- Tak, tak miałaś zrobić. - Nie myślał tak. Na pewno? Nie myślisz tak? Dlaczego miałbyś myśleć inaczej? Czmeu miałbyś sądzić, że jednak powinna tu siedzieć, rozmawiać z nim? Z nim nikt nie powinien rozmawiać. Nikt nie powinien się spotykać. To Diabeł - Lucyfer w ludzkiej skórze, który włożył elegancki garnitur i ze swoim sympatycznym uśmiechem tylko rozmawiał. Nic poza tym! Niewinna rozmowa, zero ukrytych zamiarów! A potem nagle świat wywracał się do góry nogami, a on nadal jakże niewinnie rozkładał ręce! Nie istniało pojęcie niewinności i przypadku przy tym wampirze, Sauriel w to nie wierzył i nie przyjmował do wiadomości, że... a jednak go słuchasz. ZAMKNIJ SIĘ! - Kurwa, skąd miałem wiedzieć, że już jesteś! - Byłoby łatwiej umawiać się na konkretną godzinę, prawda? Zacznijmy od tego. Tak, można się przeprosić, powiedzieć sobie, że jednak faktycznie - nic się nie stało! Tylko winko, tylko kilka słów, doprawdy, o co tyle krzyku, Saurielu! Prawie słyszysz w swojej głowie ten pouczający ton starszego Rookwooda. Niby pełen niezrozumienia, o co się pieklić, po co tyle gniewu, a jednak to zdumienie jakoś nie sięgało jego twarzy, jego oczu. Było tylko w głosie, brzmiąc tak, jak chciał, żeby brzmiało. I ludzie to kupowali! Niektórzy po czasie dopiero uświadamiali sobie, że hej - coś było nie tak... pojedyncze przypadki, kiedy kłamstwo zachodzi już tak daleko, że obraz przestaje być spójny. Joseph wmówiłby innym, że urodziła ich suka pudla - i też by w to uwierzyli. - W tym wypadku - mogła. - Tak gorąco i święcie przekonany co do tego, że dyskusja nad tym spełzała na niczym. Tylko teraz? Czy to jeden z tych tematów, przed którymi potem się ucieka i już do niego nie wraca? A może jeden z tych, który trzeba uciąć teraz - i potem koniecznie wrócić?
Gniew. Najgorszy doradca do rozmów. Najgorsze tło dla muzyki, które powinno być wzajemnym przerabianiem tematu. Dyskutowanie nad problemami. Rozwiązywanie niemożliwego - przecież tego chcieli w tej relacji! Tego chciał Sauriel - akceptacji, bo niekoniecznie zrozumienia. Nie musiała cię przecież rozumieć, a to, że próbowała, tylko czyniło wszystko słodszym.
- Kurwa, specjalny płatek śniegu... - Nagle jej się nie zachciało być "znajomym z Nokturnu", pierdolona księżniczka z czystokrwistego domu. Przesunął dłonią po twarzy i odszedł dwa kroki, obracając się do niej plecami. To działało, tak? Jakoś tak ktoś kiedyś mówił... jak się wkurwiasz - wyjdź. Aha, tak, a potem Victoria będzie robić foszki, że wyszedł? Albo smutne minki? Nie, nic z tego nie było ruszane głową w rozsądnym kierunku. - Ooo! - Obrócił się z uśmiechem na twarzy. - Więc teraz moi znajomi to ściery z rynsztoka. Bardzo ładnie, panienko Lestrange. Może nie zauważyłaś, ale ja z tego rynsztoka też pochodzę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.