• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[01.09.1972] To drzewo niepokojąco się zbliża...|| Lelek Wróżebnik

[01.09.1972] To drzewo niepokojąco się zbliża...|| Lelek Wróżebnik
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#3
22.01.2025, 03:11  ✶  
...Wyjątkowo wyśmienicie! Niczym zawodowy unikacz w unikaniu rzucił się na płasko przed siebie, dzięki czemu drzewo cudownie go ominęło, z hukiem i trzaskiem upadając na pustą przestrzeń, gdzie jeszcze przed chwilą był Alfred! Przez chwilę leżał tak bez ruchu, śmiejąc się sam do siebie, jakby nie wierząc w to, co się właśnie stało. - Hehehe, i co, ptaszysko? Nie taki cienki jestem bolek, tak łatwo się mnie nie pozbędzieta jakąś wróżbą za dwa gluty, cholibka! - Powoli i mozolnie przekręcił się na plecy, dziękując alkoholowi we krwi za otępiałe zmysły - był pewien, że w niemały sposób obił sobie aktualnie cały brzuch, w końcu zbyt wysportowany to on nie był. Dziwiło go tylko to, że dalej był aż tak pijany, ponoć ta cała adrenalinka powinna go ocucić... A, kto wie, może i stracił z pół promila? Faktycznie jakby lepiej mu się widziało... No nic, pora wstawać, tylko najpierw trzeba oszacować stan po starciu z przeznaczeniem. Dłonie fartownego alkoholika powędrowały po całym jego ciele... I zaraz zamarły w bezruchu, gdy poczuł pod nimi dwie ogromne, wilgotne plamy coraz bardziej rozprzestrzeniające się po jego kurtce. To nie mogło się dziać. Nie chciał uwierzyć w to, że to wszystko miało skończyć się w tak tragiczny sposób. Zawył do powoli pojawiających się na niebie gwiazd, błagając los o łaskę. - Merlinie, błagam, oby to była krew! Na wszystko co święte i przeklęte, oby to była krew! - Przystawił palce do nosa... Niestety. Wódeczka. -NIEEE!!! PSIAKREW, NIE!!! PRZEKLINAM CIĘ, OHYDNY PTAKU! PRZEKLINAM CIĘ, TY WIEDŹMO PARSZYWA!!! AUUUUGHH!!!! - Jeśli ktoś słyszał w tej chwili Alfreda zapewne myślał jedno - "Nigdy wcześniej nie słyszałem w czyimś głosie takiego żalu i namacalnego pękania serca". W końcu dał radę, choć bardzo powoli, wstać, najpierw na klęczki, potem na proste nogi. Dopiero wtedy rozpiął kurtkę i zajrzał do środka, a widok, który temu towarzyszył, zmroził mu serce. W jego wewnętrznych kieszeniach milionami gwiazd odbijało się światło księżyca, uderzając... W liczne kawałki szkła, które zostały z jeszcze niedawno całych agentów zero siedem. Mimo iż dopiero z nich wstał, to upadł z powrotem na kolana. Powaga sytuacji odjęła mu władzę w nogach. - Człowiek się stara, tyra dniami i nocami, jest dobrym obywatelem, choć z Nokturnu... I to jest jego zapłata?! Tak mnie nagradzasz, losie?! Ty Tyranie! Ty żmijo! Przeklinam cię, przeklinaaam!!! - Rzucił jeszcze raz, sam nie wiedział po co, po czym dostał czymś twardawym przez łeb. To jakaś wyjątkowo oburzona babinka rzuciła w niego kapciem z okna. - Czego się drzesz, łajdaku?! I co zrobiłeś z moją młodą jabłonką?! Zaraz ci ten opity łeb urwę! Won mi stąd! - Alfred oczywiście miał w sobie mnóstwo szacunku do starszych, więc grzecznie zamierzał posłuchać się tej jakże zrozumiałej prośby. Wstał z powrotem na nogi i już ruszył ponownie w stronę stacji, gdy ta sama babinka znowu do niego krzyknęła. - A ty dokąd, łachudro?! Kapeć oddawaj! - No tak, sensowna myśl, w końcu przez jego krzyki ów kapeć znalazł się poza jej domem, zamiast na jej starczych stópencjach. Podniósł go delikatnie z ziemi i zaniósł prosto do rąk swojej oprawczyni, za co ta nagrodziła go kolejnym ciosem w łeb, który akurat schylał się w przeprosinach. - Idź mnie stąd, chlejusie, albo wnusia zawołam i tak cię zaklnie że twoje wnuki będą gdakać! - Ponownie bardzo sensowne słowa, bądź co bądź był obcym człowiekiem który zakłócał jej ciszę nocną.
Mimo tych wszystkich zdarzeń dał radę jakimś cudem dotrzeć do stacji i nawet załapał się na nocny do Londynu, chociaż najpierw kazano mu pozbyć się szkła z kurtki, bo "stwarzał niebezpieczeństwo dla innych użytkowników pociągu." Na tym zresztą kłopoty się nie skończyły, bo wydał resztki oszczędności na bilet... A to oznaczało, że ani nie miał co jutro pić, ani nie miał za co sobie czegoś kupić. Siadając przy oknie w pustym przedziale po głowie krążyła mu już tylko jedna, grobowa myśl. Cholibka... Będę musiał napisać do rodziny.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alfred Trelawney (1527)




Wiadomości w tym wątku
[01.09.1972] To drzewo niepokojąco się zbliża...|| Lelek Wróżebnik - przez Alfred Trelawney - 22.01.2025, 02:27
RE: [01.09.1972] To drzewo niepokojąco się zbliża...|| Lelek Wróżebnik - przez Alfred Trelawney - 22.01.2025, 02:49
RE: [01.09.1972] To drzewo niepokojąco się zbliża...|| Lelek Wróżebnik - przez Alfred Trelawney - 22.01.2025, 03:11

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa