Spojrzał na Victorię z pobłażliwością, której nie chciał okazywać, ale masz - no wymalowała się siłą rzeczy na jego twarzy. Z tym specyficznym uśmiechem, który pobłażliwie mówił tak, tak, sweet summer child, dokładnie tak jest. Mugole byli bardziej imponujący niż czarodzieje, ale tej tezy nie głosił wszem i wobec, nie zamierzał jej też ogłosić tutaj. Z różnych przyczyn. Dom nie mógł być bezpieczny, kiedy nawet twoja własna głowa bezpieczną nie była. Myśli przemijały, gubiły się, ale wypowiedziane słowa mogły utknąć z tobą na dłużej. Szczególnie, kiedy druga strona na nie zareagowała w jakiś charakterystyczny sposób.
Matko, ile ta Victoria gadała. Aż żałował teraz, że poruszył ten temat, bo to ewidentnie była jakaś bomba. Zapisałby sobie notatkę, żeby ten niewygodny temat został omijany w przyszłości (i nie ze względu na to nawet, że gadała, tylko ze względu na to, jaki był problematyczny), ale był przekonany, że i tak zapomni. Przypomni mu się nie w czas. Albo już po ptokach. A zresztą... niech sobie pogada i pogłosił te proczarodziejskie teorie. Nic mu nie szkodzi ich posłuchać. I całe szczęście, że pojawił się temat albumu wstydu - można było uciec od tej niezręczności.
- Ay. Normalnie. - Uśmiechnął się z zadowoleniem, teraz uświadomiony, że w sumie to nigdy Victorii o nim nie wspominał. Aaa tyym baardzieeej go nie pokazywał! A tam były same arcydzieła! Zgoda, były też fotki całkiem normalne i ładne, ale one były pochowane na samym końcu, bo psuły koncepcje. - To nie ja się go wstydzę, to się wstydzą ci, którzy tam trafili. - Zaczął rozpinać pasek od spodni. No bo przecież musi je zdjąć i dać do zszycia krawcowi. Zawsze to taniej niż nowa para, a poza tym te spodnie już trochę z nim przeszły! Ale zatrzymał się na moment, ewidentnie zastanawiając nad poradą, która została tutaj zapodana. No, niby mógł... tak na chwilę... a co, jak potem zapomni o tym? Wyjdzie na Nokturn i siara największa. A może powinien je w sumie wyjebać. Skoro teraz pękły... taaak. Przekonał do tego samego siebie. - Wyjebać je muszę od razu, bo potem zapomnę. - Ściągnął te spodnie jakby nigdy nic i zanurkował w jednej torbie, żeby wyjąć z nich wcale nie tak inną parę. Monochromatyczność garderoby Sauriela pozwalała, na szczęście, sięgać po rzeczy pierwsze z wierzchu i nie przejmować się tym, że kolorem pasować nie będą. A tamte spodnie rzucił na sofę. - Wybierzemy się któregoś dnia, jak będzie pochmurnie. Na zdjęcia. - Skoro chciała normalne zdjęcia. Magią można było, rzecz jasna, pooperować, ale z niego nie był taki wielki artysta, żeby tak dobrze oddać naturalne światło. Wątpił, żeby jakikolwiek czarodziej był w stanie tego dokonać poza iluzją. A tak się składało, że przekłamanie narzucone na nasze oczy jakoś niedobrze się odbijało na fotkach.
- Nie chcę żadnych fikuśnych mebli z epoki wiktoriańskiej rodem wyjętych. - Machnął ręką, ale ta zaraz wróciła do wsuwania paska w szlufki. - Właśnie dlatego tamte wyjebałem, bo mi się nie podobały. Meble starych ludzi. - Z tym mu się kojarzyły. I z kompletnym brakiem charakteru. Zerknął na tę ścianę, próbując sobie jakkolwiek w głowie poukładać, jak taki mebel, o którym mówiła Vika, miałby wyglądać. - Za dużo będzie tych napisów i motywów muzycznych, jak meble też je będą miały. - Co do tego był akurat przekonany. Drobnym ruchem zaczarował pokój znów - pojawiły się meble. Jakaś komoda, regał na książki, szafa na ubrania. Ale wszystkie były właśnie takie, jak były tutaj. Ciężkie, zdobione meble z ciemnego drewna. - No mniej więcej takie tu były. - Czyli to co powiedział - dla niego meble starych ludzi. Zaraz się zmieniły, bo z tej iluzji usunął te zdobienia, przez co meble stały się całkowicie proste. Podobała mu się ta surowość.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.