Przewróciła oczami widząc jak się jej drogi kuzyn kłania... Ale dosłownie chwilę później z jej ust wydobył się stłumiony chichot. Nie potrafiła się gniewać długo, a już na pewno nie na swoich krewniaków. Czy była w tym jakaś nuta nepotyzmu? Pewnie tak, ale zawsze wychowywano ją w duchu, że rodzina jest świętsza od złota goblinów i tylko na własnej krwi można naprawdę polegać. Natomiast nie zgodziłaby się z tym, że wzbudzała postrach? Ona? Przecież to była najbardziej zahukana osoba jaka stąpała po magicznym Londynie. No może w tym biurze czuła się inaczej, ale raczej nie przypisałaby sobie łatki kosy czy kogoś strasznego, wręcz przeciwnie.
- Myślę, że gdyby mieli do czynienia z szanowną Matulą, która jest za ścianą, to wtedy przekonaliby się czym jest prawdziwy strach. Wciąż daleko mi do tej, która wydała mnie na świat. Przecież ona potrafi spojrzeniem zamrozić każdego delikwenta, nawet takiego co wdrapał się gdzieś wyżej w Wizengamocie albo w biurze aurorów. - Daphne było daleko do takich możliwości, ale każdego dnia uczyła się od najlepszej. Gdyby tylko potrafiła ten cięty język i odwagę stąd przenieść gdzieś poza to biuro, pewnie byłaby o wiele bardziej spełniona w swoim życiu. Nadal cieszyła się, że jest takie miejsce, chociaż jedno, gdzie czuje się sprawcza i silna.
- Oj już mi nie schlebiaj, byle pochlebstwo nie sprawi, że będę łaskawsza. - Spojrzała na niego spode łba, by następnie skierować wzrok na otwartą księgę rozliczeń. - Ale fakt, że jak się ładnie do swojej kuzynki uśmiechniesz, to dużo rzeczy można załatwić. W końcu znamy ten szlachetny język gestów przekazywany z pokolenia na pokolenie. - Sama posłała mu szelmowski uśmieszek, bo jednak koszty pozyskiwania śmieci nie były wygórowane, choć grzebanie w mugolskim śmietniku powinna pozostać pracą dla mugolaków. A najlepiej, gdyby mugolacy pozostawali w swoim mugolskim świecie i nie zaśmiecali tego miejsca swoją obecnością.
- Zmieniasz? To gratuluję? Bo raczej bierzesz jakiś lepszy wydział niż babranie się w ich śmieciach, prawda? - Wpatrywała się w niego ze szczerym zainteresowaniem, licząc że udało mu się wyrwać z tego bagna. Przecież miał odpowiednie kwalifikacje, by być kimś znacznie ważniejszym niż tylko pracownikiem biura transportu. Tworzenie świstoklików oczywiście było odpowiedzialną pracą, ale no przecież był jednym z Lestrange. Mógł sięgnąć o wiele wyżej i zapisać swoje nazwisko złotymi zgłoskami w tym przybytku.
Podniosła się z krzesła, by przyłożyć pergamin od Louvaina do księgi, a z pomocą różdżki wkleiła stronę do całości. Przyjrzała się jeszcze wadze, a następnie zaczęła uzupełniać kolejne kolumny dziwnymi cyframi, a następnie większymi liczbami. Później tylko dodała pieczątkę z datą i podpisała się pod sprawozdaniem. Przeszła do następnej kartki, która wydawała się być nieco inna od pozostałych stron. Odcięła ją zaklęciem przecinającym i uzupełniła swoim podpisem.
- W głównej mierze to wynagrodzenia, nic ciekawego. Nie ma tutaj kosztów związanych z promowaniem świstoklików, chyba że wymyślą coś lepszego niż mugolskie śmieci. Natomiast na to się nie zapowiada, a byłoby miło. - Bo nie zawsze jest czas oczyścić się z kontaktu ze zniszczonym, mugolskim butem. Bleh, śmierdzące i obrzydliwe! Że też czarodzieje dalej nie wymyślili czegoś lepszego? Doprawdy, należało to kiedyś zmienić.