28.01.2023, 23:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 23:49 przez Castiel Flint.)
Przychodząc tutaj wiedział, że spotkanie nie będzie trwało długo. Skoro jednak był notorycznie przyzywany to nie był w stanie kolejny raz zignorować jego słów. Nie zliczy ile razy przeczytał w listach "przyjdź do mnie", choć obaj wiedzieli, że spotkać mogą się w innych warunkach. Te dni dłużyły się a więc uciekał w odmęty wody i nie rozmawiał z ludźmi. Wychodził na ląd gdy miał ważny powód - Fergus był argumentem najważniejszym. Niestety ale nie był przygotowany na to spotkanie. Niczego nie przyniósł ze sobą, żadnej atrakcji, żadnego urozmaicenia dla umilenia mu ostatnich dwóch dni pobytu w szpitalu. To tylko chwila rozmowy ale najpierw musiał zobaczyć go na własne oczy.
Kiedy na niego patrzył to od razu miał ochotę podejść. Gdy to robił, rodziła się w nim potrzeba dotknięcia. Gdy i temu ulegał, sięgał do pocałunku wiedząc, że dostanie zadowalającą odpowiedź. Upewniał się, że wszystko jest między nimi w porządku i to wciąż trwa. Nie wmawia sobie tych uczuć, one przetrwały ten przykry wypadek w jego gabinecie (do którego notabene nigdy w życiu już nie wróci; posprzątał i wymówił wynajem). Nie odpowiedział mu na zaczepne pytanie tylko pochylał się już blisko smukłej twarzy i nagrzewał się jego ciepłem. Ach, czuł się tak jakby całował go pierwszy raz w życiu - ekscytacja wibrowała pod jego skórą. Nie oponował gdy Fergus to przerwał bowiem słyszał jego nierówny oddech. Przesunął knykciami po jego poliku, odsuwając ze skroni ciemne włosy bliżej ucha.
- Udało ci się mnie zwabić. Jestem dla ciebie zbyt miękki. - uznał i uśmiechnął się bo nie miał nic przeciwko temu. Usiadł wygodniej na brzegu łóżka, a ich złączoną dłoń oparł na swoim udzie. Ścisnął mocniej jego palce co było niewypowiedzianą na głos odpowiedzią na jego utęsknienie. Patrzył w te ciemne oczy i odzyskiwał uśmiech na ustach. Cieszył się... tak po ludzku cieszył się, że go widzi. Pilnował się aby nie myśleć o chęci przytulenia go, położenia się obok, wsunięcia dłoni pod szpitalną piżamę... pilnował się choć mógłby przysiąc, że jego pomysły spędzania razem czasu ma wymalowane na twarzy.
- Branchaie herba, a co? Całujesz mnie i myślisz o krzyżówce? - mógłby uznać to za obrazę ale ogarnęła go wesołość na widok jego błyszczących oczu i nie był w stanie wytykać mu tego detalu. Uniósł jego rękę do swoich ust i scałował zagłębienie pomiędzy jego knykciami. Przymykał przy tym oczy widocznie przy tym się relaksując.
- Czas odwiedzin kończy się za trzydzieści minut. - mówił cicho. Przesunął palcami po jego nadgarstku, wsuwając je zaraz pod materiał rękawa aby pomknąć wzdłuż przedramienia aż do łokcia... i z powrotem do wnętrza jego dłoni. Przyjemna, niema, krótka wędrówka. Ten kontakt musiał mu "wystarczyć" na najbliższe dwa, a może i trzy dni. Nie miał pojęcia kiedy następnym razem będzie mógł go dotknąć.
- Pojutrze po ciebie przyjdę. Wysłałbym ci patronusa gdybym był w stanie go wyczarować. I mam rozumieć, że bez teleportacji? W takim razie podróż zajmie nam nieco dłużej. - mówił i co chwila na niego zerkał, aby upewnić się czy naprawdę widzi na jego twarzy radość, że go tu zwabił. Byłby w stanie zarzucić go teraz masą informacji, opowieści, historii, odczuć, planów... ugryzł się w język i zamiast streszczania swojego jestestwa, delektował się chwilą.
- Nic ci nie przyniosłem. Ledwie dostałem list i chwilę potem wpadłem w trzy schematyczne teleportacje. Dobrze, że byłem chociaż w normalnym ubraniu a nie w kombinezonie pływackim. - znów się uśmiechnął i zapatrzył się na kąciki jego ust, gdy odpowiadał na ten jego raczkujący potok słów.
Kiedy na niego patrzył to od razu miał ochotę podejść. Gdy to robił, rodziła się w nim potrzeba dotknięcia. Gdy i temu ulegał, sięgał do pocałunku wiedząc, że dostanie zadowalającą odpowiedź. Upewniał się, że wszystko jest między nimi w porządku i to wciąż trwa. Nie wmawia sobie tych uczuć, one przetrwały ten przykry wypadek w jego gabinecie (do którego notabene nigdy w życiu już nie wróci; posprzątał i wymówił wynajem). Nie odpowiedział mu na zaczepne pytanie tylko pochylał się już blisko smukłej twarzy i nagrzewał się jego ciepłem. Ach, czuł się tak jakby całował go pierwszy raz w życiu - ekscytacja wibrowała pod jego skórą. Nie oponował gdy Fergus to przerwał bowiem słyszał jego nierówny oddech. Przesunął knykciami po jego poliku, odsuwając ze skroni ciemne włosy bliżej ucha.
- Udało ci się mnie zwabić. Jestem dla ciebie zbyt miękki. - uznał i uśmiechnął się bo nie miał nic przeciwko temu. Usiadł wygodniej na brzegu łóżka, a ich złączoną dłoń oparł na swoim udzie. Ścisnął mocniej jego palce co było niewypowiedzianą na głos odpowiedzią na jego utęsknienie. Patrzył w te ciemne oczy i odzyskiwał uśmiech na ustach. Cieszył się... tak po ludzku cieszył się, że go widzi. Pilnował się aby nie myśleć o chęci przytulenia go, położenia się obok, wsunięcia dłoni pod szpitalną piżamę... pilnował się choć mógłby przysiąc, że jego pomysły spędzania razem czasu ma wymalowane na twarzy.
- Branchaie herba, a co? Całujesz mnie i myślisz o krzyżówce? - mógłby uznać to za obrazę ale ogarnęła go wesołość na widok jego błyszczących oczu i nie był w stanie wytykać mu tego detalu. Uniósł jego rękę do swoich ust i scałował zagłębienie pomiędzy jego knykciami. Przymykał przy tym oczy widocznie przy tym się relaksując.
- Czas odwiedzin kończy się za trzydzieści minut. - mówił cicho. Przesunął palcami po jego nadgarstku, wsuwając je zaraz pod materiał rękawa aby pomknąć wzdłuż przedramienia aż do łokcia... i z powrotem do wnętrza jego dłoni. Przyjemna, niema, krótka wędrówka. Ten kontakt musiał mu "wystarczyć" na najbliższe dwa, a może i trzy dni. Nie miał pojęcia kiedy następnym razem będzie mógł go dotknąć.
- Pojutrze po ciebie przyjdę. Wysłałbym ci patronusa gdybym był w stanie go wyczarować. I mam rozumieć, że bez teleportacji? W takim razie podróż zajmie nam nieco dłużej. - mówił i co chwila na niego zerkał, aby upewnić się czy naprawdę widzi na jego twarzy radość, że go tu zwabił. Byłby w stanie zarzucić go teraz masą informacji, opowieści, historii, odczuć, planów... ugryzł się w język i zamiast streszczania swojego jestestwa, delektował się chwilą.
- Nic ci nie przyniosłem. Ledwie dostałem list i chwilę potem wpadłem w trzy schematyczne teleportacje. Dobrze, że byłem chociaż w normalnym ubraniu a nie w kombinezonie pływackim. - znów się uśmiechnął i zapatrzył się na kąciki jego ust, gdy odpowiadał na ten jego raczkujący potok słów.