02.02.2025, 17:47 ✶
Woody bez szemrania zostawił Anthony’ego w spokoju, na ten moment. Podpisali w końcu pakt o nieagresji po tym, jak Shafiq przysłał do Rejwachu prezenty, od których Lewis chodził trzy dni z erekcją. Poza tym co innego spadło na dziada w tym momencie jak grom z jasnego nieba.
Cóż, nie do końca może jak grom, bo coś tam podejrzewał swego czasu, ale przez lata sam siebie w duchu przekonywał, że się myli. Znaki nie były do końca jasne, więc solidnie ufortyfikował się na stanowisku, że Jonathan Selwyn jest zdrowym heteroseksualistą. Tym bardziej szokujące było przez to wyznanie czarodzieja. Wymagało zburzenia wszystkich tych założeń, na których stary zbudował sobie obraz Jonathana, i w pierwszej chwili zdawało się Woody'emu, że cała ich znajomość stanęła na głowie. Zaczął szukać zboczeń tam, gdzie wcześniej nie przyszłoby mu do głowy szukać, a potem... potem przestał. Chuj, to nic nie zmienia.
To naprawdę nie szkodzi:
— A k c e p t u j ę c i ę. — Woody powiedział to powoli, wyraźnie, miękko, jak do wyjątkowo opóźnionego dziecka. Utrzymywał przy tym niekomfortowo wręcz intensywny kontakt wzrokowy. Wszystko po to, aby na pewno dotarło do pijanej głowy Selwyna, że jest akceptowany i że to bezpieczna strefa. — Nie jesteś pierwszym gejem, jakiego znam. Ani nawet nie drugim. Ani nawet nie… no, łapiesz. — A potem w jego postawie nastąpił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Trzasnął łapą o blat biurka, stół zadrżał, pióro potoczyło się na podłogę (RIP stalówka). — Wiedziałem! — huknął dumny (podwójnie dumny: z siebie za dociekliwość, a także w wyrazie queer pride).
Pracując zaś za barem, gdzie z pijanych ust ulewały się skargi na wszelkie problemy, jakie są na świecie, Woody nauczył się jednego: przychodzący się wygadać dzielili się na dwie grupy. Jedni potrzebowali tylko wypaplać, co im w duszy gra, i posiedzieć w tym nieszczęściu w towarzystwie drugiego człowieka. Drudzy szukali faktycznych porad i rozwiązań. Jonathan, mimo rozpaczliwych wołań o pomoc, wcale nie wyglądał na takiego, który chciałby, aby Tarp z nim problem rozwiązał. Pomysł rozjaśniania włosów pochodził ewidentnie z absolutnych czeluści desperacji i absurdu, a także spożytych procentów. Nie było mowy, że Selwyn to samo myślał będzie przy mniejszej ilości promili we krwi.
— Skoro to on, to faktycznie nie pójdziesz na pały. Znaczy się… hehe, na pały to ty może i pójdziesz, hehe, rozumiesz. — Chichrał się pod nosem, trzęsąc się tym chichotem, aż mu bary drżały. Wyglądał i brzmiał przy tym tak wujaszkowato, jak to tylko fizycznie możliwe. — W każdym razie — w jednej chwili spoważniał, karykaturalnie — mam ci zatem znaleźć na Nokturnie łowcę wampirów? — Złożył dłonie w piramidkę jak dystyngowany biznesmen.
Miał nadzieję, że pomysł z drugiej strony spektrum radykalności nieco otrzeźwi kolegę. Bo choć wizja zrobienia czupryny Selwyna na barwy papieskie niemożebnie Woody’ego bawiła, szczególnie po piwie i whisky, to miał resztki honoru i koleżeńskiej lojalności.
— Co by Tessa na to powiedziała, Johnny? Ona by ci nigdy nie pozwoliła. I by powiedziała — tutaj wyprostował się jak struna i rozpoczął parodię byłej żony wysokim, skrzekliwym głosem — nic w ten sposób nie wskórasz. Kochany, do tego trzeba podejść dojrzale, rozmówić się jak dwóch dorosłych ludzi. Nie żeby ta stara cwaniara miała o tym pojęcie. Ale tak by ci powiedziała, a jej zdanie chyba szanujesz.
Cóż, nie do końca może jak grom, bo coś tam podejrzewał swego czasu, ale przez lata sam siebie w duchu przekonywał, że się myli. Znaki nie były do końca jasne, więc solidnie ufortyfikował się na stanowisku, że Jonathan Selwyn jest zdrowym heteroseksualistą. Tym bardziej szokujące było przez to wyznanie czarodzieja. Wymagało zburzenia wszystkich tych założeń, na których stary zbudował sobie obraz Jonathana, i w pierwszej chwili zdawało się Woody'emu, że cała ich znajomość stanęła na głowie. Zaczął szukać zboczeń tam, gdzie wcześniej nie przyszłoby mu do głowy szukać, a potem... potem przestał. Chuj, to nic nie zmienia.
To naprawdę nie szkodzi:
— A k c e p t u j ę c i ę. — Woody powiedział to powoli, wyraźnie, miękko, jak do wyjątkowo opóźnionego dziecka. Utrzymywał przy tym niekomfortowo wręcz intensywny kontakt wzrokowy. Wszystko po to, aby na pewno dotarło do pijanej głowy Selwyna, że jest akceptowany i że to bezpieczna strefa. — Nie jesteś pierwszym gejem, jakiego znam. Ani nawet nie drugim. Ani nawet nie… no, łapiesz. — A potem w jego postawie nastąpił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Trzasnął łapą o blat biurka, stół zadrżał, pióro potoczyło się na podłogę (RIP stalówka). — Wiedziałem! — huknął dumny (podwójnie dumny: z siebie za dociekliwość, a także w wyrazie queer pride).
Pracując zaś za barem, gdzie z pijanych ust ulewały się skargi na wszelkie problemy, jakie są na świecie, Woody nauczył się jednego: przychodzący się wygadać dzielili się na dwie grupy. Jedni potrzebowali tylko wypaplać, co im w duszy gra, i posiedzieć w tym nieszczęściu w towarzystwie drugiego człowieka. Drudzy szukali faktycznych porad i rozwiązań. Jonathan, mimo rozpaczliwych wołań o pomoc, wcale nie wyglądał na takiego, który chciałby, aby Tarp z nim problem rozwiązał. Pomysł rozjaśniania włosów pochodził ewidentnie z absolutnych czeluści desperacji i absurdu, a także spożytych procentów. Nie było mowy, że Selwyn to samo myślał będzie przy mniejszej ilości promili we krwi.
— Skoro to on, to faktycznie nie pójdziesz na pały. Znaczy się… hehe, na pały to ty może i pójdziesz, hehe, rozumiesz. — Chichrał się pod nosem, trzęsąc się tym chichotem, aż mu bary drżały. Wyglądał i brzmiał przy tym tak wujaszkowato, jak to tylko fizycznie możliwe. — W każdym razie — w jednej chwili spoważniał, karykaturalnie — mam ci zatem znaleźć na Nokturnie łowcę wampirów? — Złożył dłonie w piramidkę jak dystyngowany biznesmen.
Miał nadzieję, że pomysł z drugiej strony spektrum radykalności nieco otrzeźwi kolegę. Bo choć wizja zrobienia czupryny Selwyna na barwy papieskie niemożebnie Woody’ego bawiła, szczególnie po piwie i whisky, to miał resztki honoru i koleżeńskiej lojalności.
— Co by Tessa na to powiedziała, Johnny? Ona by ci nigdy nie pozwoliła. I by powiedziała — tutaj wyprostował się jak struna i rozpoczął parodię byłej żony wysokim, skrzekliwym głosem — nic w ten sposób nie wskórasz. Kochany, do tego trzeba podejść dojrzale, rozmówić się jak dwóch dorosłych ludzi. Nie żeby ta stara cwaniara miała o tym pojęcie. Ale tak by ci powiedziała, a jej zdanie chyba szanujesz.
piw0 to moje paliwo