Odpowiedź na list
Kochany Laurencie,
jak to urodziłeś się innego dnia? Jak to inne imię? Nie rozumiem tego – może dlatego, że nigdy nie opowiadałeś o matce wiele (jakkolwiek nie nazywałbyś Aydayę, dla mnie to zawsze będzie macocha, nie matka), ale sądziłam, że nie byłeś malutkim, bezrozumnym dzieckiem, gdy trafiłeś do Prewettów? Jak więc to możliwe, że nie znasz swojej prawdziwej daty urodzenia czy imienia?
W takim razie… kiedy naprawdę masz urodziny? I jak powinieneś się nazywać?
Co do tego, co jest komu pisane – nie wierzę w coś takiego, jak przeznaczenie. Jasnowidzowie potrafią spojrzeć w niedaleką przyszłość, a i tak się pomylić, co dopiero stanowić o tym, jakie powinno być życie danej jednostki? Zresztą, gdy pozwolić sobie na myśl, że wszystko jest z góry ustalone, to jaki jest sens dalszego istnienia? Naszych wyborów? Woli? Nie odbierajmy sobie wolności, narzucając kaganiec i łańcuchy, za jakie pociąga… kto. Bogowie? Istnieją, ale moim zdaniem obserwują – tylko tyle.
Wybacz sobie. Nie żyj z wiecznym żalem za wszystko, kochanie, bo się zamęczysz. Co do rzeczy, które mają się wydarzyć, a nie wiemy kiedy – możemy się tylko przygotować, by nie uderzyły tak mocno, jak mogłyby. Pewnie na jesień zdecyduję się zainwestować w lakier przeciwogniowy do domu. Może też weź to pod uwagę? I eliksiry.
Zawsze uważam. Ale Ty powinieneś uważać bardziej, bo chociaż to ja byłam w Limbo i nie uklęknęłam przed Voldemortem, to na Ciebie się uwzięli ludzie, nie na mnie.