Napięcie, jakie pojawiło się w pokoju, było jednostronne. To Sauriel czujnym okiem spoglądał to na Victorię, to na Josepha, nawet starając się ukryć swoje skrzywienie. Wcale mu to dobrze nie wychodziło, ale z drugiej strony wychodziło na tyle, by starania były zauważalne. Joseph spojrzał na dwoją dłoń z sygnetem, przesunął kciukiem o palce, lekko nawet poruszył stopą w górę i w dół. Ot - jakże niewinne oczekiwanie.
- Ach, tak, te śmieszne słodycze z kartami, za którymi młodzież przepada... - W niewinności oczekiwania widać było, że Joseph albo nie odczuwał napięcia za swoimi plecami, pełen ignorancji, albo po prostu nie chciał jej dostrzegać. Nie żałował sobie za to wcale kontynuacji podjętych rozmów, bo dlaczego by miał?
- Jakby mnie ktoś powiadomił, to bym się zjawił szybciej. - Wyrzut? Niee, skądże! Sauriel tylko mordował wzrokiem Josepha i przewiercał mu się przez czaszkę czarnymi oczyma.
- Kiedy zaprasza się damę, Saurielu, pilnuje się godziny i nie trwoni czasu w osamotnieniu. - Odparł spokojnie starszy Rookwood, odkładając uniesioną rękę z powrotem na podłokietnik. Nie odwracał się. Sauriel zrobił dwa kroki w tył - napięty tak, jakby szykował się do skoku. Jakby miał zaraz obnażyć kły i pazury i rzucić się na kark siwowłosego mężczyzny. Od którego nadal nie było żadnej reakcji. Podobno niewiedza to błogosławieństwo. Być może tak było w tym przypadku? Choć przecież ta dwójka znała się nie od dziś. Pod pewnym względem - znali się lepiej niż Sauriel z Victorią. Widać było, że Sauriel zmemlał w ustach przekleństwo.
- No tak... - Odpowiedział kwaśno zamiast "odpierdol się", "będę robił, jak mi się podoba", czy "żadnej damy nie zapraszałem" - co w przypadku czarnowłosego byłoby idealną odzywką na ten moment. Bez pomyślunku o tym, że to mogłoby jednak nieeeco zranić Victorię. Joseph podniósł się z sofy - z gracją, lekkością i tym wolnym, długim krokiem podszedł do Victorii, wyciągając znów dłoń w jej kierunku.
- To była przyjemność, panienko Lestrange. - Ucałował znów jej dłoń. - Chętnie powtórzę naszą małą dysputę. Gdyby odkryła pani, że jednak nie ma wszystkiego, czego potrzebuje, przy sobie, a głód wiedzy wygrywa - zapraszam. Ma pani wiele ciekawych rzeczy na sprzedaż. - Uśmiechnął się z sympatią do niej, nim obrócił i skierował do wyjścia. - Dobrej nocy. - Pożegnał się, obracając ku nim przed wyjściem. Cisza pozwalała jeszcze śledzić jego kroki, kiedy ewidentnie wchodził po schodach na górę.
- Pojebało cię? Czemu ty z nim gadasz? - Odezwał się, ruszając do stolika. Prawie tak, jakby miał złapać Victorię za kołnierz i ją poszarpać - ale nic takiego nie miało miejsca.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.