Dla Richarda było ważne, zadać to pytanie córce. Czy chciała iść w tym kierunku zawodowym, zostawiając wszystko co otrzymała w Oslo? Odziedziczyła w spadku po swojej byłej nauczycielce i pracodawczyni? Czy pobyt tutaj, tak bardzo zmienił jej podejście do życia zawodowego?
Chciała, aby ich nazwisko budziło szacunek. Nie budziło. Nie przez wcześniejsze nieprzemyślane działania Charlesa i jego naiwność. Nie przez Lorien, która ich niszczyła od środka. Nie przez Alexandra, których ich ośmieszał. Nie wspominając już o dalszej przeszłości, związanej z odejściem z Ministerstwa Magii. Nawet jego ojciec popełniał sporo błędów. Czy można, albo czy jest jeszcze jakaś szansa aby naprawić to? Czy Scarlett, wierzy w te zmiany?
"Któreś z twoich dzieci musiało się udać..." – Być może miała rację. Idealne dzieci jednak nie istniały. To samo przecież tyczyło się bycia rodzicem. Idealnym nie był. Wychował je jak umiał i z każdym co prawda miał problemy. Ze Scarlett wcześniej, z chłopakami dość niedawno. Najbardziej to Charles i Scarlett pragnęli jego uwagi, starali się, aby ich dostrzegał. Nie robił różnicy, ale widocznie córka bardziej ją odczuwała.
Zaciągnął się i wypuścił dym po chwili, opuszczając rękę. Musiał chwilę pomyśleć nad jej słowami. Przeprowadzając się, nie tyle co sami podjęli także tą decyzję, ale i on jako ojciec, puścił ich w tym niebezpiecznym kraju samopas. Nie upilnował ich odpowiednio, a może powinien?
Czy powinien bronić chłopców, kiedy to córka wychodziła lepiej od nich? Spojrzał na jej twarz. Tak podobną do Rebecci. Tak z charakteru podobną do niego.
- Skoro tego chcesz, nie będę kwestionował Twojego wyboru.Odparł w końcu, nie mając nic przeciwko temu, że postanowiła iść tą drogą kariery, jaką obrała. Może patrząc w to głębiej, widział jakieś inne korzyści?
Być może też, nie umiał córce inaczej odpowiedzieć na jej pytanie. Lecz może spojrzenie wystarczyło, że mógłby się zgodzić z jej słowami. Czy Scarlett powinna być przykładem dla swoich braci? Szczególnie, dla Charlesa?
Nie bronił chłopców. Mógł to zrobić. Mógł to jakoś okazać. Ale, nie potrafił. Nie po tych ostatnich wydarzeniach. Każdy niesie swoje brzemię błędów i problemów. Każdy pracuje na siebie, dla siebie.
Czy chciał poznać Baldwina Malfoya? Nie był to jeszcze dla niego dobry okres. Był świadom jednak tego, że nie może zlewać pytań i próśb swoich dzieci. One mu jeszcze zostały na tym świecie. Dał im przecież życie, cząstkę siebie. Był blisko, a jednak i daleko.
- To jest między Wami coś więcej?Niby podjęli poważny temat, ale jednak odpowiadali pytaniami. Richard spojrzał na córkę, nie ukrywając zaskoczenia, że mogłaby już kogoś znaleźć za partnera. Kandydata na męża, nie chcąc jasno się określić. Nie zaprzeczyła przy jego wcześniejszym pytaniu. Pytając o zapoznanie, mogła też potwierdzić, tak właśnie jest. Spotykają się. Utrzymują kontakt. Jego wzrok powędrował nawet na kręcące się pod jej nogami stworzenie. Aż w końcu skupił wzrok przed sobą.
Wysłuchał wyjaśnienia Scarlett, że to jednak jest przyjaźń. Dogadują się, wspiera ją, może na niego liczyć. Podsumowywał sobie cechy jakie mu przedstawiała. Zaciągnął się ponownie, chcąc to przetrawić, wypalając do końca papierosa, którego po chwili puścił na chodnik, aby zgasić podeszwą buta. Wypuścił dym z płuc, po czym uwagę skierował na córkę.
- W takim razie... Chętnie go poznam.Wyraził zgodę, jeżeli to było dla niej ważne. Uśmiechnął się lekko, jakby może cieszył, że córka znalazła kogoś, kto jest jej wsparciem.