- Uuu, kobieta z jajami. - Nie było tego widać, ale było zdecydowanie słychać w jego zmodyfikowanym przez maskę głosie - uśmiech. Szeroki uśmiech, który pokazywał jego kły, kiedy tak bardzo, ale to bardzo doceniał to, jak Annaleigh pyskowała do Roberta. Gdyby tylko miał serduszko to uskuteczniałoby właśnie ono doki doki i przyśpieszało radośnie, unosząc mu motylki w brzuchu. Niekoniecznie z miłości do tejże medyczki. Tak, to była ruchliwa okolica i tak - zgadzał się, że mogli być ciszej. Tak już po fakcie się zastanawiając. Z drugiej strony czy nie liczyła się pokazówka? Dla Śmierciożerców chyba tak, a dla niego to było w gruncie rzeczy obojętne. Podobała mu się. Annaleigh mu się naprawdę spodobała, tak ze swojego surowego i ciętego żyletką wyglądu, który już na wstępie mówił, że kobieta ma pazur i że nie chowa tychże pazurów... chyba że w jakichś specjalnych okazjach i dalej - z charakteru. Chociaż może to być trochę spowodowane tym, że chyba każdy, kto pyskował do Roberta, mu się podobał. Po tym roku współpracy mógł wręcz powiedzieć, że uwielbiał każdego, kto mu pyskuje! Jaka tylko szkoda, że niektórzy musieli pozostać w jednej całości, kiedy to robili. No ale nic, jak to powiedziała kiedyś jedna cyganka, która postanowiła mu powróżyć. - Nie, nie, nie krępuj się. Kontynuuj. - Zachęcił Ann, kiedy pojawił się od Mulcibera komentarz, że powinna wiedzieć, kiedy się ugryźć w język. Każdy powinien to wiedzieć. Po prostu nie każdy zdawał sobie z konsekwencji tego, co się stanie, jeśli ten język nie będzie powstrzymywany przed dalszymi komentarzami. A Saurielowi nigdy nie było szkoda dodatkowej chwili na odrobinę rozrywki.
Całe szczęście, że proces pakowania i pisania listu był krótki i sprawny, bo Sauriel zacząłby tutaj przebierać nogami, albo bujać się z palców na pięty. Wydawałoby się, że z biegiem czasu człowiek powinien nabierać manier czy coś takiego... a z biegiem czasu Sauriel był coraz bardziej, żeby nie powiedzieć, bezczelny. I humorzasty. Tak to bywa, kiedy już wyczujesz swoją pozycję i kiedy sobie na to pozwalasz, bo oprócz swoich humorków spisujesz się na medal. Nie, na stróża to się Rookwood nie nadawał, zniósłby jajko, wykluł z niego smoka i napuścił tego smoka na to, co ma pilnować, tylko po to, żeby przestać się nudzić. Mniej więcej takimi drogami chodził jego umysł. Nie był wielkim pisarzem, nie znał Ann, więc nie wiedział nawet, czy może w tym, co napisała, nie krył się jakiś super tajny kod - ale tak, przeszło mu to przez myśl. I tak, czytając to, co pisała, prowizorycznie sprawdzał jakieś podstawowe kombinacje logiczne, które przychodziły mu do głowy. Wyglądało jednak rzetelnie. Bezpiecznie.
- Dobra dziewczynka. - Pochwalił ją - jak psa - i brakowało tylko, żeby wyciągnął rączkę i zmierzwił jej włosy. Ale nie - nie zrobił tego. Odszedł od jej biurka, ale nie pokazując jej pleców. Oj nie, nie! Lubił swoje plecki i nie miał zaufania do obcej niewiasty z różdżką pod ręką, żeby to robić, nawet jeśli obok był Mulciber. Refleksowi staruszka, tak swoją drogą, też niezbyt ufał. Dlatego w końcu przyklejał się do jego pleców. Jak był Mózg, to musiał być i Pinky.
Przeszedł więc w stronę Roberta, nie wykazując się dżentelmeństwem z propozycją, że poniesie Ann torbę i dotknął papierośnicy. A potem tylko był rad, że jego żołądek był pusty, bo jednak by wszystko wyrzygał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.