Uniósł kącik ust ku górze. Może (ale tylko może) gdyby nagle zaczął być kobietką w opresji (i to niekoniecznie potrzebującą być z opresji ratowaną, a tworzącą opresje) to MOŻE wtedy uwierzyłby, że to naprawdę brzmiało w jej uszach podniecająco. W jej mało-wielkim świecie, który... gdzie właściwie drążył korytarze codzienności?
Wsunął dłonie do kieszeni spodni. Para z ust Maeve była najlepszym dowodem na to, że życie mogło kwitnąć nawet o tej porze roku. Dość podłej, ktoś by powiedział, z drugiej strony chyba stanie się ulubioną porą roku Sauriela. Krótkie dni, długie noce, całe miasto nagle do zwiedzania... tylko jakoś ludzie o wiele mniej chętnie się wałęsali po ulicach. Nie brakowało jednak dzieciaków rzucający się śnieżkami i bałwanów z wbitymi marchewami zamiast nosów. A przynajmniej nie brakowało ich poza Nokturnem. Bo tutaj... cóż. Tutaj brakowało wszystkiego. Z drugiej strony to właśnie tu znajdowało się to zejście do Podziemi - jakoby obietnica życia wiecznego, gdzie żaden durny auror nie zapuści swoich macek.
- No kurwa, przecież wiem! - Kłamstwo, nie wiedział. Ale oparcie się na progu i wskoczenie zaraz do rzeki, by popłynąć z flow, było zdecydowanie lepszym wyborem od tkwienia w marazmie. Wystarczyła tylko jedna Maeve - i to nawet nieszczególnie się przy tym starająca. Jeśli metamorfomag mógł zmieniać swój kształt ciała, jego masę, kości nawet, to czy mógł też zmieniać swój mózg? Pytanie na śniadanie. - Ale Changowie są z Chin, to co mówisz o jakimś Wietnamie. - Gdzie to jedno do drugiego! Czasami zapominał, że czarodzieje niekoniecznie byli dedukowani z geografii, więc potrafiło się im to wszystko pierdolić. Czy na mapie świata Maeve szukałaby Wietnamu w Chinach? Tylko jak tu się irytować, kiedy taki piękny pomysł był ci przedstawiany? Sauriel aż obrócił głowę w jej stronę, a w jego oczach wielki szacunek i uznanie. Może jednak potrafiła sobie zmieniać mózg. Albo wymądrzała przez te wszystkie miesiące ograniczonego kontaktu. No, przynajmniej dla Sauriela to było zmądrzenie, bo jednak większość osób uznałaby, że wspinanie się na drzewko na Pokątnej to bardzo chujowy pomysł. Pokiwał baardzo wyraźnie głową, żeby czasem nie przegapiła, jak bardzo akceptował ten pomysł.
- Sauriel Chang. Jak to brzmi? - Gdyby się uprzeć, trochę zmienić pigment jego skóry... czarne włosy i oczy już miał... może make up na oczy? Trochę wielki na chińczyka, ale czego teraz nie robią z tym GMO... - Dobrze wiesz, że mężczyzn darzy szczególną nienawiścią. Na pewno mam w jej serduszku swoje specjalne miejsce. Tak tyci-tyci... - Pokazał palcami jak tyci. - Dobra ta zupka? Bez zupy. - Tylko z samym makaronem, a Sauriel w sumie nie rozpakowywał bardziej, żeby spoglądać, czy tam coś poza makaronem było. W sumie musiało być, dalczego inaczej nawaliby to ZUPKĄ, a nie po prostu "chińskim makaronem".
Drzewko na Pokątnej robiło fenomenalne wrażenie. Teraz ta uliczka była dość pusta. Ludzie pochowali się w domach, świętowali ze swoją rodziną. Pewnie właśnie, według tradycji, siadali do biesiadnego stołu, albo może rozdawali sobie upominki.
- Ciiiichhaaa - hyc! - nooooc... Święęta... - hyc! - noooc.. - Śpiewał dumnie jeden z okolicznych, dumnych reprezentantów tej ulicy, czyli Pan Żul. Przechodził sobie kulturalnie bokiem, z flaszeczką w ręku, pewnie szczęśliwy, że w końcu (choć przez chwilę) nie wyganiają go stąd służby porządkowe. Przechodnie mijali go łukiem, choć większość oglądała się z obrzydzeniem. Jedna czy druga rodzina kręcili się przy drzewku, ustawiając bombki, co przez moment skupiło spojrzenie Sauriela. To jak ojciec podsadzał dziecko na barana, kiedy z jego rąk ulatywała magiczna bombka, która przyjęła formę ołowianego żołnierzyka.
- No? Dojebana, co? - Teraz to on szturchnął łokciem Maeve, w końcu na nią spoglądając, żeby zobaczyć jej reakcję.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.