Zazdrosny. Słowo klucz odbijające się po jego głowie z dozą niezrozumienia. Zazdrosny. O co? O Josepha? Jak mógłby być zazdrosny o... Chciał, żeby ten syndrom wyparcia działał, ale chyba nie działał tak do końca. Nie potrafił znaleźć w sobie siły do wyparcia tego jednego słowa ze swojej głowy. Wpasowywało się ono za dobrze. Nie znaczyło to, że zamierzał przyznać temu rację. Milczenie nie raz i nie dwa było bardziej wymowne. Brak odpowiedzi - ale nie musiało tu być żadnej. Zazdrość... myśl o tym, że ona mogłaby się z tym potworem dogadywać wcale mu się nie podobała. Gdzieś tam w sobie wiedział, że przemalowuje obraz Josepha, bo starzec wcale nie był taki straszny... teraz zaczynał tak myśleć. Powoli zaczynał go widzieć w nowym świetle. Było to światło zrozumienia. Lata zmieniają człowieka, zmieniały też pogląd na innych i na prawidła funkcjonowania wszystkich i wszystkiego wokół. Na pewno te lata zmienią też jego spojrzenie na Victorię. To nie dziś, nie. Dzisiaj temat zazdrości miał zostać odepchnięty w kąt, ale pozostały nadal rzeczy, które powinno się dopowiedzieć. Skoro było "a", niech już i będzie "b".
Czego się za to nie spodziewał to tego, że Victoria jakby nigdy nic zamilknie. I pozwoli tej ciszy trwać. Pozwoli, żeby to wygasło. Bo wygasło. Jego mina stawała się bardziej krzywa, przestał napinać mięśnie. Ogień zgasił samego siebie. Płomienie zwalczyły się wzajemnie, nie mając odpowiedniego dopływu powietrza, żeby móc szaleć dalej. Czego nie spodziewał się bardziej to tego, że wyciągnie ich z tej ciszy, już ukojonej przestrzenią czasu, jaki podzielił ich od niedawnej kłótni, poprzez prezent. Jego ulubiony trunek, od którego był uzależniony. Bo to dzięki niemu świat wydawał się kurwa chociaż minimalnie lepszy. Ruda. Ta, którą poślubili ze Stanleyem i byli jej wierni aż po grób. Słusznie? Na pewno nie. Alkohol był tak samo zgubny jak narkotyki, ale była nad nim większa kontrola. Wiedział, kiedy przestać. A narkotyki... te wszystkie używki wyniszczały całkowicie. Robiły papkę z mózgu. A Sauriel całkiem sobie cenił swoją głowę, nawet jeśli często wybierał nią nie ruszać.
Powoli przesunął się na kanapie, bardziej odwracając w kierunku Victorii. Docenił nawet to, że się nie przysunęła i nie przecięła teraz tej przestrzeni, której naprawdę potrzebował. Że postawiła butelkę na stoliku. Tu, gdzie stały dwie lampki i jedna ciągle pełna szklanka. Pstryknął palcami, a lampki zniknęły. Przeniesione zostały na barek, żeby nie drażnić jego oczu. Tak jak butelka wina. Tego, że była prezentem dla Josepha, nie wiedział - i niech tak na razie pozostanie. Pomoże to uniknąć ewentualnej nauki latania tej butelki. Wtedy odłamki szkła stałyby się aż boleśnie prawdziwe. Za to zachęcającym gestem przywołał do siebie butelkę swoją, która przesunęła się grzecznie po blacie, żeby trafić do jego rączek. Ale tylko na chwilę. Nie potrafił się skupić na tej etykiecie. Victoria kupowała mu whiskey, na którą on się nie rzucał. Jej smak był o niebo lepszy od tego, co pijał zazwyczaj. Ale tym razem, choć zrobiło mu się miło, nie była aż tak istotna. Opuścił podarunek dość smętnie i podniósł oczy na czarnowłosą. Zjebałeś. Louvain mógłby sprzedać kolejny cios z dynki, gdyby was tu teraz widział. Niezależnie od tej relacji - przecież rodzina Lestrange stała za sobą murem! Niektórzy mu to udowadniali. Ciekawe, czy Victoria była tego świadoma.
- Dzięki. - Jakże oszczędne słowa! A przecież ciągle tyle było do powiedzenia! Nie popisujesz się, panie Rookwood. Ani trochę się nie popisujesz. No dalej! Pokaż dziewczynie, że ci zależy! Ponoć to wcale nie jest takie trudne... - Sorry. - No, w końcu! Aaach, ależ ciężko to przez gardło przechodziło! Tylko dlaczego? - Nie wiem... nie wiem, co mi odbiło... Po prostu mi odbiło. - Bez zbędnego tłumaczenia się, bo co tu było tłumaczyć? Zachowania zjeba wytłumaczyć się nie dało.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.