Brak strachu w niej był zbawieniem. Naprawdę. Jej spokój sprawiał, że nie mógł łapać bodźców do nakręcania się, ani wcale nie miał ochoty jej atakować. I to zarówno on jako Sauriel, jak i to zwierzę czające się gdzieś w kącie jego świadomości, zawsze głodne, zawsze chcące zanurzyć w czymś kły. W kimś. Lecz ona siedziała. Nawet specjalnie nie drgnęła, co najwyżej mrugnęła, bo nagle zbliżający się obiekt nie sprzyjał oczom. Nic. Zero strachu. Albo był tak głęboko zakopany, że nie pozwalała go zobaczyć. Nie, jej spokój go nie wkurwiał - jej spokój go łagodził. Nawet teraz, kiedy zgrzytał w zasadzie zębami, nie podchodząc już kolejnego kroku. Dwa kroki koło niej. Mógł przysiąść na oparciu, ale... nie teraz. Teraz jeszcze za wiele w nim buzowało.
Albo uspokoił by go bardziej, gdyby nie to ściągnięte brwi. Jakby była niezadowolona. Oczywiście, bo przecież nie mogła być niezadowolona. Miała teraz przepraszać, booo... tutaj na pewno byłyby jakieś (nie)logiczne argumenty, gdyby Sauriel się zastanawiał. Ale nie zastanawiał. Jego głowa się gotowała. Jeszcze nie wrzała, jeszcze bąble nie powodowały trwałych szkód na jego skórze, ale blisko była bulgotania informującego, że osiągnął najwyższą temperaturę.
- Kurwa, mówiłem ci! Nie mów do niego! Trzeba było tego starca, nie wiem, przeprosić... cokolwiek! - Nie był teraz skłonny na wynajdywanie wielkich pomysłów, jak to mogło zostać rozegrane, bo nawet nie chciał nad tym myśleć. Na pewno było milion lepszych rozwiązań niż siedzenie, żartowanie sobie tutaj z nim i miła, sympatyczna pogawędka. Miłe gawędzenie, oj tak! Bo wiedział, że sobie miło gawędzili. Słuchał przez jakiś czas tej wymiany zdań.
Gotować naprawdę się zaczęło dopiero po jej tonie.
- W jaki kurwa sposób mam do ciebie nie mówić?! - Łatwo było całą ekspresję zebraną przez Josepha i całe to napięcie przerzucić na kogoś innego. Victoria była tutaj tylko ofiarą, bo zachowała się najlepiej, jak mogła. Pokazała klasę, a rozmowa przecież nie była groźna. Nie była też bezowocna. Joseph nie naciskał, nie wypytywał nachalnie. Nie insynuował żadnych złych czy dobrych rzeczy. Ale może, tylko może, dobrze wiedział, że tylko taka reakcja mogłaby się tu pojawić..? Złość. A może wcale się nad tym nie zastanowił i rzeczywiście chciał tylko powitać gościa i poznać kobietę, której jego syn nie mógł sobie wybić z głowy? Pytania nieistotne na teraz, kiedy płomyk pod garnkiem buzował, a jego pokrywka już zaczynała się trząść od temperatury powoli bulgoczącej wody.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.