O nie! Oto ona! Kaganek oświaty i oświecenia! Rozsądek w czystej postaci! Albo brudnej, ale raczej czystej - Victoria dbała o higienę. I ładnie pachniała, a nie śmierdziała. Ile można było mieć tej logiki w dobie! Tego rozsądnego podejścia! Doprawdy, nie było drugiego takiego człowieka na tym świecie jak Victoria. I to ez potrafiło być nieziemsko irytujące. Pani "niszczyciel dobrej zabawy" i "ja zawsze mam rację". W dodatku nawet nie mógł się na nią obrażać, bo w tym wszystkim była przecież... Po prostu rozsądną. Czasem z premedytacją, ale często nawet nieświadomie. No i co? Foch? No nie! Czas to schować do kieszeni Chociaż na moment. Te frustracje i niezadowolenia.
- W sumie nie wiem. - Odparł opieszale, a to było kupienie sobie czasu. Nie dlatego, że wymyślał, jaki lut wcisnąć, tylko faktycznie - nie wiedział. Więc się właśnie nad tym zastanawiał, spoglądając na te zdjęcia, co się przesuwały pod jej palcami. Głupie, głupsze i zabawne. Takie, które można wyrzucić i te, które się jeszcze do czegoś nadawały. - Nie sądziłem, że zacznie się tego zbierać? Tak sądzę. No i już tak wkładałem w jego miejsce. I tak zostało. - Lubił się uśmiechnąć, kiedy zaglądał do tego albumu. I drugi raz - kiedy zaglądał na jego koniec. I tam były wszystkie te zdjęcia, w które... W których... Taaak. Wszystkie te zdjęcia... I Victoria znowu miała rację. Robił to samo - może nie trzymał tych zdjęć w ramkach, tylko w albumie, ale nadal je trzymał. Te zdjęcia bliskich, które były naprawdę miłe i które chciał mieć. Które chciał trzymać blisko siebie. Osoby, które nie były obce, a nawet jeśli wszystkich nie nazwałby bliskimi przyjaciółmi, to dzielił z nimi chwilę lepsze i gorsze.
- Stanley to jedyne DUMNE zdjęcie w tym albumie, kobieto! - Chciał, żeby wyszło to o wiele bardziej energicznie, niż zabrzmiało. A zabrzmiało tak... Tak, że tylko wydechu brakowało w tym wszystkim. I to nie było złe m to było dobre. Łagodzące wszystko. Spływające po nim błogosławieństwem, że można żyć inaczej. W tym łagodnym rytmie tej "przemądrzałej" Victorii, której mądrości chciał i nie chciał słuchać. Którą chciał poznawać coraz bardziej i bardziej odpychać. Być z nią. Być... Z nią... Zawsze. Jak teraz. Siedząc i pierdoląc głupoty, bo przecież nikt ich tutaj z nich nie rozliczał. Miał kontynuować tą swoją wypowiedzią, żartobliwą, ale jakoś nie czuł w sobie energii. - Ay, powinienem, co? Byłbym sławny. - Z tymi zdjęciami kotków, się znaczy. No kto kotków nie lubił? Każdy je lubił. Zasługiwały na to, żeby dostać swoją własną rubryczkę na kartkach papieru. Jak Victoria zasługiwała na szczęście. - Większość ludzi jest randomowa. Nie robię fotek znajomym bliższym. Raczej.[ - Bo przecież był tu Stanley. - Jakby ktoś to znalazł to nie może być z tego problemów dużych. - Jak ktoś znajdzie tnę pokój, jak ktoś się włamie ,jak kogoś zainteresuje album. Paranoja? Jeszcze jak! Na szczęście Sauriel by to nazwał trzeźwym myśleniem. - Na Nokturnie niektórzy wyglądają jak klauny same w sobie. A uważają się za baaardzo mrocznych. - Prychnął, a szyderstwo wylało się z tego dźwięku.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.