Odpowiadanie na wszystkie pytania, które krążyły w głowie panienki Lestrange byłoby bardzo zabawne i aż szkoda, że ich nie zadawała. Były jak porozrzucane przez dzieciaka, kolorowe klocki na podłodze przed jego nogami. Siedział na krześle, noga założona na nogę i lekko machał tą jedną czekając, aż ktoś się zainteresuje. A kiedy już się zainteresuje, to zaczynała się prawdziwa zabawa. Klocki nie były po to, żeby sam je układał. Ułożył je tyle razy - ile można? Za to mógł instruować innych, jak je składać. Do tego tylko należało mieć predyspozycje - chociażby bilet wstępu na ten plac zabaw, bo nie każdy był wpuszczany, a jeśli się prześlizgnął to Sauriel gotów był spuścić ze smyczy psy strażnicze. Pogonić ciekawskiego. W gruncie rzeczy Sauriel lubił, jak się nim interesowało.
- Oo tak, mniaam. Te fałdki tłuszczu, mmmm... - Przymrużył oczy i oblizał lubieżnie kły, klepiąc się po brzuszku. Niestety nie miał dumnego, piwnego bebzola, więc efekt nie był aż tak dobry, jak być powinien. Nigdy nie próbował doczepiać się szyi... tłuściochów. Jakoś automatycznie rujnowali jego apetyt. Na szczęście też nie było ich zbyt wielu, a przynajmniej on zbyt wielu takowych nie widywał. Każdy wampir miał w gruncie rzeczy inaczej - dla niego była to kwestia powiązana z uczuciami. Grubi ludzie wzbudzali odczucia zaś odpychające.
Gdyby zaginęli na parę dni to by ich szukali, ale tak? Nie zamierzał jej nigdzie porywać - tej niemądrej panienki, która nocą szła z wampirem na cmentarz, ha! Nie zamierzał też robić jej krzywdy. Chciała mu ufać - i mogła mu zaufać... do pewnego stopnia. Do tego, w którym nawet on samemu sobie nie ufał. I nie chodziło wcale o wampiryzm. Poznał już swoje granice, możliwości, dbał o to, żeby nie chodzić głodnym. Dziwki były jego stałym smakołykiem. Albo raczej najprostszym rozwiązaniem.
- Nuda. - Podsumował jej sabaty i balety. - Nigdy nie lubiłem tych napuszonych baletów. - Nie musiał raczej tego mówić, tak mu się wydawało, bo to zdawało się rozumieć samo przez się. - A myślisz że w twoim przegranym zakładzie to o kim myślałem? O sobie? No, może trochę na początku. Sprawdzałem czy dam radę cię podkurwić. - Ale tak troszeczkę-troszeńkę, bo to w końcu uważał za całkowicie niegroźne żarty.
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Przed siebie. Wybierz sobie jakąś ławeczkę. - Więęęc noope! Nie szli w żadne konkretne miejsce, do żadnej rodziny, babki, ciotki czy innego znajomego. Był taki jeden grób, który Sauriel odwiedzał. Grób jego przyjaciela, Fineasa i zarazem członka rodziny. Ale to nie był temat na teraz ani nawet na dziś. Jedna z wielu poniesionych strat.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.