27.01.2025, 22:22 ✶
Czy Brenna była za mało dojrzała na pracę w Brygadzie? A gdzie tam. Wszyscy oni zaczynali przecież w podobnym wieku i nikt nie narzekał. Twardym trzeba być, nie miękkim? Niewiele od niej starszych studentów zabierano przecież rutynowo na sekcje zwłok, to i ona z pewnością z trupem mogła sobie dać radę. Choć wykładać to Elise Woody niekoniecznie miał ochotę. Ale Jeremiah powinien. Tak, to zadanie dla ojca-brygadzisty.
Jak można się domyślać, detektyw nie protestował, gdy Brenna zdecydowała, że zostaje. Ostatni raz rzucił okiem na trupa, pozłorzeczył coś pod nosem na to, że tylko dodatkowa robota z tego będzie, po czym wspiął się po drabince w górę i poszedł nadać pilną wiadomość.
Dziewczyna została w piwniczce sama. Od laboratorium padało przez właz światło, na biurku Doktora jarzyła się słabo lampka — ciemności nie musiała się więc obawiać. Było też cicho. Poza podłogą trzeszczącą nad jej głową pod wpływem kroków wuja, nie zakłócał spokoju żaden szmer. Wyglądało na to, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Różdżka rzeczywiście znajdowała się między fałdami wymiętej szaty staruszka. Po udanym czarze Brenny wysunęła się i potoczyła powoli po podłodze wprost pod nogi kadetki.
Było to rozsądne, ponieważ intuicja jej nie zawiodła. Choć przez pierwszych kilka chwil czuwania nic się nie działo, nagle klapa piwniczki opadła z głośnym łupnięciem, odcinając dziewczynę od reszty domu. Podczas tego zamieszania ciało Doktora ożyło, jego członki nabrały niespodziewanej żwawości i kościsty staruszek zerwał się na równe nogi. Zamaszystym ruchem przewrócił swoją stację roboczą, a wszystkie stojące na niej kolby i zlewki strzaskały się w drobny mak. Z rozlanej na podłogę zawartości uniosły się gęste, zielonkawe opary, które rozpełzły się po całym pomieszczeniu.
— Nie marnuj oddechu, dziecko — rzekł starzec, wycofując się w głąb pracowni. Brzmiał jak ktoś, kto szczerze nie chce być zmuszony do ostateczności, ale jest na nią gotów. Obserwował Brennę zapadniętymi, wodnistymi oczami, lecz nie przeszkodziło mu to na pamięć odnaleźć palcami pokrętła palnika, który buchnął fioletowym płomieniem. — Deportuj się teraz, jeśli chcesz stąd wyjść o własnych siłach. Lada chwila będzie za późno.
Ręce doktora na ślepo zaczęły zabierać papiery z blatów.
Jak można się domyślać, detektyw nie protestował, gdy Brenna zdecydowała, że zostaje. Ostatni raz rzucił okiem na trupa, pozłorzeczył coś pod nosem na to, że tylko dodatkowa robota z tego będzie, po czym wspiął się po drabince w górę i poszedł nadać pilną wiadomość.
Dziewczyna została w piwniczce sama. Od laboratorium padało przez właz światło, na biurku Doktora jarzyła się słabo lampka — ciemności nie musiała się więc obawiać. Było też cicho. Poza podłogą trzeszczącą nad jej głową pod wpływem kroków wuja, nie zakłócał spokoju żaden szmer. Wyglądało na to, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Różdżka rzeczywiście znajdowała się między fałdami wymiętej szaty staruszka. Po udanym czarze Brenny wysunęła się i potoczyła powoli po podłodze wprost pod nogi kadetki.
Było to rozsądne, ponieważ intuicja jej nie zawiodła. Choć przez pierwszych kilka chwil czuwania nic się nie działo, nagle klapa piwniczki opadła z głośnym łupnięciem, odcinając dziewczynę od reszty domu. Podczas tego zamieszania ciało Doktora ożyło, jego członki nabrały niespodziewanej żwawości i kościsty staruszek zerwał się na równe nogi. Zamaszystym ruchem przewrócił swoją stację roboczą, a wszystkie stojące na niej kolby i zlewki strzaskały się w drobny mak. Z rozlanej na podłogę zawartości uniosły się gęste, zielonkawe opary, które rozpełzły się po całym pomieszczeniu.
— Nie marnuj oddechu, dziecko — rzekł starzec, wycofując się w głąb pracowni. Brzmiał jak ktoś, kto szczerze nie chce być zmuszony do ostateczności, ale jest na nią gotów. Obserwował Brennę zapadniętymi, wodnistymi oczami, lecz nie przeszkodziło mu to na pamięć odnaleźć palcami pokrętła palnika, który buchnął fioletowym płomieniem. — Deportuj się teraz, jeśli chcesz stąd wyjść o własnych siłach. Lada chwila będzie za późno.
Ręce doktora na ślepo zaczęły zabierać papiery z blatów.
piw0 to moje paliwo