Możliwość obcowania z kimś na poziomie z czarodziejskiej socjety nie była poza zasięgiem Josepha. Co zaś poza nią było to zwyczajowa zdolność nawiązania kontaktu z młodzieżą, która z jakiegoś powodu w tym pokoleniu stała się o wiele bardziej lekkomyślna, jeszcze bardziej skłonna do odchodzenia od starych zasad i reguł. Bogowie wiedzą, jakim trudem było nadążanie za zmieniającym się światem. Szczególnie, że ten przyśpieszał coraz bardziej. Czy Isabella miała okazję rozmawiać ze swoją córką o spotkaniach z Rookwoodami? Jeśli cokolwiek spłynęło z jej mocnych ust na talerzyk Josepha - nie było to pokazane na pierwszy rzut oka. Nie byli tutaj sobie obcy, ale nie byli też sobie znajomi. Ciężar wiedzy... w którą stronę się pochylał? Niesprawiedliwym w końcu było, że własna matka tak wiele milczała na temat rodziny, której postanowiła sprzedać córkę. Dobrze wiedząc, że nie będzie z tego dzieci. A skoro tak - po co była Victoria Rookwoodom? Chodziło tylko o pieniądze? Patrząc po tej kamienicy - Josephowi ich prawdopodobnie nie brakowało. Gdyby ciężar przenieść dalej - do Erika i Anny... czy to nadal tylko pieniądze? Czy za tymi decyzjami i handlami żywym towarem chowało się coś jeszcze..?
- Proste i mądre słowa, panienko Lestrange. - Próżno było szukać jakiejś ironii w tym tonie, w tej wypowiedzi, w jego spojrzeniu. Brzmiało to całkowicie szczerze. Znasz ten moment, w którym rzecz przed tobą staje się tak przejrzyście oczywista, że przestajesz dowierzać nawet oczom? Chwila, gdzie przystajesz, bo przecież to niemożliwe, żeby rozwiązanie i odpowiedź była aż tak prosta? - Mimo to świat się zmienia, a wraz z nim zmieniają się obyczaje. Zmiana uśmierca stare nawyki, by zrobić miejsca nowym. - Chłód doskonale do nich pasował. Do kobiety schowanej za maską oklumencji i istoty, która kiedyś była człowiekiem. Ile teraz człowieka pozostało w tym wampirze? Przyzwyczajenie Victorii ułatwiało ignorowanie pewnych elementów - wiedza pozwalała nie zdradzać zdziwienia, że ciało człowieka może być tak zimne dla Josepha. A tego nawet nie musiał wiedzieć od samego Sauriela. W końcu to było wszem i wobec w gazetach parę miesięcy temu. - W pewnym sensie. - Powtórzył za nią w ten charakterystyczny sposób, który zachęcał do rozwinięcia myśli. To nie był ton czepliwy, który by wytykał coś. Jego spojrzenie również zachęcało do tego, by ten krótki, ale treściwy zwrot, miał swoją kontynuację.
- Na szczęście odrobina komplikacji nie przestraszyła jeszcze dzielnych czarodziei. - Komplikacje Doliny Godryka wybijały naprawdę wysoko. I nie zwalniały. Kumulowały się, nabierały tempa, nabierały rozmachu. Tymczasem Victoria bezpiecznie umknęła, choć z zupełnie innego powodu niż rosnące zagrożenia. - Zdarzyło się pani? Spojrzeć tej prawdzie w oczy? - Uśmiechnął się tutaj nawet delikatnie pod wąsem. - Spoglądała pani ostatatnio wystarczająco uważnie w lustro? Przeprowadzka pani służy - rozkwitła pani.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.