Skinął głową na znak zgody, bo nie było. Teraz, w przyszłości... w ogóle? Odkrywał ze zdumieniem, że w zasadzie to chyba nie miałby nic przeciwko, przynajmniej teraz, żeby niektóre te rzeczy wracały. By wybrzmiewały pytania, a on się jednak nad nimi zastanawiał. Zdawał sobie też sprawę z tego, że to wrażenie jest tu i teraz. Jest chwilowe. Nie jest stałą, którą mógłby wpisać w kalendarz swojej codzienności. Zmieni się to dzisiaj, może jutro, albo za tydzień, jeśli wiatr zawieje - ale w tygodniowe stałości jakoś wątpił. Chociaż..? Gdyby tak zastanowił się nad szybkością i jednocześnie leniwością płynącego dla niego czasu to... tydzień wcale nie wydawał się nieprawdopodobny. To po prostu utrzymanie jednego toru podróży wydawało się mrzonką, o której się tylko mówi, a nigdy nie doświadcza. Normalność. Ciągle to jedno słowo, które dzisiaj było dominantą w jego głowie. Produkowało emocje niechętnie sprzeczne z odczuciami - bo istniało w wyparciu i niedowierzaniu, a jednocześnie istniało w jakiejś... tęsknocie? Nie potrafił tego nawet dobrze nazwać. Zakopane w czymś głebokim, otulone puchowym śniegiem. Albo zwiędłymi liśćmi na jesień. Zbliżały się jego urodziny, których nie obchodził, a na które prezent już otrzymał. Ten aparat, który powinien nosić zawsze przy sobie. Zawsze? Już zdradliwa myśl, kolejna z wielu, wkradła się do środka. Widział nagle swoje życie w tej perspektywie, jaką żył kiedyś. Całkowitej ucieczki stąd, zaczęcia nowego życia. Koncerty, gitara i aparat. Spacery w słońcu, bo nocą te zdjęcia wcale nie wychodziły dobrze. Miały swój klimat, ale ten łapany mrok wcale nie był tym, czego szukał. Nie na obrazie.
Dzięki Victorii wychodzenie na słońce przestało być jedną z tych mrzonek. Już za tym tęsknił. Za tym ciepłem dotykającym jego twarz.
- To co? - Przerwał tę ciszę. Nie męczącą, ale dla niego budującą potrzebę, żeby był pierwszym, który jednak się z niej wyrwie. Ponieważ musiał się wyrwać z własnych przemyśleń i wrażenia, że było mu zwyczajnie dobrze. Bardzo zgubna myśl, bo przecież nie mógł się stać nadmiernie zachłanny. Kiedy stałby się zachłanny i chciał więcej, mógłby zacząć rezygnować z innych rzeczy. Gdyby stracił swój focus i zaczął za dużo uwagi przenosić gdzieś indziej... Balans w życiu - coś, w czym nie był dobry. Za to był dobry w byciu upartym. I uparcie nie chciał rezygnować z Victorii. Uparcie chciał jej każdy kolejny kawałek. - Może dam ci się ograć w kart, pani "jestem taką zimną suką". - Żartował z tą suką, ale to w sumie nie był ani pierwszy, ani ostatni żart policyjny, jaki zamierzał robić. Zresztą to do niej pasowało. Jak określenie kija w dupie. Zimna twarz, maska, królowa krocząca po chodniku - albo mnie słuchasz i dorastasz do moich oczekiwań, albo nie przeszkadzaj! Pierwsze wrażenie zbudowane przez strach i konieczność odcięcia się od świata, który gnębił i gnoił. Wystarczyło tylko poczekać i zajrzeć pod zimną skorupę, żeby zobaczyć, jak ciepło było w środku.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.