Odpowiedź "liście do mnie" była tak głupia, że Sauriel uniósł jedną brew, ale już tego nie skomentował. Później się zdąży poobrażać i postrzelać fochy. Takie rzeczy czasami można było odłożyć w czasie.
Odsunął się na razie na bok, żeby pozwolić Victorii robić swoje. Oparł się o ścianę plecami, zaplótł ręce na klatce piersiowej. Przynajmniej nie wyglądał już na osobę, która ma zły humor. Nie wyglądał też na osobę, która ten humor ma dobry. Był za to z całą pewnością uważny. Zastygając w tym całkowitym bezruchu, jak chyba tylko wampiry i ghule potrafiły. W tym - uspokajać Astarotha. Albo wręcz przeciwnie. Jeśli wampir sądził, że pojawią się zapewnienia, że nikomu nic nie zrobi - mylił się. Tak samo się mylił, jeśli sądził, że Sauriel gotów był krzyczeć i się burzyć, że jak tak Victoria mogła robić... albo właściwie tak nie zakładał. W końcu Sauriel nie pokazał mu za wiele swoją osobą, żeby oskarżać go o nadmierną protekcjonalność... poniekąd przynajmniej. Bo przecież chodziło zawsze o to samo - ochronę bliskich. Sauriel był po prostu na tyle arogancki, żeby uważać, że on i Victoria potrafili doskonale o siebie zadbać - i jedne głodne wampirzątko bez różdżki nie będzie stanowiło dla nich wyzwania. I to tyle. Wcale nie chciał, żeby coś jej się stało, ale nie wierzył, żeby cokolwiek tutaj mogło pójść aż tak źle. Tym nie mniej słuchał jej, kiwał głową, kiedy podawała kolejne instrukcje. Plan zapasowy. Zawsze warto go mieć - co innego, że potem działy się dziwne rzeczy i nagle trzeba było działać pod wpływem chwili. Dopasowywać się do sytuacji. Dlatego najlepsze plany były te, które pozostawiały do tego wykazywania się "kreatywnością" dużo przestrzeni. Jak to, co właśnie było mówione.
W końcu odbił się od ściany i odebrał nóż (oglądając go z ciekawością umiarkowaną) i różdżkę, które położył w jedynym prawidłowym miejscu - jak najdalej od Astarotha. Jeszcze tylko mu pokazał jego dobytek i wyraźnie pokazał, gdzie go kładzie. Żeby nie był zaniepokojony, że tutaj jednak odbywa się zamach na jego życie, a nie próba przyniesienia mu pomocy. Chociaż chyba i tak Yaxley był tak zafrasowany, że o własnym bezpieczeństwie nie myślał wcale. Ale może Sauriel źle go oceniał. Cóż, jeśli tak, to przynajmniej coś ich łączyło. Bo czarnowłosy też niekoniecznie o bezpieczeństwie Astarotha myślał. Wrócił do tej dwójki, kiedy Victoria podawała fiolki i przesunął Victorię o krok w tył. Tak, żeby być między nią, a Astarothem, ale jednocześnie nie zasłaniać jej. Trochę z boku, by przynęta była oczywista, jawna i słodko-czerwona. Pobudzająca zmysły i budząca tego potwora, który czaił się w każdym wampirze.
W Astarothcie obudził go natychmiast. Sauriel się temu nie dziwił - kiedy on miał pół roku swojego istnienia to jego reakcje były identyczne.
Sauriel zszedł Astarothowi z drogi, jakby chciał go przepuścić do Victorii, ale to było tylko wrażenie. Zszedł z tej drogi, by złapać go za kołnierz i nie dopuścić go do kobiety.
Akcja nieudana
Czego się jednak definitywnie NIE spodziewał, to że Astaroth będzie tak diabelnie szybki. Więc zamiast tego wyglądało to bardziej jak ich zderzenie się, kiedy Sauriel próbował go uniknąć i zamiast tego przyszły mu oberwać pięścią wampira. Zaparł się nogami... i przestawić ich nogi tak, by przerzucić Astarotha przez siebie i grzmotnąć nim o ziemię.
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.