Jeszcze wyżej podciągnął te brwi, kiedy usłyszał, że nie chce, by był słodki dla innych. Tak jakby mu to groziło..? W zasadzie - chyba groziło. W końcu była na przykład taka Nora, tak? Wszystko wydawało się mieć jednak zupełnie inne odcienie, kiedy dzielona była kreska między światem a tym, co działo się w tym malutkim świecie między nim a Victorią. I tak, nie było tutaj znamion wrażenia pierwszego razu, ale pewnie długo jeszcze przyjdzie mu się przyzwyczajać do tego, że używała takiego słowa klucza w odniesieniu właśnie do niego.
Może i porzucił ścieżkę głębokiego zrozumienia społeczeństwa i zaczął lać zimnym moczem na konwenanse towarzyskie i w większości na to, co inni pomyślą, ale nie był aż takim ignorantom, żeby wiedzieć, że czasem warto się zamknąć. Na przykład - właśnie teraz. Zostawić komentarz tylko w formie lekkiego smirka i tyle. Bo co, miał jej mówić, że nie będziesz mnie ograniczać!, albo może coś w stylu: wiesz, no niby spoko, ale Nore też lubie... Och zgrozo, jakżeby to fatalnie zabrzmiało! Gdyby był sprytniejszy i bardziej mu się chciało, to na pewno znalazłby mądre zdanie, które nie brzmiałoby od razu jak policzek w twarz. Bo to nie były żadne wielkie mecyje, lubił taką Norę, lubił Loraine, uwielbiał Maeve. Czy któraś z nich by go słodkim nazwała - tego nie wiedział, ale z każdą z tych pań jego relacja była, poniekąd, inna. Tymczasem genialne zdania, które mu do łba przychodziły, nie były w żadnej mierze odpowiednio oddające ten fakt. Przy kobietach lepiej za dużo nie mówić o innych kobietach, o. Przynajmniej kiedy te relacje schodziły głębiej niż "typiara ma dobrą kawiarnie".
W pewnym stopniu powiedzenie, że Joseph trochę zaspokoił ciekawość było tak niepokojące jak i ściągające kawałek ciężaru. Część ciekawości, poniekąd zaspokoił, trochę... czasami takie rzeczy sprawiały, że apetyt na więcej rósł. Z jednej odpowiedzi rodziło się pięć kolejnych pytań. Najważniejsze było to, że nie naciskał. I miał nadzieję - nie wyciągnął żadnych dziwnych wniosków. Błędnych. Albo prawidłowych?
- Ble ble ble... - Wywrócił oczami i ułożył palce w formę dziubka - poruszał nim parę razy do świętego oburzenia, którym uniosła się Victoria. - Staruch ma styl z zeszłej epoki. Albo i nawet nie. Wiesz, jak ciężko jest kurwa zedrzeć tapety? - Ciężko powiedzieć, żeby Joseph był zachwycony tym, co się działo w tym pokoju, ale poza niezadowolonymi minami, dziwnymi i wymownymi westchnięciami, albo uniesieniem jednej brwi - niczego nie mówił. Dobra, może nie "niczego". Pojedyncze komentarze się przewijały.
2 piętro było w zasadzie do dyspozycji Sauriela. Może poza biblioteczką, która się tutaj znajdowała, a która dostała zakaz ruszania jej. To jest - użytkowanie jak najbardziej, ale niekoniecznie przekładania czegokolwiek. Sauriel wolał nie wciskać kija w mrowisko. Ale sam pokój wampira był faktycznie aktualnie ruderą. Poobdzierane ściany, pudła stojące pod pokojem i w samym pokoju, nierozpakowane, samotna kanapa wywleczona ewidentnie z jego piwnicy z domu i ten stolik kawowy. Przynajmniej panele się ostały, ale teraz i tak walały się po nich gazety - w końcu to wszystko teraz trzeba pomalować.
- Tadaaa! Pięknie, co? - Nie musiał kupować chałupy, to pieniądze mógł wtopić w zrobienie sobie swojego małego kąta, który nie będzie piwnicą. Ten pokój już miał okno. - Kiedyś to był pokój gościnny. Chociaż domyślam się, jacy goście tutaj przebywali. - Spojrzał na okno, które co prawda miało solidne, wewnętrzne okiennice. Ale nadal.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.