprawy do Szeptuchy z Ambrosie, w całości zdawał się na swojego mistrza. Liczył, że jeśli na ostatniej drodze swojego życia okaże się najwierniejszym i najbardziej oddanym mu sługą, ten w nagrodę okaże mu łaskę i zabierze od niego te jebane Zimno.

- Nawet za cenę dołączenia do niego? Do nas? Zapytał, szyderczo wręcz. Każdy miał jakąś cenę, a teraz poznał cenę Cynthii. Wierzył w to co powiedziała o nich. Bo to co powiedziała było najszlachetniejsze co kiedykolwiek usłyszał z jej ust. On, Louvain, księże cyników, uśmiechał się teraz kąśliwie widząc jak w ciągu jednej minuty Cynthia zmieniła swoje podejście. Przed chwilą próbowała mu zasygnalizować, że posunął się za daleko w tym wszystkim, że próbuje splamić ręce jej rodziny krwią niewinnych. A teraz proszę tylko spojrzeć mili państwo. Nie pozwolę na to, niezależnie od ceny i od granic, które będę musiała przekroczyć. Wszyscy, dosłownie każdy człowiek robił się żałośnie mały i krnąbrny w obliczu śmierci, nawet Królowa Lodu. Lepiej aby skupiła się na nich, bo on już dawno pogodził się ze śmiercią, nawet wiedział jaką powinien przybrać minę, żeby umrzeć z godnością na twarzy.

Jednak ten jego cynizm nie trwał zbyt długo, bo nie zamierzał się pastwić nad jej dobijającym smutkiem. Zwyczajnie nie potrafił oszukać swojej natury złamanego kutasa i nie nakarmić przez moment swojego zepsutego wnętrza. Pewnie sama się tego obawiała i myślała nad tym czy stanie się Zimnym to coś poważniejszego, niż obniżona temperatura ciała. Taka teza z pewnością musiała przewinąć się przez jej myśli, lecz zapewne nie dopuszczała ją do głosu z powodu zbyt mocnego przywiązania do bliskich. Przybrał już poważniejszą, bardziej przejętą postawę. Z ust zniknął perfidny grymas, a z oczu przestała błyszczeć się zgryzota. Najwidoczniej widok zmartwień Cynthii przebijał nawet najtwardsze warstwy jego arogancji. - Wiem, że sobie poradzisz. - zaczął od nowa, teraz bardziej łagodnie. Gdyby nie jego opasła duma z pewnością teraz otuliłby ją swoim ramieniem, chociaż próbując odpędzić wszystkie te złe emocje które chciały ją rozedrgać. Nie zrobił tego jednak, mechanicznie blokując swoje odruchy wobec niej. - Pomogę jeśli coś będę wiedział, ale jak sama zauważyłaś. Nie mogę się narażać. Żadnej stronie. Zadeklarował się, bo Cynthia była jedynym złotym środkiem w tej kłopotliwej sytuacji, delikatnie mówiąc. Wszystkie tropy i poszlaki jakie mógł wykorzystać, mógł podrzucać jej, a ona traktować je jak własne. Jej przynajmniej mógł ufać, że nie wyda go nikomu.

[a]Westchnął ciężko na jej zdystansowane pytanie. Nie podobała mu się jej wycofana poza. Czy to było, aż tak trudne do zrozumienia. Czy wyłączając emocje swoimi zaklęciami, wyłączyła sobie też zdolność do myślenia? Gdyby kłamał nie miałaby o tym bladego pojęcia, jeśli miałby to zaplanowane. Wiele można było mu wytknąć, jeszcze więcej odebrać, ale nie tego, że nie był doskonałym manipulantem. Prawda, że znała go dość dobrze i to od strony której mało komu się pokazywał. Jednocześnie mało znała go od tej drugiej strony; szarlatana jakich mało. Bowiem zazwyczaj traktował ją w porządku, jak mało kogo. No może poza tym drobnym wyjątkiem kiedy rzucił jej zaklęcie w plecy. Ale to było zamierzone, tak aby chociaż nie mogła zasnąć bez myślenia o nim. - A niby co miałem na myśli mówiąc, że nie chcę innej poza Tobą? Rzucił kręcąc lekko głową na boki. Komunikacja z nią była z każdym spotkaniem coraz bardziej utrudniona, trochę jakby próbował dogadać się z przedszkolakiem. - Czy ja muszę mówić do Ciebie kursywą i ustępami jak te Twoje księgi, żebyś potraktowała poważnie co do Ciebie czuję? Dookreślił się znacząco, ale nie mogło obyć się bez adekwatnego sarkazmu. Oj żebyś ty Cynthia była taka domyślna jak piękna, to mogłabyś rozpracować całą śmierciożerczą organizację w jeden tydzień. Przetarł twarz rękoma, jakby chciał z niej zdjąć ściekające krople zakłopotania. - Zresztą jakie to ma teraz znaczenie skoro ukrywasz przede mną prawdę?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6167), Louvain Lestrange (5661)




Wiadomości w tym wątku
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 27.11.2024, 18:03
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.12.2024, 22:42
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 19.12.2024, 13:52
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 31.12.2024, 22:27
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 08.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 09.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 12.01.2025, 20:30
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 29.01.2025, 21:36
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 10.02.2025, 02:18
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 10.02.2025, 23:50
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 23.02.2025, 20:40
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.03.2025, 23:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa