28.01.2023, 15:06 ✶
Jak doskonale znała smak życia, w którym ledwo starczało do pierwszego. Jej matka nigdy nie zarabiała dużo, nie mają ani koneksji, ani nie osiągając wybitnych wyników w szkole, które zapewniłyby jej jakieś ważne stanowisko. Dodając do tego nieślubną córkę, którą była Vior, łatwo można było się domyślić, że sytuacja finansowa ich małej rodziny nie kształtowała się za wybitnie. Szczególnie gdy odeszli rodzice Ralitsy i zostały ze wszystkim we dwie.
Właśnie to popchnęło ją w nieciekawe towarzystwo. Z którego jako tako się wyplątała, zdobywając nie tak źle płatną pracę, choć wiele odruchów, przyzwyczajeń i problemów z nią zostało.
Szkoda, że miało to dziś doprowadzić do względnie niezręcznej sytuacji. Nie, żeby była to jej pierwsza podobna.
Pokiwała z uznaniem głową, zauważając, że siedząca przed nią kobieta chyba czuła się lekko nieswojo. Nie lubiła, gdy ludzie nie potrafili się przy niej zachowywać naturalnie, nie znała jednak jej na tyle, by wiedzieć, w jaki sposób rozluźnić atmosferę. Trzymała się więc tematów quidditcha i interesów.
- Wspaniale to słyszeć, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wam dalej kibicować. Liczę na same dobre mecze, choć podejrzewam, że innych nie rozgrywacie - ot, trochę słodzenia nigdy nikomu nie zaszkodziło. Co z tego, że ostatni mecz widziała jeszcze w Hogwarcie.
Rozpromieniła się jednak szczerze, gdy tylko Mackenzie postanowiła przejść do ich głównego punktu spotkania. Niemal natychmiast Vior sięgnęła po obszerną, dość ciężką walizkę. Z lekkim tąpnięciem położyła ją na stolik, zostawiając mało miejsca na ewentualne talerze, które jeszcze na razie do nich nie dotarły.
- Och, kolekcja składa się z dwóch głównych motywów, jakbym to nazwała. Jedna jej cześć składa się z biżuterii ogólnie związanej z quidditchem, druga zaś jest poświęcona konkretnym drużynom. Ogólnie całość opiera się na biżuterii pozłacanej lub posrebrzanej, w zależności od możliwości klienta oraz ewentualnych preferencji. Brak w niej diamentów, rubinów czy innych dużych kamieni, istnieją jednak edycje limitowane z cyrkoniami. Ogólnie zamysł jest taki, by nie była zbyt krzykliwa, raczej prosta i z klasą - tak właśnie widzę ozdoby, które mogliby nosić sportowcy - mówiła, powoli otwierając walizkę. Ułożone zostały w niej dwie specjalne przegrody na ozdoby, jedna na drugiej. Na razie mogły podziwiać tylko jedną. Greengrass mogła zauważyć kolczyki w kształcie zniczy i mioteł, ten drugi motyw królował także na bransoletkach. Pyszniły się także tematyczne wisiorki, spinki do krawatów, a także proste broszki. W głównym miejscu walizki jednak widniała sporej wielkości zawieszka w kształcie kufra.
- Otwórz ją - zaproponowała wyraźnie podekscytowana kobieta. Był to przedmiot, który miał być dostępny tylko na zamówienie. W kufrze bowiem po otworzeniu miały prezentować się wykonane z kryształu kafle i tłuczki, a także, po otworzeniu specjalnych drzwiczek, wykonany ze szczerego złota znicz, który po otwarciu wykonywał kółeczka woków wisiorka. Niemalże idealna miniaturowa kopia sprzętu zwykle używanego do przechowywania magicznych piłek.
Właśnie to popchnęło ją w nieciekawe towarzystwo. Z którego jako tako się wyplątała, zdobywając nie tak źle płatną pracę, choć wiele odruchów, przyzwyczajeń i problemów z nią zostało.
Szkoda, że miało to dziś doprowadzić do względnie niezręcznej sytuacji. Nie, żeby była to jej pierwsza podobna.
Pokiwała z uznaniem głową, zauważając, że siedząca przed nią kobieta chyba czuła się lekko nieswojo. Nie lubiła, gdy ludzie nie potrafili się przy niej zachowywać naturalnie, nie znała jednak jej na tyle, by wiedzieć, w jaki sposób rozluźnić atmosferę. Trzymała się więc tematów quidditcha i interesów.
- Wspaniale to słyszeć, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wam dalej kibicować. Liczę na same dobre mecze, choć podejrzewam, że innych nie rozgrywacie - ot, trochę słodzenia nigdy nikomu nie zaszkodziło. Co z tego, że ostatni mecz widziała jeszcze w Hogwarcie.
Rozpromieniła się jednak szczerze, gdy tylko Mackenzie postanowiła przejść do ich głównego punktu spotkania. Niemal natychmiast Vior sięgnęła po obszerną, dość ciężką walizkę. Z lekkim tąpnięciem położyła ją na stolik, zostawiając mało miejsca na ewentualne talerze, które jeszcze na razie do nich nie dotarły.
- Och, kolekcja składa się z dwóch głównych motywów, jakbym to nazwała. Jedna jej cześć składa się z biżuterii ogólnie związanej z quidditchem, druga zaś jest poświęcona konkretnym drużynom. Ogólnie całość opiera się na biżuterii pozłacanej lub posrebrzanej, w zależności od możliwości klienta oraz ewentualnych preferencji. Brak w niej diamentów, rubinów czy innych dużych kamieni, istnieją jednak edycje limitowane z cyrkoniami. Ogólnie zamysł jest taki, by nie była zbyt krzykliwa, raczej prosta i z klasą - tak właśnie widzę ozdoby, które mogliby nosić sportowcy - mówiła, powoli otwierając walizkę. Ułożone zostały w niej dwie specjalne przegrody na ozdoby, jedna na drugiej. Na razie mogły podziwiać tylko jedną. Greengrass mogła zauważyć kolczyki w kształcie zniczy i mioteł, ten drugi motyw królował także na bransoletkach. Pyszniły się także tematyczne wisiorki, spinki do krawatów, a także proste broszki. W głównym miejscu walizki jednak widniała sporej wielkości zawieszka w kształcie kufra.
- Otwórz ją - zaproponowała wyraźnie podekscytowana kobieta. Był to przedmiot, który miał być dostępny tylko na zamówienie. W kufrze bowiem po otworzeniu miały prezentować się wykonane z kryształu kafle i tłuczki, a także, po otworzeniu specjalnych drzwiczek, wykonany ze szczerego złota znicz, który po otwarciu wykonywał kółeczka woków wisiorka. Niemalże idealna miniaturowa kopia sprzętu zwykle używanego do przechowywania magicznych piłek.