23.01.2025, 23:00 ✶
Te jego krzyki były melodią dla jego uszu. Rozkosznym, syrenim śpiewem, który mamił i otaczał jego umysł miękkim kokonem. Drgania strun głosowych Charlesa gdy tracił nad sobą panowanie były tak pociągające, że niemalże zapomniał, kto właśnie leży pod nim i próbuje się uwolnić i omalże się nie zapomniał. Roześmiałby się znowu na te krzyki, gdyby nie kolejny ruch Mulcibera. Tym razem jednak coś poszło kompletnie nie po jego myśli, bo pudełko z brokatem zamiast wedrzeć się w oczy Rodolphusa: odbiło się od jego czoła z melodyjnym plaśnięciem tylko po to, by rozsypać swoją zawartość na twarz Charliego. Skrzące się drobinki oblepiły twarz leżącego, wdzierając się do nosa, ust i chyba w oczy? Nie widział tego, bo Charles wciąż się szarpał, więc musiał go unieruchomić. Czy to bolało? Nie wiedział, nigdy nie miał brokatu w oczach. Wiedział jednak, że to gówno chole
- Charles, wystarczy! - Lestrange praktycznie nigdy nie krzyczał. Tak było i teraz: mówił podniesionym, donośnym głosem, jednocześnie chwytając Mulcibera za nadgarstki tak, żeby nie machał łapami na oślep jak pojeb. Chciał go unieruchomić, siedział mu na brzuchu w takiej pozycji, że nogi chłopaka nie mogły go dosięgnąć, a dłonie Mulcibera były uniesione nad głową, przytrzymywane mocnym chwytem.
Chciał mu powiedzieć coś jeszcze. Na przykład to, że jest kompletnym idiotą, bo na Nokturnie skończyłby martwy po pięciu minutach. Nie dlatego, że nie wierzył w to, że Mulciber nie był nigdy w sklepie rodzinnym: po prostu zaczepianie kogoś i rzucanie się w taki sposób zawsze kończyło się źle. Teraz nie używali różdżek, na Nokturnie mogliby pierdolnąć mu zaklęciem w plecy. Albo nożem pod żebra, bo wiele męt które wyszły z pizdy matki boskiej nokturnowskiej korzystało z noży i innych kastetów. Mógłby mu też powiedzieć, że po prostu jest pizdą, że dał się tak rozłożyć na łopatki i to przez kogo? Pracownika Departamentu Tajemnic, chuj z tym że regularnie ćwiczącego, ale wciąż - pracownika umysłowego. Ale W KOŃCU Rodolphus się zamknął i zdusił w sobie ten ogień, który osłabł na widok błyszczącej brokatowej twarzy Charlesa. A potem znowu zaczął się śmiać: z tym już, że nie z drwiną. Nie mógł nie zareagować, gdy cała jego otoczka powściągliwego pana dojrzałego była stłuczona przez bójkę, którą sprowokował Charles. Nie był w stanie tak szybko wrócić do roli - nie gdy jebany Mulciber miał na sobie jebany brokat.
- Miał być róż na policzkach, nie brokat na powiekach.
- Charles, wystarczy! - Lestrange praktycznie nigdy nie krzyczał. Tak było i teraz: mówił podniesionym, donośnym głosem, jednocześnie chwytając Mulcibera za nadgarstki tak, żeby nie machał łapami na oślep jak pojeb. Chciał go unieruchomić, siedział mu na brzuchu w takiej pozycji, że nogi chłopaka nie mogły go dosięgnąć, a dłonie Mulcibera były uniesione nad głową, przytrzymywane mocnym chwytem.
Chciał mu powiedzieć coś jeszcze. Na przykład to, że jest kompletnym idiotą, bo na Nokturnie skończyłby martwy po pięciu minutach. Nie dlatego, że nie wierzył w to, że Mulciber nie był nigdy w sklepie rodzinnym: po prostu zaczepianie kogoś i rzucanie się w taki sposób zawsze kończyło się źle. Teraz nie używali różdżek, na Nokturnie mogliby pierdolnąć mu zaklęciem w plecy. Albo nożem pod żebra, bo wiele męt które wyszły z pizdy matki boskiej nokturnowskiej korzystało z noży i innych kastetów. Mógłby mu też powiedzieć, że po prostu jest pizdą, że dał się tak rozłożyć na łopatki i to przez kogo? Pracownika Departamentu Tajemnic, chuj z tym że regularnie ćwiczącego, ale wciąż - pracownika umysłowego. Ale W KOŃCU Rodolphus się zamknął i zdusił w sobie ten ogień, który osłabł na widok błyszczącej brokatowej twarzy Charlesa. A potem znowu zaczął się śmiać: z tym już, że nie z drwiną. Nie mógł nie zareagować, gdy cała jego otoczka powściągliwego pana dojrzałego była stłuczona przez bójkę, którą sprowokował Charles. Nie był w stanie tak szybko wrócić do roli - nie gdy jebany Mulciber miał na sobie jebany brokat.
- Miał być róż na policzkach, nie brokat na powiekach.