30.01.2025, 16:34 ✶
Faye wydęła policzki w wyrazie najświętszego oburzenia. Zastukała paznokciami o blat kontuaru, mrużąc ostrzegawczo oczy, zanim nie zdecydowała się wycelować palca w Woodiego.
- Sam żeś pan paskudztwo, panie Woody - powiedziała pewnym tonem, chociaż błyski w jej orzechowych oczach aż krzyczały: ŻARTUJĘ! - Pufki to wspaniałe stworzenia, miękkie kuleczki, no i stosunkowo proste w utrzymaniu. Tylko są trochę obrzydliwe, no i trzeba ich pilnować bo są malutkie i faktycznie można na nich usiąść albo je przytrzasnąć.
Niby trochę żartowała, ale nie do końca. Kiwnęła głową na znak, że tak - nadal je można było kupić w sklepie z magicznymi stworzeniami. I bardzo jej się to nie podobało, bo one wcale nie były trzymane w dobrych warunkach, lecz co miała zrobić ona sama, jedna? Nic się nie dało z tym robić, mogła tylko wyrażać swoje niezadowolenie. Zamrugała jeszcze, jakby nie do końca zrozumiała kto kogo miał uczyć przeklinać. Mała? Że małe dziecko przeklinało? Spojrzała z nieukrywaną ciekawością na mężczyznę, zanim nie podrapała się po boku nosa.
- Ile ona ma lat? - dopytała, bo coś jej się tu nie zgadzało. I chyba trochę bała się odpowiedzi, bo jak wyjdzie że pięć, to... Kurde, pięciolatki nie powinny mieć plugawego języka, jak sam Woody to określił. - Co mnie powstrzymuje? Pieniądze. I dopiero co tu wróciłam, szlajałam się po Europie, Ruminia, Włochy, trochę Polska, Węgry, Albania... Chciałabym odpocząć. No i całe oszczędności wjebałam w mieszkanie w Dolinie, zanim dowiedziałam się, że nasze szanowne Ministerstwo zamknęło Knieję.
Ostatnie słowa już wyburczała, pochmurniejąc niemal natychmiast. Gdyby wiedziała, to by to wszystko wyglądało inaczej, ale nie stać jej było na zmianę. I tak kupiła to pięterko po okazyjnej cenie. Brak lasu jej doskwierał mocno, niby mogła szlajać się po Szkocji i tak dalej, ale to nie było to samo. No i gdzie jesienią będzie na grzyby chodzić? Do Epping Forest napierdalać się o maślaki z mugolami?
- Całkiem dobrze, ale sporo wypłaty pożerają koszty. A kompanię trzeba opłacić, bo kto normalny zgodzi się na taką wyprawę bez chociażby zaliczki? - rozłożyła bezradnie ręce. To nie było takie proste, te kurestwa były tak niebezpieczne, że znalezienie chętnych było wyczynem. A chętnych idiotów - misją niewykonalną.
- Sam żeś pan paskudztwo, panie Woody - powiedziała pewnym tonem, chociaż błyski w jej orzechowych oczach aż krzyczały: ŻARTUJĘ! - Pufki to wspaniałe stworzenia, miękkie kuleczki, no i stosunkowo proste w utrzymaniu. Tylko są trochę obrzydliwe, no i trzeba ich pilnować bo są malutkie i faktycznie można na nich usiąść albo je przytrzasnąć.
Niby trochę żartowała, ale nie do końca. Kiwnęła głową na znak, że tak - nadal je można było kupić w sklepie z magicznymi stworzeniami. I bardzo jej się to nie podobało, bo one wcale nie były trzymane w dobrych warunkach, lecz co miała zrobić ona sama, jedna? Nic się nie dało z tym robić, mogła tylko wyrażać swoje niezadowolenie. Zamrugała jeszcze, jakby nie do końca zrozumiała kto kogo miał uczyć przeklinać. Mała? Że małe dziecko przeklinało? Spojrzała z nieukrywaną ciekawością na mężczyznę, zanim nie podrapała się po boku nosa.
- Ile ona ma lat? - dopytała, bo coś jej się tu nie zgadzało. I chyba trochę bała się odpowiedzi, bo jak wyjdzie że pięć, to... Kurde, pięciolatki nie powinny mieć plugawego języka, jak sam Woody to określił. - Co mnie powstrzymuje? Pieniądze. I dopiero co tu wróciłam, szlajałam się po Europie, Ruminia, Włochy, trochę Polska, Węgry, Albania... Chciałabym odpocząć. No i całe oszczędności wjebałam w mieszkanie w Dolinie, zanim dowiedziałam się, że nasze szanowne Ministerstwo zamknęło Knieję.
Ostatnie słowa już wyburczała, pochmurniejąc niemal natychmiast. Gdyby wiedziała, to by to wszystko wyglądało inaczej, ale nie stać jej było na zmianę. I tak kupiła to pięterko po okazyjnej cenie. Brak lasu jej doskwierał mocno, niby mogła szlajać się po Szkocji i tak dalej, ale to nie było to samo. No i gdzie jesienią będzie na grzyby chodzić? Do Epping Forest napierdalać się o maślaki z mugolami?
- Całkiem dobrze, ale sporo wypłaty pożerają koszty. A kompanię trzeba opłacić, bo kto normalny zgodzi się na taką wyprawę bez chociażby zaliczki? - rozłożyła bezradnie ręce. To nie było takie proste, te kurestwa były tak niebezpieczne, że znalezienie chętnych było wyczynem. A chętnych idiotów - misją niewykonalną.