25.01.2025, 00:37 ✶
Gołąb dostarczający list był wyraźnie, wyjątkowo, DOBITNIE zdenerwowany. Jeśli ktoś mu się przyjrzał to mógł zauważyć, że biednemu lata powieka w jednym oku ze złości. Adresatka tego listu nie mogła tego wiedzieć, ale najpewniej chodziło o to, że Bobkowi BARDZO nie spodobała się instrukcja "Zanieś mi to do najbliższego Trelawneya, ALE nie do Peregrinusa, bo już od niego wziąłem pieniądze i weźmie mnie za naciągacza!", równie mocno co nagłe wysyłanie listów po dekadach zbijania bąków.
Drogi krewniaku tudzież krewniaczko!
Z tej strony nikt inny niż Alfred Trelawney, egzorcysta, medium, filozof, myśliciel, bezdomny, oraz od niedawna to jest jednego dnia - okradziony mieszkaniec Nokturnu! Wiem, że dawno, to jest nigdy się nie odzywałem mimo że mogłem, ale głupio mi było w wieku dwudziestu lat naprawiać relacje z rodziną, która mnie nie znała. Wiecie jak to jest, Nokturn bardzo szybko uczy liczyć tylko na siebie.
No ale tak się składa, że ktoś na tym Nokturnie podstępem wcisnął mi w ręce przeklętego skrzata. I tak się składa, że ten skrzat, zaraz po tym jak zaatakował mnie boleśnie i znienacka (nie martwcie się, znienacek przeżył(hehe, dobre, nie?))wykorzystał moje dobre serce, które chciało się z nim pogodzić... I ukradł mi ciuchy! To jest, zaczarował mnie, łachudra jedna, i mam jakieś dziwne skrzacie ciuchy, przez które wieje tak, że mi cholibka w kościach trzeszczy! Nie mam żadnych ciuchów na zmianę, więc z bólem błagam o jakiś ratunek. Jeśli list ten dotarł do jakiegoś mojego krewnego o dobrym sercu, mam nadzieję na wiadomość zwrotną o możliwym spotkaniu - przyjmę wszystko, nawet rzeczy przeżarte przez mole. Po prostu muszę jakoś przeżyć jesień. W odpłacie obiecuje pomóc z wszelakimi duchowymi problemami. Znam również najlepszych bimbrowników Nokturnu.
PS. Przeczytałem ten list jeszcze raz i doszło do mnie, że może dojść do nieporozumienia - chodzi o skrzata ogrodowego. Figurę taką.
03.09
Drogi krewniaku tudzież krewniaczko!
Z tej strony nikt inny niż Alfred Trelawney, egzorcysta, medium, filozof, myśliciel, bezdomny, oraz od niedawna to jest jednego dnia - okradziony mieszkaniec Nokturnu! Wiem, że dawno, to jest nigdy się nie odzywałem mimo że mogłem, ale głupio mi było w wieku dwudziestu lat naprawiać relacje z rodziną, która mnie nie znała. Wiecie jak to jest, Nokturn bardzo szybko uczy liczyć tylko na siebie.
No ale tak się składa, że ktoś na tym Nokturnie podstępem wcisnął mi w ręce przeklętego skrzata. I tak się składa, że ten skrzat, zaraz po tym jak zaatakował mnie boleśnie i znienacka (nie martwcie się, znienacek przeżył(hehe, dobre, nie?))wykorzystał moje dobre serce, które chciało się z nim pogodzić... I ukradł mi ciuchy! To jest, zaczarował mnie, łachudra jedna, i mam jakieś dziwne skrzacie ciuchy, przez które wieje tak, że mi cholibka w kościach trzeszczy! Nie mam żadnych ciuchów na zmianę, więc z bólem błagam o jakiś ratunek. Jeśli list ten dotarł do jakiegoś mojego krewnego o dobrym sercu, mam nadzieję na wiadomość zwrotną o możliwym spotkaniu - przyjmę wszystko, nawet rzeczy przeżarte przez mole. Po prostu muszę jakoś przeżyć jesień. W odpłacie obiecuje pomóc z wszelakimi duchowymi problemami. Znam również najlepszych bimbrowników Nokturnu.
PS. Przeczytałem ten list jeszcze raz i doszło do mnie, że może dojść do nieporozumienia - chodzi o skrzata ogrodowego. Figurę taką.
Zmęczony ciągłymi atakami ze strony jego życia,
Alfred T.
Alfred T.