Diva patrzyła oceniająco w drzwi, a Sauriel patrzył oceniająco i podejrzliwie na Divę. Kolejny kot. Nie jej. Przybłęda... a potem Victoria pyta (niewinnie!!! udając niewinność!), czy on jest zazdrosny. Nie był. Nie, wcale. W ogóle go to wszystko nie obchodziło, w ogóle nie interesowało. Dlatego teraz on nie interesował się kotem (nie lubił mendy), a kot nie interesował się nim. No... może trochę interesował. Tylko po to, żeby dumnie przechodzić obok niego, spoglądać na niego jak na jakiegoś robaka mało wartego uwagi Jej Wysokości. Świetnie! Pozostawała mu na szczęście córka, która właśnie lizała Sauriela po uchu, kiedy on siedział naburmuszony na kanapie z rękoma złożonymi na klatce piersiowej. Nawet nie poprosił o whiskey. To herbata stała na stole, a Sauriel ciągle testował Victorii zdolności co do coraz lepszego parzenia jej.
Właściwie to testował sporo rzeczy odkąd się wyprowadziła i mógł sprawdzać, jak sobie radzi bez skrzata oraz jakie zmiany zachodzą. Jakie nowe przyzwyczajenia się pojawiają. Zmiany... NO NA PRZYKŁAD TRZECI KOT! Co za kurwa masakra! Ile jeszcze tych kotów będzie?! I co z tego, że ten tylko tymczasowy! Jeszcze gorzej! BO to był obcy, OBCY!
KURWAAAAAA!!!!!!!!
I ta zła morda Sauriela z jego złymi oczami wylądowała na Astarothcie, kiedy został wprowadzony do pokoju. Dla Astarotha wyglądał pewnie dokładnie tak, jak powinien - jak morderca, który zaraz wyciągnie kose zza pasa i wbije ją komuś w żebra, bo rozpierdalało go od środka. Dla Victorii? Jak nadąsane dziecko, które strzela swoje foszki, ale wystarczy je pogłaskać i się odfoszy. Pewnie dlatego Luna właśnie zębami za ten płatek ucha go złapała.
- Ał! Ty kurwiarzu mały... - Burknął, łapiąc czarną kulkę rosnącą w oczach i odepchnął jej łeb od swojego ucha. Zniechęciło ją to tylko na moment. Niezgrabnie obróciła się na jego barku (a mogła to robić swobodnie, bo przy sobie miała zabezpieczenie w postaci oparcia kanapy) i teraz łapami pacała kosmyki jego włosów plączące się przy srebrzystego łańcuszka, jaki nosił.
- Siema. - Przywitał się bez entuzjazmu, chociaż to wybrakowanie wcale nie było winą Astarotha. Było winą jakiegoś cwela, któremu Victoria najpierw daje czekoladową żabę, potem sprowadza jego kota... I to na pewno ten sam, z którym się woziła na tym zjebanym pojedynku. Tak, czytał to w tej jeszcze bardziej zjebanej gazecie. Apropo zjebanych gazet - Astaroth mógł zobaczyć ostatnie wydanie jakiegoś zjebanego czasopisma klasycznego dla ludzi wierzących w reptilian - foliowych czapeczek. - Jestem pozytywnie nastwiony. - Zwrócił się od razu do Victorii, widząc jej spojrzenie. Tak, widać było, z całą pewnością, że TRSYKAŁ optymizmem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.