• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi

[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#8
29.01.2025, 21:36  ✶  
Problem z Cynthią — poza hipokryzją, rzecz jasna, polegał na tym, że nie umiała być egoistką, jeśli na kimś jej zależało. Nie patrzyła na konsekwencje, które mogły spłynąć na nią niczym grom z jasnego nieba, gdy tak skrupulatnie polowano na ludzi mających udział z atakami lub współpracującymi z tymi, którzy je prowadzili. Nie miał dla niej znaczenia Azkaban, nie miał dla niej znaczenia dementor, a przynajmniej nie w sposób związany z pocałunkiem, bo samej istoty była ciekawa i zdawała sobie sprawę, że to jej esencja ma bezpośrednio wpływ na dotykające ich zimno. Odpowiedzialność za bliskich przyrosła do niej niczym druga skóra i nawet jeśli chciała, nie umiała jej z siebie zrzucić. Wizengamot mógł się iść chędożyć, podobnie jak całe Ministerstwo i cała reszta magicznej społeczności, jeśli oznaczałoby to bezpieczeństwo dla tej garstki mniej i bardziej egoistycznych idiotów, która miała znaczenie. Czasem zastanawiała się, czy to wina tego, jak bardzo kontrolowała każdy aspekt swoich emocji po tym, jak odeszła matka, czy może kwestia bezsilności, która była chyba najbardziej przerażającym ją uczuciem. Sięgającym głęboko, wzbudzającym dreszcz i odblokowującym pudełko wspomnień, które zwykle tkwiło gdzieś daleko w odmętach jej umysłu. Takich, do których wracać nie chciała. Nie umiała. Przypominało to utknięcie bez możliwości wyjścia. Nie była zarówno nieszczęśliwa, jak i szczęśliwa.

Powinna pozbyć się tej opiekuńczości i troski, którą względem niego miała. Louvain przypominał deszcz. Czasem zimny i nagły, przypominający szpilki wbijające się w skórę, a czasem przeciwnie — był jak mżawka w letni, ciepły dzień, która przynosiła ulgę i poczucie, że wszystko będzie dobrze. Był zarówno burzą, jak i pojedynczą kroplą rozbijającą się o powierzchnię kałuży. Im bliżej podchodził, tym bardziej się przed nim broniła, sięgając po najdurniejsze z wymówek. Wiedziała, że była hipokrytą, że zwyczajnie kłamała. Nie umiała stwierdzić, czy miało to związek z jego zaangażowaniem w rewolucję i zwyczajną obawą przed tym, że go straci i znów będzie silna, czy może z jego egoizmem i próbą zmieniania świata w sposób chaotyczny i drastyczny. Co, jeśli Lou sprawi, że w jakiś sposób zrzuci swoją zbroję i nie spodoba się jej to, co tam znajdzie? Bo nie była pewna, co kryło się pod spokojną taflą, w której od ponad dekady się zatapiała. I chyba dlatego pierwszy oraz od dawna nie umiała mu patrzeć dłużej w oczy, jakby obawiała się, że onyksowe tęczówki dotrą tam, gdzie nie powinny.

Pokrywka od pudła trzasnęła, a chłód rozlał się po jej ciele od stóp do głów, zostawiając gęsią skórkę. Zadrżała, serce zabiło jej mocniej. Bezsilność była bardziej brutalna niż dementorzy, zapędzała ją w róg. Powtarzała sobie przecież, że maski, które stworzyła na przestrzeni lat i coraz szerzej stosowane otępienie emocjonalne sprawi, że nigdy nie zareaguje już w taki sposób. Bezbronny i słaby. Zacisnęła wargi na tyle mocno, że zbladły, aby kilka sekund później nabrać słodkiego, różowego koloru. Informacja, którą jej podał była jednak potężną bronią, a jej umysł- wbrew jej kontroli, już szukała rozwiązać, próbując sobie przypomnieć zagrzebane w czasie rytuały i zaklęcia, które mogłyby im pomóc. Jemu pomóc. Bo niby jak miała powierzyć jego życie komuś, kto według plotek sięgnął tak głęboko czerni, że pozbawiony był jakichkolwiek uczuć? Gdyby zrobił coś wbrew temu, co Czarnoksiężnik głosił, pewnie by go zabił. Ot tak, jak nachalną muchę.
- Oczywiście, że tak. Nie pozwolę Ci umrzeć. Nie pozwolę im umrzeć. - jej głos pozbawiony był drżenia, pozbawiony też był spokoju, tak dla niej charakterystycznego. Nie kłamała, głównie za sprawą tego, że świat pozbawiony jej iskierek, byłby pusty i okropny. Straszny. Po co miałaby tu tkwić sama? Jednym z powodów, dla których, chociaż pozornie była blisko, trzymała dystans i sekrety, było to, że gdyby doszło do sytuacji, gdzie musiałby zostać podjęte drastyczne kroki, nie chciała, aby wiążąca ich więź — nagle zerwana, brutalnym pociągnięciem kostuchy, była dla nich większym obciążeniem. Ona sama pewnie objęłaby ją łagodnie, niczym starego przyjaciela, bo śmierć była dla niej codziennością. Jedyną rzeczą, jedynym celem w życiu, które były pewne. Stałe. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, błękit na chwilę zatrzymał się na ciemnych tęczówkach, jakby szukał tam małego śladu strachu, chociaż doskonale wiedziała, że Lestrange nie da po sobie poznać, że się boi. Może nawet nie dopuszcza do siebie tej myśli? Może uważa, że się pogodził? Powstrzymała chęć zapytania go, ignorując kolejny uścisk w żołądku i falę dreszczy, prostując się i zadzierając podbródek. Musiała zebrać się w sobie, odnaleźć spokój i zacząć działać. Nie miała dużo czasu. Powtarzała to sobie jak mantrę w myślach, pozwalając, aby słowa odbijały się echem po ścianach umysłu, ale nie przynosiło to zamierzonego efektu, bo w gruncie rzeczy, wszystko w niej drżało i to nie z przyjemnych powodów.
Na jego słowa pokręciła delikatnie głową, a jasne pasmo spłynęło do przodu, muskając odkryte fragmenty skóry obojczyków. Skąd mógł wiedzieć, skoro nie poradziła sobie do tej pory?
- Nie możesz. - przytaknęła zamiast tego, dając mu do zrozumienia na swój pokrętny sposób, że ona sobie zwyczajnie tego nie życzy. Obserwator mógłby to nawet uznać za próbę rozkazywania, podkreśloną tonem nieznoszącym sprzeciwu i upartą iskrą w oczach. Bo niezależnie jak wielkim dupkiem egoistą był, nadal się o niego martwiła i zdawać się mogło, że któreś z nich było na to skazane do końca dni tego drugiego.

Miała mnóstwo pytań. Cisnęły się na usta tak prędko, że nie wiedziała, od czego zacząć. Im większy był dystans, tym łatwiej przychodziły jej suche analizy i przemyślenia. Brew jej drgnęła na jego słowa, a głowa mimowolnie przechyliła się na bok, gdy podniosła spojrzenie w kierunku twarzy mężczyzny, pozwalając sobie na odszukanie ciemnych tęczówek. Nie czas teraz na miłość i inne nieszczęścia — pewnie by to powiedziała, gdyby nie zarzucił jej tego, że nie traktuje go poważnie. Jej ciało mimowolnie zesztywniało, wyprostowała się znów i ściągnęła na kilka sekund brwi, przygryzając na chwilę dolną wargę, aby zwyczajnie na niego nie prychnąć z dezaprobatą. Ze wszystkich pytań, które mógł sobie wybrać z wachlarza tych, które chciała zadać, wybrał akurat to i sam ten fakt mówił jej tak porażająco wiele. Problem z nią był taki, że często też celowo zadawała niewłaściwie pytania, jakby odpowiedzi na te właściwie mogły (pewnie by to zrobiły), wywrócić cały jej świat do góry nogami.
Wzięła głębszy oddech i znów pokręciła głową.

- Miałeś na myśli dokładnie to, co powiedziałeś. Gdybym nie traktowała tego poważnie mały egoisto, to byśmy już dawno spotykali się tylko służbowo. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, powstrzymując jednak wywrócenie oczami. Zamknęła otwarte przez niego pudła ze schowanym wewnątrz poczuciem bezsilności i odepchnęła je daleko, zbierając się w sobie kolejny już raz. Gdyby go nie traktowała poważnie, nie rozbiłby jej dziś na tysiące kawałków z taką dziecinną łatwością. Różdżka była blisko. Uniosła dłonie, łapiąc palcami za krańce bandaży na nadgarstkach, które uległy pociągnięciu i poluźniały z każdą sekundą swój uścisk. Zmniejszała odległość między nimi, rozluźniając ręce, aby materiał zsunął się na drewnianą podłogę i odsłonił rozrysowane runy, schematy i kręgi wzmacniające, a także kilka niezasklepionych ran po wkłuciach lub skalpela, trudno było z odległości stwierdzić.
- Nie ruszaj się. - zakomunikowała mu, gdy znalazła się bezpośrednio przed nim i dzieliło ich kilka centymetrów, a jej dłonie powędrowały do góry, łapiąc za ręce Louvaina i ściągając je w dół, przesunęła po nich palcami, zaciskając je na jego nadgarstkach. Pomimo użytej siły, nie robiła tego tak, aby go skrzywdzić. Wiedziała, że zaraz zacznie się buntować i wiercić, a efekt zaskoczenia nie trwa wystarczająco długo, więc skupiła się na tym, co umiała robić najlepiej — posługiwać się nekromancją niewerbalną. Jeden z rysunków na skórze zrobił się cieplejszy, chociaż przez bliskość i dotyk skóry Lou odczuwała napływający do niej chłód, za który odwdzięczała się własnym ciepłem. Nekromancja przypominała operację prowadzoną przez chirurga, należało zachowywać precyzje — nawet w prostych kontrolach stanu pacjenta lub sięgnięciu do jego pamięci mięśniowej, co aktualnie robiła. Nie mógł się teraz ruszyć, bo zwyczajnie mu to uniemożliwiała. - A jaka Twoim zdaniem jest ta prawda, którą ukrywam? - zapytała, odchylając nieco głowę i spoglądając na niego z bliska, nie uciekała już spojrzeniem. Na przestrzeni lat i w całej linii ich relacji, zawsze była po jego stronie. Zawsze miała jego plecy, zawsze mu pomagała i zawsze dbała o jego bezpieczeństwo. Nigdy nie była egoistką. Mógł poczuć, jak ciepło narasta. Ona natomiast widziała, czuła właściwie przez niewidoczną dla niego sieć, pokazującą jak chłód się rozrósł w jego organizmie, jak ciasno oplatał źródło. Nawet jeśli mogła to spowolnić, to przecież tylko odrobinę — nie mogła zerwać tego widma śmierci, które nad nim krążyło. Wydała z siebie ciche mruknięcie niezadowolenia, a drobne palce mocniej zacisnęły się na jego skórze, jakby miało to cokolwiek zmienić. Cynthia była paskudnie uparta. Pociągnęła go niżej, bliżej siebie. - Mogłabym spróbować to przenieść na swoje źródło i swój organizm. To trochę przypominałoby transfuzję, przekazanie zainfekowanych limbem komórek. Byłoby czasochłonne, pewnie byłbyś osłabiony. Czy to już było sprawdzane, czy to niezbadany grunt? - zapytała, nawiązując oczywiście do jego przełożonego (słowo Pan jakoś ją drażniło, to chyba ta wrodzona niezależność). - To jedno z rozwiązań. Może Czarnoksiężnik by dostrzegł w moich umiejętnościach pożytek i potencjał, zarówno tych związanych z nekromancją, jak i z wytwarzaniem oliwy, alchemią, leczeniem, ze statkami mojego ojca.. Może on jest faktycznie rozwiązaniem, żeby nie pozwolić Ci umrzeć? Żeby Tori nie umarła, żeby Atreus był bezpieczny... - mówiła nieco ciszej, wciąż jednak uparcie spoglądając w oczy Louvaina. Mógł poczuć, że stawiała małe kroki w jego kierunku, sprawiając, że instynktownie i on cofał się do tyłu, a przynajmniej powinien. - Powinieneś wiedzieć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6167), Louvain Lestrange (5661)




Wiadomości w tym wątku
[27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 27.11.2024, 18:03
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.12.2024, 22:42
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 19.12.2024, 13:52
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 31.12.2024, 22:27
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 08.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 09.01.2025, 00:15
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 12.01.2025, 20:30
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 29.01.2025, 21:36
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 10.02.2025, 02:18
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 10.02.2025, 23:50
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Louvain Lestrange - 23.02.2025, 20:40
RE: [27.07.72] Dla ciebie jak Sashimi - przez Cynthia Flint - 11.03.2025, 23:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa