Mógł zignorować jej domaganie się uwagi. Mógł zrobić wszystko, aby dano mu spokój. Mógł wyjechać i nie wracać. Najwyraźniej nie dane mu było żyć w żałobie i samotności dość długo. Dopuszczając jedynie do siebie skrzaty, jeżeli miały coś do przekazania. Jego dzieci uświadomiły mu, że są obok. Czy to był list Charlesa, czy drapiąca w drzwi Scarlett. Nie mógł się dosłownie odciąć, choć miał taką ochotę. Dlatego też dzisiaj, na prośbę córki, zgodził się wyjść z nią na ten spacer. Zaczerpnąć świeżego powietrza, niż przemieszczać się tylko teleportacją między lokacjami. Kamienia – Olibanum – Głębina.
Być może ją zaskoczył, ale po sobie żadnych emocji poza stratą brata, nie okazywał. Dotrzymał jej towarzystwa, opuszczając kamienicę, idąc u jej boku. Pozwolił sobie na tradycyjne zapalenie papierosa, wypalając dziennie jedną, jeżeli nie dwie paczki. Inaczej nie umiał. Może tytoń zabije go szybciej niż by myślał.
Chwila drogi trwała w milczeniu. Poprzedzająca hałasami miasta i plączącego się pod nogami kota Scarlett. Wypłosz, na którego trzymanie w domu zgodził się tylko z dwóch powodów: dla świętego spokoju i że Robert sam sprowadził takiego do domu.
Więcej mówiła Scarlett, nawiązując do pogody. Podejmując neutralny temat do rozmowy. Nawet, jeżeli będzie padało, wyczaruje parasol. Co za problem. Zeszliby na jakąś boczną stronę i nawet teleportowali gdzieś w pobliże Dziurawego Kotła albo wrócili do kamienicy.
"Stażystka w kancelarii prawnej…" – powtórzył w myślach. Czy tego chciała Scarlett? Spojrzał na nią, z papierosem trzymanym w wargach. Jedną rękę mając schowaną w kieszeni, drugą sięgnął po peta.- Na pewno tego chcesz?
Zapytał poważnie. Wiedział, jakie miała zdolności, pasję, zainteresowania. Ale czy pobyt tutaj nie zmienił czasem jej planów przyszłościowych? Richard chciał, aby dzieci zrobiły karierę tutaj, aby wszyscy byli blisko rodziny. Lecz po tej stracie, widząc co się w tym kraju odpierdala, nie uważał by to miało sens. Mogli wrócić do siebie. Tylko czy ze chcą?
Znów zmiana tematu o pogodę i wspomnienia o Baldwinie. Jej znajomym, który w prezencie rozdawał zwierzęta.
- Wciąż się spotykacie?Zapytał, tym razem o jej znajomość z tym chłopakiem. Czy powinien się trochę więcej zainteresować sprawą, jeżeli między nimi mogło zaiskrzyć coś więcej? Czy to tylko "kolega od kota"? Pytając, pokazał, że temat jej przyszłości i ewentualnego kandydata na męża, nie był mu obojętny.