31.01.2025, 19:36 ✶
Wracał właśnie z małego wypadu z alei Horyzontalnej. Co tam robił? Cóż, głupio się przyznać, ale nie miał najmniejszego pojęcia. Obudził się w jakimś przypadkowym, wyjątkowo kłującym krzaku, bez lewej skarpety. Znaczy, miał ją, tylko nie na nodze, a na własnej twarzy. Przynajmniej jej nie zgubił... No i, co najważniejsze, miał w kieszeni pełną buteleczkę!
Tak więc kroczył sobie spokojnie z powrotem na Nokturn, pełny szczęścia i miłości do bliźniego. Jednak trochę dziwiło go miejsce przebudzenia. No bo jednak rzadko pijał na Horyzontalnej, to fakt. Dobrze mu było na Nokturnie, poza jego granice wychodził raczej tylko dla zleceń... Czyżby więc miał jakąś robotę, której teraz nie pamiętał? Cóż, ilość alkoholu dalej we krwi plus tego w kieszeniach kazała sądzić, że faktycznie musiał się nieźle spisać zawodowo... Ale czy naprawdę tak opił sukces, że o nim zapomniał? Nierozsądny ruch z jego strony, każda dobrze skończona robota to okazja do reklamowania swoich zdolności!
Pełzł swoim pijackim kroczkiem w stronę domu, kiwając na pozdrowienia do wszystkich mijanych czarodziejów i czarodziejek. Czy ich znał? A skąd! Ale czy to oznaczało, że nie zasługiwali na tak podstawową kulturę?! Oczywiście, że zasługiwali! Tak więc gdy zobaczył nieznajomą kobietę pasującą do wejścia na Nokturn jak on do legalnej pracy od razu wyczuł swoim noskiem szansę na poczynienie dobra! Wziął głęboki łyk z buteleczki i ruszył do niej dziarskim, pijackim krokiem. - Halo halo, moja droga! - Zagaił do niej z daleka, żeby się biedna nie przestraszyła pijaka znikąd! Nie to, żeby łatwo było mu do kogokolwiek podejść "znikąd" - dwa metry wzrostu się o to upewniały na każdym kroku. - Widzę, że *hik* niezbyt pani tutejsza, cu? Nie wiem, czy wchodzenie na nasz Nokturn tak bez przygotowania to mądry ruch. Czego pani z niego *hik* potrzeba? Chętnie poratuje! - Ah, jakiż on był cudowny i kochany! Czyż pomaganie ludziom nie karmiło serca prawie równie mocno, co alkohol?
Poczuł, że kobitka może go wziąć za jakiegoś szaleńca, więc postanowił przy okazji doprowadzić się do lekkiej ogłady. Zatkał butelkę, wsadzając ją pod kurtałkę, wyprostował się, odchrząknął. Zamrugał parę razy, doprowadzając jeszcze przed chwilą troszkę zaspane oczka do ogłady, wyciągnął niezauważony przedtem kawałek krzaka z brody, odkleił przyklejoną do tej pory do jego tyłka gałązkę... No, i teraz wyglądał jak człowiek!
Prawie!
Tak więc kroczył sobie spokojnie z powrotem na Nokturn, pełny szczęścia i miłości do bliźniego. Jednak trochę dziwiło go miejsce przebudzenia. No bo jednak rzadko pijał na Horyzontalnej, to fakt. Dobrze mu było na Nokturnie, poza jego granice wychodził raczej tylko dla zleceń... Czyżby więc miał jakąś robotę, której teraz nie pamiętał? Cóż, ilość alkoholu dalej we krwi plus tego w kieszeniach kazała sądzić, że faktycznie musiał się nieźle spisać zawodowo... Ale czy naprawdę tak opił sukces, że o nim zapomniał? Nierozsądny ruch z jego strony, każda dobrze skończona robota to okazja do reklamowania swoich zdolności!
Pełzł swoim pijackim kroczkiem w stronę domu, kiwając na pozdrowienia do wszystkich mijanych czarodziejów i czarodziejek. Czy ich znał? A skąd! Ale czy to oznaczało, że nie zasługiwali na tak podstawową kulturę?! Oczywiście, że zasługiwali! Tak więc gdy zobaczył nieznajomą kobietę pasującą do wejścia na Nokturn jak on do legalnej pracy od razu wyczuł swoim noskiem szansę na poczynienie dobra! Wziął głęboki łyk z buteleczki i ruszył do niej dziarskim, pijackim krokiem. - Halo halo, moja droga! - Zagaił do niej z daleka, żeby się biedna nie przestraszyła pijaka znikąd! Nie to, żeby łatwo było mu do kogokolwiek podejść "znikąd" - dwa metry wzrostu się o to upewniały na każdym kroku. - Widzę, że *hik* niezbyt pani tutejsza, cu? Nie wiem, czy wchodzenie na nasz Nokturn tak bez przygotowania to mądry ruch. Czego pani z niego *hik* potrzeba? Chętnie poratuje! - Ah, jakiż on był cudowny i kochany! Czyż pomaganie ludziom nie karmiło serca prawie równie mocno, co alkohol?
Poczuł, że kobitka może go wziąć za jakiegoś szaleńca, więc postanowił przy okazji doprowadzić się do lekkiej ogłady. Zatkał butelkę, wsadzając ją pod kurtałkę, wyprostował się, odchrząknął. Zamrugał parę razy, doprowadzając jeszcze przed chwilą troszkę zaspane oczka do ogłady, wyciągnął niezauważony przedtem kawałek krzaka z brody, odkleił przyklejoną do tej pory do jego tyłka gałązkę... No, i teraz wyglądał jak człowiek!
Prawie!