03.02.2025, 01:42 ✶
Laurent poprosił go o tę wizytę, więc oczywiście, że się na nią zgodził, nawet jeśli kuzyn sumiennie ostrzegł go wcześniej, że nie będzie łatwo. Nie ruszyło go to szczególnie. Po pierwsze Laurent był jego rodziną i Basilius próbował pomóc mu tak jak tylko potrafił (i oczywiście jeśli młodszy Prewett zaproponuje mu zapłatę każe mu jedynie przestać się wygłupiać), a po drugie najgorsze co mogło się stać, to uzdrowiciel mógłby poczuć się jedynie jeszcze bardziej zmęczony, co szczerze mówiąc już dawno przestało mu robić różnicę.
– Hej, jak się czujesz? – przywitał się i od razu uważnie przyjrzał się kuzynowi, szukając jakichkolwiek potencjalnych śladów wskazujących na to, że czarodziej był umierający, lub co gorsza, znowu wpakował się w coś głupiego. Laurent ogólnie na razie żył więc chyba było w miarę dobrze.
– Nie przejmuj się – zapewnił zdejmując z siebie ciemna torbę przez ramię, w której trzymał rozje eliksiry i potrzebne medykamenty, a następnie usiadł na krześle. – Naprawdę, jestem pewien, że nie z takimi przypadkami... – Nagle zmarszczył brwi. – Poczekaj. Nałogowy palacz, który cierpi na kaszel, ale nie chce przestać palić. Wiesz, obawiam się, że chyba może znalazłem rozwiązanie jego problemu.
I co on miał zrobić? Jak miał nie mówić o tym, aby tamten przestał palić, kiedy palenie na pewno nie pomagało w kaszlu? Poradzić Laurentowi na boku, aby zmusił go do wypalenia kilku paczek, aż się nie pochoruje i do końca życia nie będzie go mdliło na widok papierosów? Hm... Było to jakieś rozwiązanie.
Pewnie poruszyłby ten temat, gdyby nagle nie zobaczył swojego pacjenta, który bez słowa wyszedł z sypialni Laurenta. Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu, czy kuzynowi nie wyrosła w domu jakaś kolejna sypialnia, do której się przeniósł, ale nie. To była sypialnia Laurenta. Zmarszczył brwi ale nic nie powiedział. A potem jeszcze raz zmarszczył brwi, bo do kuzyna podszedł właśnie jarczuk?
– Umh, tak musisz jeść i tak zerknę później na ciebie – powiedział nieco zaskoczony tymi wszystkimi rewelacjami, wpatrując się w opierajace łeb o Laurenta stworzenie. Wiedział, że miał niezadawać pytań, ale... Ale miał naprawdę dużo pytań w szczególności o swojego pacjenta, który zniknął za drzwiami łazienki.
– To... Długo się znacie? – zagadał, nie do końca wiedząc o co lepiej spytać, ani jak się o to spytać, aż wreszcie czarodziej wyszedł z łazienki i po prostu zaczął czytać gazetę, jak najdalej od niego.
Aha.
Najgorsze, że to on powinien przerwać te ciszę.
– No dobrze – powiedział wreszcie spokojnym, rzeczowym tonem głosu, rzucając jeszcze na chwilę pytające spojrzenie Laurentowi. – Rozumiem, że masz problemy z kaszlem. Kiedy się one zaczęły?
– Hej, jak się czujesz? – przywitał się i od razu uważnie przyjrzał się kuzynowi, szukając jakichkolwiek potencjalnych śladów wskazujących na to, że czarodziej był umierający, lub co gorsza, znowu wpakował się w coś głupiego. Laurent ogólnie na razie żył więc chyba było w miarę dobrze.
– Nie przejmuj się – zapewnił zdejmując z siebie ciemna torbę przez ramię, w której trzymał rozje eliksiry i potrzebne medykamenty, a następnie usiadł na krześle. – Naprawdę, jestem pewien, że nie z takimi przypadkami... – Nagle zmarszczył brwi. – Poczekaj. Nałogowy palacz, który cierpi na kaszel, ale nie chce przestać palić. Wiesz, obawiam się, że chyba może znalazłem rozwiązanie jego problemu.
I co on miał zrobić? Jak miał nie mówić o tym, aby tamten przestał palić, kiedy palenie na pewno nie pomagało w kaszlu? Poradzić Laurentowi na boku, aby zmusił go do wypalenia kilku paczek, aż się nie pochoruje i do końca życia nie będzie go mdliło na widok papierosów? Hm... Było to jakieś rozwiązanie.
Pewnie poruszyłby ten temat, gdyby nagle nie zobaczył swojego pacjenta, który bez słowa wyszedł z sypialni Laurenta. Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu, czy kuzynowi nie wyrosła w domu jakaś kolejna sypialnia, do której się przeniósł, ale nie. To była sypialnia Laurenta. Zmarszczył brwi ale nic nie powiedział. A potem jeszcze raz zmarszczył brwi, bo do kuzyna podszedł właśnie jarczuk?
– Umh, tak musisz jeść i tak zerknę później na ciebie – powiedział nieco zaskoczony tymi wszystkimi rewelacjami, wpatrując się w opierajace łeb o Laurenta stworzenie. Wiedział, że miał niezadawać pytań, ale... Ale miał naprawdę dużo pytań w szczególności o swojego pacjenta, który zniknął za drzwiami łazienki.
– To... Długo się znacie? – zagadał, nie do końca wiedząc o co lepiej spytać, ani jak się o to spytać, aż wreszcie czarodziej wyszedł z łazienki i po prostu zaczął czytać gazetę, jak najdalej od niego.
Aha.
Najgorsze, że to on powinien przerwać te ciszę.
– No dobrze – powiedział wreszcie spokojnym, rzeczowym tonem głosu, rzucając jeszcze na chwilę pytające spojrzenie Laurentowi. – Rozumiem, że masz problemy z kaszlem. Kiedy się one zaczęły?