Kiedy osioł z osłem się spotykał, to kto miał trzymać za marchewkę? Mimo to faktycznie - cielęciami nie byli, a tylko one nie zmieniały swojego zdania, prawda? One i... cała rzesza ludzi, która była głęboko przekonana o swojej racji. Saurielowi świetnie wychodziło to przekonanie i zacietrzewienie w jednym punkcie opinii, by nie poszerzać jej o jakiekolwiek kolejne wnioski. A jednak debilem nie był - i potrafił też... skręcić. Jeednak przekonać się do czyichś racji. Był pod tym kątem jednak bardziej uparty niż sama Victoria. Poziom osła - poziom Sauriela. Czy coś miało sens, nie miało - on po prostu w to wierzył, w tym się zakopał, a dalej można już tylko powiedzieć: no i chuj. Ale Victoria była po prostu mądrzejsza od niego. Lepsza. Świeciła jaśniej i łatwiej potrafiła zrozumieć, co i jak powinna, a czego nie.
- Jasne, że jesteś. - Uśmiechnął się cynicznie, w ten sposób niekoniecznie zwiastujący cokolwiek miłego. Bo to w cholerę go bawiło - była, owszem... ale wcale nie w przypałowych wydaniach. Te, które mu się podobały, z jej wykonaniem, po prostu wyrzucał. Nie zawsze światło było te, czasem dziwnie wyszła mina, źle złapany moment i jakoś dziwnie ten aparat łapał chwilę, tworząc w niej ruch. Ale była. Tam właśnie na końcu, gdzie były te ładne zdjęcia, żeby nie powiedzieć - PRYWATNE. Bo w końcu te z przodu, godne miana albumu wstydu, były do wglądu. I to dla różnych ludzi. Tak więc wyczekiwał trochę reakcji, trochę jej miny, która już widział - była przejęta. Ale zaraz była bardziej przejęta tym rozbieraniem się. - Ale nie w tym prawdziwym albumie wstydu. - Powiedział w końcu, uświadomiony, że chyba zastosował, przypadkiem, jakiś rozpraszać kobiecych myśli. Zmielił gdzieś w gębie pytanie, czy nie widziała nigdy męskiej dupy, bo to byłoby cokolwiek nieodpowiednie. I tak, pomyślał to on w stosunku do Victorii. Chyba nawet nie chciał wiedzieć, czy widziała, jakie widziała i ile ich widziała. A on na nią zerkał. Mrużył trochę swoje oczy spod czarnych kłaków, które teraz porozpadały mu się po całym ryju. Potrząsnął głową i zaraz rozleciały się bardziej na swoje strony - a i tak musiał je zagarnąć palcami, żeby nie chciały mu wbijać się w gałki oczne.
- Oooof... szkoda twojej pracy. Zapomniałbym, że mam rozpiskę. - Uśmiechnął się pod nosem, zadowolony, już w nowych spodniach. Przyjmując taką całkiem nonszalancką pozę kolesia, który wie, że na jego urok złego chłopca łapie się sporo lasek. Na całe szczęście pracował głównie z facetami, a dwie, z którymi się zadawał, były lesbijkami. - Głupio by wyglądało, jakby auror mi wypisywała dni, kiedy mam akurat w grafiku morderstwo, które potem przypadkowo może badać. - Czy to był temat, którego powinni nie poruszać? Powiedział to żartem, ale to w zasadzie była prawda. Niestety jak to on - uzmysłowił to sobie odrobinę za późno. Tym nie mniej... obserwacja. Jak Victoria zareaguje. Co powie. Jaki będzie tu nawiązany poziom problematyki - albo jej braku. - Słońce, dla ciebie mogę się rozebrać bardziej i możesz mnie postawić w ramce nad kominkiem. - W prowokacji na zaczepkę odpiął pierwszy guzik koszuli i nieco rozsunął ją na boki.
- Ty rozwiązujesz wszystkie moje problemy. - Uśmiechnął się szeroko. W zasadzie to mówił szczerze.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.