Pamiętał doskonale czym jest sławetna gastro faza przy alkoholu, a i po alkoholu. Odczucie na tyle nieprzyjemne, a znowu przyjemne jak można było coś wszamać, że porywając na niezapowiedzianą wyprawę na popijawę nie zamierzał przyjść z pustymi rękoma. To jest - bez dodatku do kupionego miodu. Smirknął z zadowolenia (z samego siebie), chociaż nie - nie miał zamiaru jej "tuczyć", jak to powiedziała. Co by nie mówić Victoria wyglądała i prezentowała się rewelacyjnie. Miała naprawdę piękną figurę i była wysportowana. No ale w końcu była aurorem. Widzieliście kiedyś grubego aurora? Co najwyżej w sekretariacie, w biurze.
- Jak będziesz już tłuściutka jak świnka to wtedy cię zjem. - Zatarł jeszcze rączki, trzymając teraz whisky pod pachą, żeby na pewno wyglądać jak główny zły bohater książki dla dzieci, co nocą wykrada dzieciom ciasteczka. Iii mamy to, z opóźnieniem, ale do niej dotarło. Nie było żadnego "o nie!", albo "nie ma mowy!", czy czegoś w tym guście. Sauriel obrócił się, by przejść parę kroków tyłem, ale mieć przy okazji baczenie na minę Victorii. Na to, czy się nie rozmyśla. Zmiana planów mogła być szybka i gładka. Mogli iść gdziekolwiek. - A czemu nie? - Rozłożył ręce w pytającym geście. Bo tak, nie stała za tym żadna głębsza, filozoficzna myśl. Po prostu siedział sobie któregoś dnia i miał takie "a co by tu porobić"... i wtedy nadeszło objawienie. - Mogą nas szukać wszędzie, no ale na cmentarz nie zajrzą. - Popukał się palcem w skroń sugerując, że za tym jednak kryła się o wiele głębsza i bardziej genialna myśl od randomowej propozycji. Nie kryła.
- Co tam? Nigdy nie imprezowałaś na cmentarzu? - Pytanie w zasadzie retoryczne, bo był pewien, jaką odpowiedź usłyszy. Że nie. W ogóle wątpił, żeby Victoria kiedykolwiek 'imprezowała w plenerze'. - Ciastka są po to, żebyś zaraz nie marudziła, że głodna jesteś. - Gdzie o tej godzinie by sklepu szukali? Chyba by robili akcję włamywania się z powrotem do czyjegoś domu, żeby się najeść. I tak się ich rodzice dowiedzą, że nie przyszli, no bo przecież była rezerwacja na nazwisko Sauriela i pewnie będzie się restauracja kontaktowała, dlaczego goście nie przyszli, albo "czy przyjdą jeszcze".
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.