28.01.2025, 14:34 ✶
Z asortymentu dostępnego w barku Jonathana Woody ostatecznie wyłowił butelkę whisky. Czy to połączenie dusz? Czy to niespodzianie otwarte trzecie oko? Nie, to po prostu metagaming. Tarp rozpieczętował flaszkę i polał z niej do połowy kubka po piwie. Skosztował: co za miła odmiana względem rejwachowego syfu. Choć przyznać trzeba, że nie robiło mu już na tym etapie różnicy, czym się upodli. Usłyszawszy wołanie z piętra, wcisnął butelczynę pod pachę i podśmiewając się pod nosem, ruszył na spotkanie Selwynowi. Po drodze minął Warłama, który również nie próżnował, zajęty był bowiem pałaszowaniem jakiejś egzotycznej roślinki Jonathana. Na zdrowie.
Woody niekoniecznie spodziewał się zastać Selwyna rozwalonego na podłodze jego własnego gabinetu. Czarodziej aż przystanął na chwilę, przyglądając się temu zjawisku. Ręce opadały.
— Nie potrzebujesz więcej cierpienia. Wyglądasz jak siedem nieszczęść — skwitował, po czym wyminął nieszczęśnika i rozsiadł się w najlepsze w fotelu Selwyna. Golnął whisky, po czym westchnął z politowaniem. — Ty i Morpheus powinniście dostać sądowny zakaz spożywania alkoholu. Co się stało? Dziewczyna cię rzuciła?
Szybko stracił zainteresowanie obrazem nędzy, jaki przedstawiał kolega, i przeszedł do grzebania w rzeczach na jego biurku. Wpadło mu w ręce jakieś pióro, to dla zabawy podpisał bez czytania pierwszy lepszy dokument nazwiskiem Selwyn. Bawił się rozkosznie jak dziecko w piaskownicy, dopóki nie dotarł do kartonika z wymownym napisem: BLEACH. To znalezisko zasiało w nim ziarno zwątpienia. Być może sytuacja była poważniejsza, niż sądził? Na tle jego protekcjonalnego rozbawienia odbiło się po raz pierwszy tego wieczora widmo grozy.
— Nie zamierzałeś wypić wybielacza…? — Spojrzał badawczo na Jonathana. — Nie zamierzałeś, prawda?
To byłoby wyjątkowo kretyńsko-melodramatyczne nawet jak na tego króla dramy od siedmiu boleści. Wystarczyło jednak, aby wzbudzić w Woodym irracjonalną niepewność.
Tarp podniósł kartonik z tubką rozjaśniacza do włosów i pokręcił zdegustowany głową. Aż musiał golnąć raz jeszcze, żeby łatwiej przełknąć plan Selwyna, który zaczynał się przed nim krystalizować. Może i sam był niepomny na wszelkie piękno, lecz na mocy empatii, której — wbrew pozorom — miał wiele, potrafił zauważyć, kiedy było ono istotne dla kogoś innego. Nie, nie zamierzał oszpecać tego debila, niezależnie od pobudek, jakie popchnęły go ku wnioskom, że jest to rozwiązanie jakiegokolwiek problemu.
Woody niekoniecznie spodziewał się zastać Selwyna rozwalonego na podłodze jego własnego gabinetu. Czarodziej aż przystanął na chwilę, przyglądając się temu zjawisku. Ręce opadały.
— Nie potrzebujesz więcej cierpienia. Wyglądasz jak siedem nieszczęść — skwitował, po czym wyminął nieszczęśnika i rozsiadł się w najlepsze w fotelu Selwyna. Golnął whisky, po czym westchnął z politowaniem. — Ty i Morpheus powinniście dostać sądowny zakaz spożywania alkoholu. Co się stało? Dziewczyna cię rzuciła?
Szybko stracił zainteresowanie obrazem nędzy, jaki przedstawiał kolega, i przeszedł do grzebania w rzeczach na jego biurku. Wpadło mu w ręce jakieś pióro, to dla zabawy podpisał bez czytania pierwszy lepszy dokument nazwiskiem Selwyn. Bawił się rozkosznie jak dziecko w piaskownicy, dopóki nie dotarł do kartonika z wymownym napisem: BLEACH. To znalezisko zasiało w nim ziarno zwątpienia. Być może sytuacja była poważniejsza, niż sądził? Na tle jego protekcjonalnego rozbawienia odbiło się po raz pierwszy tego wieczora widmo grozy.
— Nie zamierzałeś wypić wybielacza…? — Spojrzał badawczo na Jonathana. — Nie zamierzałeś, prawda?
To byłoby wyjątkowo kretyńsko-melodramatyczne nawet jak na tego króla dramy od siedmiu boleści. Wystarczyło jednak, aby wzbudzić w Woodym irracjonalną niepewność.
Tarp podniósł kartonik z tubką rozjaśniacza do włosów i pokręcił zdegustowany głową. Aż musiał golnąć raz jeszcze, żeby łatwiej przełknąć plan Selwyna, który zaczynał się przed nim krystalizować. Może i sam był niepomny na wszelkie piękno, lecz na mocy empatii, której — wbrew pozorom — miał wiele, potrafił zauważyć, kiedy było ono istotne dla kogoś innego. Nie, nie zamierzał oszpecać tego debila, niezależnie od pobudek, jakie popchnęły go ku wnioskom, że jest to rozwiązanie jakiegokolwiek problemu.
piw0 to moje paliwo