- Dojebana. - Powtórzył, ale był kontent z reakcji swojej towarzyszki, bo znowu gapił się na magiczne drzewko. - Czy ty też masz ochotę potykać te bombki i je pozrzucać, czy to tylko ja? - Straszne uczucie, taka silna potrzeba, żeby... się przyczaić... zapolować na te... ruszające się chujostwa na gałązce. W aktualnym stanie sam czuł się na tyle oświetlony - i oświecony - że ciemne chmury zostały nieco przegnane znad jego głowy. Mógł tutaj przyjść sam, napić się sam, samemu powiesić bombkę i potem sammeu odjebać szajs. Zrzucając bombki innych. Ale wtedy te chmury nadal by tam były. Nic by się nie zmieniło - może tylko poczucie, że naprawdę jest tutaj sam. Tymczasem - nie był. Nigdy nie był pewien, na ile Maeve go lubił, a na ile... chyba się nad nim litowała. Ale to litowanie się trwało już całkiem długo, co? Jakoś... od samego Hogwartu. Choinka więc mogła sobie błyszczeć - ale oczy Sauriel rozbłysły naprawdę, kiedy do jego uszu dotarła propozycja o wyścigach na szczyt choinki. - GENIALNE. - Poziom szacunku, jaki ta kobieta w nim właśnie wzbudziła, wzrósł do bardzo wysokiego poziomu. Chyba odbił się od górnego pułapu maksymalnego szacunku do żywienia. Istniał taki w ogóle?
- Ni chuja nie wiem, o co chodzi z bombkami, ale... wiem, jak taką zawiesić. Cho. - Miał ochotę zapalić, ale skoro zaraz mieli biegać po choince to sobie darował. Zamiast tego wziął ją pod rękę i podprowadził do miejsca, gdzie dumna tabliczka głosiła: złóż życzenie!, tylko w o wiele ładniejszym ujęciu. - Musisz pomyśleć życzenie. Takie dla siebie i dla... dla kogoś innego. Bombka sama zmieni się w twoich rękach. I sama tam podleci. - Wskazał palcem na choinkę, tak, jakby Maeve mogła ją jakimś cudem przegapić. No cóż, jeśli przegapiła, to właśnie Sauriel jej pomógł ją odnaleźć! Miałoby sens, że jednak nie przyuważyła, bo wtedy nie powiedziałaby tylko "ROBI WRAŻENIE". Jak jakiś typiarz z ławki szkolnej, co bardzo chce play it cool. Ech ci chińscy wietnamczycy z londynu...
Sauriel sam złożył dłonie. Czarny kot ukształtował się na nich i przeciągnął leniwie, patrząc na niego teraz oceniająco i z pogardą. Dokładnie tak, jak ponoć nie patrzyli ludzie, którzy mogli przyglądać się tutejszym dziełom. Chcę być wolny. Taki banał jak - chcę być szczęśliwy. Jak - chcę być zdrowy. Tak wiele rzeczy kryło się pod tym jednym słowem - wolność. Rzecz dla niego najważniejsza. Ale kiedy myślał, co mógłby życzyć bliskim... Żeby się Stanley na ten głupi ryj nie wyjebał, a Maeve znalazła swoją Bonnie, dla której będzie Clydem. Kot miałknął i susem pomknął w powietrze, w kierunku samej choinki. Usiadł na jednej z gałązek, ewidentnie ze wzgardą oceniając to, że inne bombki, jak te frajerki, postanowiły zwisać, zamiast wygodnie się położyć.
Zerknął na Maeve i na to, jak jej bombka wyglądała, zanim rzucił:
- To co? Kto pierwszy na szczycie choinki? Trzy, dwa, jeden...
Jak to dobrze, że Ministerstwo przemyślało, by bombki nie obciążały drzewka. Dzięki temu Sauriel Rookwood i Maeve Chang też go zbytnio nie obciążali.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.