I to był właśnie ten niepoprawny optymizm Victorii. Myśl, że tutaj nikt nie wejdzie, nie znajdzie tego miejsca, nie dorwie się do tych najbardziej ckliwych rzeczy. Jasne - przedmioty były tylko przedmiotami. Mogło się zrobić trochę smutno, kiedy zepsują twoją ulubioną gitarę, ale nadmierne przywiązanie do rzeczy martwych nigdy nie leżało w naturze Rookwooda. Często zapominał o niektórych przedmiotach, że w ogóle gdzieś je miał, nawet jeśli bardzo mu się spodobały i coś znaczyły, nie były tylko zimnym kawałkiem metalu czy drewna. Poczucie bezpieczeństwa we własnych czterech ścianach? Nonsens. Tutaj i tak było bezpieczniej niż w jakimś kącie na Nokturnie, więc to był, powiedzmy, też niezły wyznacznik tego, żeby jednak pozwolić sobie na poobserwowanie otoczenia z cienia skrzydeł Josepha. Ale nadal - to nie było pytanie czy. Było pytanie kiedy. Żył w świecie, gdzie nawet przyjaciel mógł się zamienić we wroga. A kiedy się w niego zmieniał - to w tego najgorszego. Wiedzącego o tobie za wiele.
- To w mugolską botanikę się zapuszczasz? - Wiedział, że nie, bo już odpowiedź na swoje przemyślenia uzyskał. Teraz już tylko zaczepiał. - Wiesz, że to osiągnięcia mugoli. Nie czarodziei. - Ale może nie wiedziała wcześniej. Cóż - teraz wiedziała. Czarodzieje zaś lubili sobie niektóre rzeczy przypisywać i uznawać, że tak - to właśnie ich działanie! Ale zapytaj kogoś, czym jest tlen. Nooo tym co oddychamy! Albo zacznie się jakieś pierdolenie o Matce, bogach czy duchach. Ignorancja czarodziei była naprawdę wspaniała. A uważali się za lepszych od mugoli. Wystarczyło zobaczyć, jak ukradli zresztą ich samochody - i kiedy je zaczarowali to już uznali, że wynalazek i inwencja jest ich. Kompletnie jednak nie wiedział, co ma powiedzieć na te historyjke... cieszyła ją, więc to dobrze. To był ten moment małej niezręczności, bo nie wiedział, jak ma na to zareagować. Więc tylko się uśmiechnął. - A co, chcesz moje zajebiście przystojne zdjęcie? - Było chujowe - szczególnie w tym świetle, ale oto mu chodziło, żeby było chujowe. - Nie dam ci tego, to musi trafić do albumu wstydu. Ale możesz sobie cyknąć drugą. Dla ciebie popozuje jak fracuski model. - Wypiął tyłek w tył, oparł na nim dłoń, wygiął dziwnie plecy i przyłożył dłoń do ust, posyłając buziaczka do swojej nieistniejącej widowni. - Chyba mi spodnie na dupie strzeliły. - Wyprostował się i zaczął dziwnie obracać, naciągając materiał spodnie, żeby zobaczyć, czy na pewno szew nie poszedł. No - poszedł. Gaci w panterkę tam nie było. - Kuurwa... a nowe spodnie... dopiero co kupione, jakieś pięć lat temu... - Mruknął bardziej do siebie nawet niż do Victorii. Brzydkie przyzwyczajenie - gadanie do siebie. Ale było. Akurat w całej liście wad ta nie stanowiła wielkiej przeszkody.
- Problem z meblami jest taki, że ich nie ma. A muszą być. Pytanie - jakie. - Bo do tej specyficznej tapety to jednak niekoniecznie wszystko się będzie prezentowało. - Chyba nie pierwsze lepsze... muszą być jakieś... takie dojebane... no wiesz...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.